Karnetowy rekord
Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju. Górnik Zabrze zagrał w ubiegłym sezonie znakomicie, co mocno docenili kibice tego legendarnego klubu. Widać to na przykład po rekordowej liczbie karnetów sprzedanych na nowy sezon.
Generalnie i w klubie, i wokół niego dużo się dzieje. Są odejścia, jak na przykład Marcela Łubika, jest głośno o Patriku Hellebrandzie, ale będą też transfery do klubu.
A o wszystkim co najważniejsze dla zabrzan, ale i o premierze dokumentu Netflixa rozmawialiśmy z Lukasem Podolskim. To jego pierwszy wywiad po tym jak został właścicielem klubu.
Piotr Koźmiński, goal.pl: W momencie, w którym rozmawiamy macie sprzedanych ponad 10 tysięcy karnetów na przyszły sezon. To rekord. Jak ocenisz ten poziom sprzedaży?
Lukas Podolski, nowy właściciel Górnika Zabrze: Jest super! Bardzo dobry wynik. Dokładnie o to nam chodzi. Żeby każdy pomagał budować ten klub. Piłkarze, trenerzy, działacze, marketing, kibice. Jestem bardzo zadowolony i dziękuję naszym fanom za ten wynik. Ponad 10 tysięcy brzmi bardzo dobrze Jestem przyzwyczajony przez lata gry w Niemczech, że właśnie tak fani wspierają swój klub.
Ja chcę, żeby kibic był z klubem na dobre i na złe. A nie, że jak jest słońce, to przyjdzie na stadion, bo przy okazji się jeszcze opali, a jak jest deszcz, to ucieknie. Dla mnie to taki kibic 70 na 30. A ja chcę stuprocentowego fana. I widzę, że właśnie w takim kierunku zmierzamy. Liczba sprzedanych karnetów jest tego dowodem. Jeszcze raz zwracam się do fanów Górnika: wielkie dzięki! Budujemy ten klub razem. Każdy dokłada swoją cegiełkę i o to chodzi.
Można więc chyba powiedzieć, że znów jest moda na Górnika?
Tak, można tak powiedzieć. Pracujemy na to od kilku lat. I kibice widzą postępy. I na boisku, i poza nim. To był sportowo super sezon, ale poza boiskiem też. Finanse są coraz lepsze, choć długi wciąż mamy, marketing też o wiele lepiej niż kiedyś. Chcemy iść do przodu na każdym poziomie. Ja nie wymyślam alternatywnej rzeczywistości dla Górnika. Nie tworzę obrazów przy pomocy AI. Każdy widzi jak działamy w klubie, co robimy, jakie są tego efekty… Dlatego fajnie, że tak wielu kibiców nas wspiera.
Górnik jest mocno chwalony za ostatni sezon, ale… Po gali Ekstraklasy napisałeś “Le Cabaret”. Jak rozumiem zdenerwował cię brak nagród dla piłkarzy Górnika.
Trochę tak. Bo myślę, że nie każdy jednak docenił w jakich my to zrobiliśmy warunkach. Z jakim budżetem, z jakimi problemami z przeszłości. Górnik funkcjonuje w innej rzeczywistości niż Lech. Dla nich nie zdobycie tytułu to byłoby tak jakby tytułu w Niemczech nie zdobył Bayern…
Czyli uważasz, że Trenerem Roku powinien był zostać Michal Gasparik, a nie Niels Frederiksen? Bo wielu obserwatorów właśnie tak uważa.
Tak, spokojnie Gasparik mógł dostać tytuł Trenera Roku. Ale idźmy dalej. Dla mnie Josema był jednym z najlepszych defensorów ligi,a nawet nominacji nie dostał. Potem masz pomocnika sezonu. Tu przecież mógł wygrać Patrik Hellebrand. Bo chyba nie musiał być taki sam pomocnik sezonu co piłkarz sezonu?
Nie, nie musiał.
No właśnie. Czyli, na przykład Bartosz Nowak mógł zostać piłkarzem sezonu, a Patrik pomocnikiem sezonu. No, ale już trudno. To nie jest tak, że brak tych nagród zmieni jakoś nasze życie, czy to jak pracujemy w Górniku.
Generalnie ja takich wyborów nie lubię. Bo tam nigdy do końca nie wiadomo kto się czym kieruje. Czy ten głosuje na tego, bo jest sympatyczny, czy ze względu na jego umiejętności. I nie mówię tylko o tych wyborach. Czy to w przypadku Gali Ekstraklasy, czy Złotej Piłki.Zawsze będą wokół tego dyskusje.

