Gikiewicz potrzebował czasu. Mecz z Widzewem mógł być jego ostatnim
Rafał Gikiewicz rozpoczął sezon jako zawodnik Widzewa Łódź, ale zaraz po zamknięciu letniego okienka przeniósł się do Zagłębia Lubin. Do tego ruchu doszło w ramach transferu medycznego, gdyż dwóch bramkarzy Miedziowych wypadło z gry z kontuzjami. Gikiewicz nie miał z kolei szans na wygranie rywalizacji w Widzewie, więc zdecydował się na zmianę otoczenia.
Kilka dni po przeprowadzce Gikiewicz miał okazję, aby sprawdzić się przeciwko byłej drużynie. Zagrał dla Zagłębia w rywalizacji z Widzewem w ramach Pucharu Polski i w głównej mierze odpowiada za odpadnięcie z tych rozgrywek. W dogrywce meczu skiksował przy uderzeniu Bartłomieja Pawłowskiego z rzutu wolnego, a ten gol przesądził o losach rywalizacji.
Gikiewicz przyznaje, że przeżył wtedy bardzo trudne chwile. Miał nawet w głowie myśl o zakończeniu piłkarskiej kariery.
– Potrzebowałem kilka tygodni, żeby wyczyścić głowę. Rozmawiałem z żoną i zastanawiałem się, czy nie pójść do dyrektora Rafała Ulatowskiego i oznajmić mu, że kończę karierę. Gdzieś w środku po tym spotkaniu pękło we mnie. Wiele trenerów pisało do mnie prywatne wiadomości. Wiem, komu na mnie zależy, ale też wiele osób się ode mnie odwróciło. Nie było łatwo (…) Żona odradziła mi ten pomysł. Nie jest gotowa na to, żebym siedział w domu. Tak samo ja (śmiech). Nie byłoby tych siedemnastu lat razem, gdybym spędzał każdą dobę w domu (śmiech). Kocham piłkę nożną. Końcówka poprzedniego roku była trudna, ale jak odpocząłem te dwa i pół tygodnia w Warszawie, to zatęskniłem za piłką, szatnią, chłopakami, rywalizacją. Czuję się tu potrzebny – wspomniał Gikiewicz w wywiadzie dla TVP Sport.