„Chcemy, żeby Patrik został”
Górnik przed nowym sezonem i grą w pucharach potrzebuje wzmocnień. Z jednej strony mówisz, że klub musi oglądać uważnie każdą wydaną złotówkę, ale z drugiej rozmawialiście z Afimico Pululu, którego kontrakt na pewno nie jest niski…Słyszałem jednak, że Pululu zdecyduje się na inny klub.
Wiadomo, że gra w pucharach ma swoje wymagania, że teraz mamy też nieco inne możliwości co do pozyskiwania graczy. Mieliśmy konferencję z Pululu, to prawda. Bo dlaczego nie spróbować? On trochę grał w Niemczech, mówi w tym języku, więc z komunikacją też nie było problemu.
To fajny zawodnik, ale z kilkoma innymi fajnymi graczami też mieliśmy wideo konferencje. Nie widzimy powodu, aby nie próbować. Ale to nie tak, że on coś odrzucił. Bo my Pululu żadnej oferty nie składaliśmy. Skończyło się na jednym spotkaniu i tyle. Moja filozofia jest jasna: piłkarz musi chcieć przyjść do Górnika, musi to poczuć. Ale zobaczymy co się jeszcze wydarzy.
A skoro o transferach mowa. Co będzie z Patrikiem Hellebrandem? Było zainteresowanie Bursasporu, ale temat raczej upadł. Mówi się jednak mocno o zainteresowaniu Widzewa. Pisał o tym portal meczyki.pl.
Powiem tak: chcemy, żeby Patrik został. Bo jest bardzo ważnym dla nas zawodnikiem. Ale z drugiej strony… Wszyscy wiemy, że Górnik nie zatrzymuje piłkarzy na chama. Jeśli ktoś dostanie w innym klubie na przykład trzy razy tyle i będzie chciał z tego skorzystać, to zaczniemy się zastanawiać.
Powiem teraz ogólnie, nie w odniesieniu do konkretnego piłkarza. Nie chcę mieć w klubie gracza, którego zatrzymanie sprawiłoby, że jest obrażony na klub, nie w pełni skoncentrowany przez to na grze, marudzący w szatni. Interesują mnie tylko gracze, którzy w stu procentach myślą o grze dla Górnika. Albo chcesz grać w Górniku, albo nie. Jeśli nie, to droga wolna.
Na świecie są miliony piłkarzy, trzeba ich tylko znaleźć. A nam się to przez ostatnie lata udawało. Przykładów nie brakuje. Zatem jeszcze raz: budujemy fajny klub, mamy super stadion, świetnych kibiców. Zagramy w eliminacjach Ligi Mistrzów. Jeśli dla kogoś to mało, bo woli mieć pełne konto, to znaczy, że taki piłkarz się do Górnika nie nadaje.
Podkreślam: nie mam tu nikogo konkretnego na myśli. Chodzi mi ogólnie o moje podejście. A i jeszcze jedno: nie będę przepłacał zawodników, płacił dużo więcej niż według naszej oceny są warci. Nie będę wydawał za dużo tylko po to, żeby pokazać moc, żeby wysłać jakiś sygnał. Nie, ja chcę zdrowego Gornika.
Rozumiem, natomiast wracając jednak do konkretów. Tomasz Włodarczyk z meczyków poinformował, że w umowie Patrika Hellebranda są dwie klauzule. 1,7 mln euro dla klubów polskich i 1,5 mln dla zagranicznych.
To też w kwestii zdrowego klubu – gdy podpisywaliśmy kontrakt, Górnika nie było stać na zapłacenie o 30-40% większej pensji. Patrika udało się zatrzymać sposobem, czyli dopisaniem klauzuli. To nic dziwnego. Na całym świecie są klauzule. Są w FC Koeln, w Bayernie, w Arsenalu… Przez całą karierę się z nimi spotykałem.
Piłka to też biznes. Czasem sprzedajesz i szukasz innych graczy. Natomiast klauzula to jedno, ale nie zapominajmy, że jeszcze na transfer musi się zgodzić sam zawodnik. Na razie nic na stole nie mamy, więc nie widzę potrzeby, aby za dużo o tym mówić.
Jeśli chodzi o te sprawy, to Górnik woli działać w ciszy. Ale uspokajam kibiców: mamy swoje listy, kandydatów do gry. Jeśli ktoś odejdzie, to na pewno zostanie zastąpiony innym graczem.
Wiadomo co z Marcelem Łubikiem. Klub ogłosił już jego odejście.
Po kolei. Marcel Łubik dostał od nas szansę pokazania się w Ekstraklasie i ją wykorzystał. Owszem, miał też słabszy okres, ale potem znów udowodnił, że jest dobrym bramkarzem. I Marcel chciał w Górniku zostać. Augsburg też był zadowolony, bo ogrywaliśmy im zawodnika na newralgicznej pozycji. Ale oni wiążą z nim nadzieję na kolejne lata. A my na takich samych zasadach nie chcieliśmy tego kontynuować. Górnik musiałby coś z tego mieć. Albo jakąś kwotę wykupu, albo procent od przyszłej sprzedaży…
Rozmawialiśmy z Augsburgiem, ale na takie zapisy się nie zgodzili. Długo czekaliśmy, aż się określą. A skoro nie chcą negocjować innych warunków dalszej gry Łubika w Górniku, to my też zamykamy temat. I to nie ma nic wspólnego z samym Marcelem, który jest fajnym gościem. Po prostu nie dogadaliśmy się z jego klubem.

Nowak ma to coś
To oznacza, że musicie szukać nowego bramkarza.
Ale my szukamy już od kilku miesięcy! Przecież my znamy kontrakt Łubika. Wiemy jak umowa z nami była skonstruowana, więc to dla nas żadne zaskoczenie, że mógł odejść. Mamy na naszej liście sporo nazwisk i będziemy z niej wybierać.
A Wiktor Nowak? Wraca do was z wypożyczenia, ale słyszę, że może być rzadkim przypadkiem piłkarza, który odejdzie z klubu nie grając w nim nawet minuty.
To prawda. Pewnie takich przypadków nie ma wiele, ale ten może takim być. Generalnie podoba mi się jako piłkarz. Ma w sobie to coś. Myślę, że ma umiejętności, które mogą go zaprowadzić do gry w reprezentacji Polski. W tym momencie sprawa jest otwarta. Może być tak, że będzie u nas na pierwszym treningu, pojedzie na obóz, a potem odejdzie. Albo zostanie. Nie ma tu ostatecznych decyzji.
Przed wami rywalizacja w pucharach. Nakreślasz tu klubowi jakiś cel?
Przede wszystkim musimy uważać. Nie dać się porwać tej euforii, że musimy awansować do Ligi Mistrzów, czy innego pucharu. Spokojnie. Wiem skąd przychodzimy, przez co przeszliśmy. Fani mogą się łatwo “podpalić”, media też mogą nakręcać atmosferę, ale my musimy twardo stąpać po ziemi. Tej pucharowej również. Pewnie, że to będzie super, rywalizować z drużynami z innych krajów, ale ja tu w tym momencie ani gwarancji, ani deklaracji żadnych nie złożę.
A propos rywalizacji. W drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów traficie albo na Sturm Graz, albo na Fenerbahce. Kogo wolisz? Jako człowiek związany z Galatasaray wolałbyś Fenerbahce, czy jednak Austriaków, bo są słabsi od Turków?
Nam to jest obojętne. Natomiast to co nie jest mi obojętne to fakt, że w Górniku ludziom pracuje się coraz lepiej. To mnie bardzo cieszy. Że w różnych płaszczyznach ten klub funkcjonuje coraz lepiej. Bo o to mi chodziło.
„Aż ciarki przechodziły”
W ostatnich tygodniach było wiele pięknych obrazków związanych z Górnikiem. Najpierw finał Pucharu Polski w Warszawie, a następnie wicemistrzostwo Polski i twoje pożegnanie w starciu z Radomiakiem. Które obrazki najmocniej zapadły ci w pamięć?
W Warszawie było 35 tysięcy kibiców Górnika. To było coś niesamowitego. Mieliśmy ławkę rezerwowych niedaleko naszych fanów. Gdy się rozgrzewałem, to widziałem co się dzieje na stadionie. Aż mnie ciarki przechodziły.
To kiedy ciarki przeszły cię mocniej? W Warszawie, czy na twoim pożegnaniu?
Myślę, że jednak w Warszawie, na finale Pucharu Polski. To były niesamowite emocje, wspaniałe momenty. Ogólnie jednak ten sezon to był sztos. W sumie to przecież jeden z najlepszych sezonów w mojej karierze. OK,raz z Bayernem Monachium zdobyłem dublet, ale potem zdarzał się na przykład puchar, ale takiej “zbitki”, że i puchar i wicemistrzostwo to już nie miałem.
Teraz możesz powiedzieć wprost: ile razy przez przedłużającą się prywatyzację chciałeś tym rzucić i wyjechać z Polski?
Jednego takiego momentu nie było. Że któregoś dnia wstałem i powiedziałem: to nie ma sensu, jutro wyjeżdżamy. Pierwsze pół roku, rok to była jeszcze euforia, że przyszedłem do Górnika. Że spełniłem swoje marzenie, ale też marzenie wielu kibiców. Potem jednak, im bliżej wyborów, coraz wyraźniej widziałem jak to wszystko funkcjonuje. Że dla niektórych liczy się władza, a nie Górnik.
Wtedy zaczęła się walka. Pomyślałem, że tak być nie powinno, że spróbuję to zmienić. Szkoda, że tak dużo czasu to zajęło, ale co zrobisz… Najważniejsze, że w końcu kupiłem klub i mogę go rozwijać. Choć wciąż nie pojmuję i być może nigdy nie pojmę dlaczego tak długo musiało to trwać. Dlaczego w mieście niektórzy nie rozumieli, albo nie chcieli zrozumieć, że przyszedł chłopak, który nie chce niczego zabrać, a coś dać, pomóc.
A kiedy tak naprawdę podjąłeś decyzję o zakończeniu kariery? Nie pytam kiedy ją ogłosiłeś, bo to wiemy. Ale kiedy powiedziałeś sobie w głowie i sercu: to koniec?
To we mnie dojrzewało. Ja mogłem grać dalej. Jeszcze ze 2-3 lata. Nie skończyłem kariery przez kontuzję, bo mnie kolano bolało czy coś takiego. Tak naprawdę musiałem już wybierać. Mogłem sobie powiedzieć: a ch… tam z klubem, gram dalej, boisko jest najwazniejsze. Albo przejąć klub i na tym się skupić.
Górnik zabrał mi przez ostatnie dwa lata mnóstwo czasu. A to spotkania, rano czy w nocy, a to walka o sponsorów itd… Coraz trudniej było to łączyć. No bo albo rano idziesz na trening, potem na regenerację, odprawę, przygotowujesz się na mecz… Albo masz spotkania z piłkarzami, agentami, sponsorami. Tu musisz się przyjrzeć nowym strojom, jak choćby tym z Reeboka. Pasek dać tutaj, czy tam. Kolor taki, czy taki. Plus spotkania z ludźmi, których masz zatrudnić.
Ja muszę usiaść, porozmawiać, zobaczyć tego człowieka. Co mi po tym, że on ma fajne CV. Że pracował w Paryżu, albo w Arsenalu. Chcę tego człowieka zobaczyć, porozmawiać w cztery oczy. Praca dla klubu zajmuje mnóstwo czasu. A przecież mam jeszcze rodzinę, swoje biznesy, swoich sponsorów, projekty reklamy.
Zrobiłem więc ten koniec kariery również po to, aby ludziom w Górniku pracowało się lepiej. Żeby im jeszcze bardziej pomagać. Widzę ile satysfakcji im daje praca w tym klubie. Widziałem też łzy kibiców. Ale to były łzy szczęścia. Bo daliśmy im ten puchar, bo przeżyli coś, czego nie było nam dane od dawna. To mnie raduje najbardziej. Ja mam dobre życie, już wszystko przeżyłem i widziałem. A teraz mogłem dać radość ludziom stąd. I to jest piękne.
Puchar obok kiełbasek
A propos pucharu. Wrzuciłeś niedawno zdjęcie jak grillujesz i ten puchar stoi obok kiełbasek przy grillu. To jakiś fotomontaż?
A skąd! To był prawdziwy puchar. Lubię sobie pogrillować w Sośnicy raz w tygodniu, tam gdzie się urodziłem i wychowałem. No i akurat na tego grilla pożyczyłem sobie ten puchar.
To ostatnie trofeum jakie zdobyłem jako piłkarz, choć na boisku pewnie się jeszcze pojawię. Przyjdę na trening, wezmę udział w rozgrzewce, zagram z chłopakami w dziadka. Myślę, że trener mnie nie wygoni…
Na platformie Netflix można już oglądać dokument o tobie. Jesteś zadowolony z ostatecznego efektu?
Tak! Wyszło super. Wprawdzie człowiek nieco dziwnie się czuje oglądając w telewizji samego siebie, ale wszystko jest tam pokazane jak trzeba. Jestem bardzo zadowolony. Dostałem też sporo opinii, i to od ludzi, których nie znam, że fajnie się to ogląda.
A tych, którzy się dziwią, że nie ma tam finału Pucharu Polski, czy mojego ostatniego meczu chcę uspokoić: jako Górnik mamy super nagrania z tych wydarzeń i warto śledzić nasz kanał na YouTube.
Generalnie mamy dużo pomysłów na rozwój Górnika i będziemy je realizować. Transfery też. Ale te robimy w ciszy. Bo nie zawsze ten klub, o którym jest pod tym względem głośno, najlepiej na końcu na tym wychodzi. My spokojnie robimy swoje.








