Pierwszy mundial? 1982!
Jerzy Dudek tylko raz wziął udział w finałach mundialu, ale akurat tej imprezy dobrze nie wspomina, bo Polska na boiskach Korei Południowej (i Japonii) zdecydowanie zawiodła. Nie oznacza to jednak, że były bramkarz Realu Madryt „zraził” się do mistrzostw świata.
Jest wręcz przeciwnie, 60-krotny reprezentant Polski już się nie może doczekać początku tej imprezy. W rozmowie z goal.pl Dudek wrócił pamięcią do swoich pierwszych mistrzostw w roli widza, ale zdradził nam również komu będzie kibicował w trakcie zaczynającego się dziś turnieju. O imprezie będziemy obszernie pisać przez najbliższe tygodnie tutaj.
Piotr Koźmiński, goal.pl: Jaki masz plan na ten mundial? Zarywanie nocy, czy jednak oglądanie tylko tych spotkań o „ludzkiej” dla naszej strefy czasowej porze?
Jerzy Dudek, były bramkarz Sokoła Tychy, Feyenoordu, Liverpoolu i Realu Madryt:
Najciekawsze mecze będę chciał jednak zobaczyć na żywo. Tutaj pora nie będzie miała aż takiego znaczenia, choć raczej mówimy o spotkaniach po fazie grupowej. Jak chyba każdy z nas, buduję u siebie taką mini strefę kibica, żeby przeżywać to w odpowiedni sposób.
Tyle że bez selekcji meczów się nie obędzie, bo jest ich tak dużo, że wszystkiego ogarnąć się nie da. Mamy plany z przyjaciółmi, żeby sobie zorganizować 3-4 takie mundialowe noce. Jak to czasem w kinach bywało, coś a la maratony filmowe. Oczywiście, ta opcja będzie grana w weekendy. Wiadomo, że szkoda, iż turniej się odbędzie bez naszej reprezentacji, ale jako kibice piłki i tak się będziemy tą imprezą ekscytować.
Jaki pierwszy mundial pamiętasz?
1982 rok. Choć to było na zasadzie, że sami graliśmy między blokami i bardziej słyszeliśmy reakcje dorosłych, dochodzące z mieszkań. Pamiętam jak ludzie się cieszyli na naszym osiedlu, kiedy Polska strzelala gole Peru, w tym meczu 5:1. Tak naprawdę jednak za młody jeszcze byłem, żeby w pełni to przeżywać. Dopiero po latach człowiek sobie wszystko przypominał i doceniał ten ogromny sukces jaki wtedy był udziałem naszej reprezentacji.
Z kolei 1986 rok pamiętam już dużo lepiej. Brazylia z Socratesem, reprezentacja Anglii… Nasza kadra jechała tam z dużymi nadziejami i chyba nie do końca doceniliśmy to, że wyszła wtedy z grupy. Z drugiej strony po wcześniejszych latach, gdzie zachodziliśmy dużo dalej, te apetyty były duże. Tyle że dziś za taki wynik pewnie dużo byśmy dali…
A pierwsi mundialowi idole?
No, właśnie nasza reprezentacja z 1982 roku. Miałem nawet jej plakat. A niedawno zamówiłem sobie koszulkę retro z tego turnieju. Białą z orzełkiem na piersi. Mam więc sentyment do tego 1982 roku. Polska – Belgia 3:0, Zbyszek Boniek, ale i Józef Młynarczyk. A co do idoli z mistrzostw świata, to wiadomo: Diego Maradona, Michel Platini, Jean Tigana, doktor Socrates i gracja z jaką się poruszał po boisku. Do tego Gary Lineker, chyba przez te gole strzelane naszej reprezentacji. O, także Luis Arconada, bramkarz, którego też podglądałem…
Trzy ulubione reprezentacje
A skoro nie ma Polaków, to komu będziesz kibicował?
Wiadomo, że mam wielki sentyment do Holandii, Hiszpanii, czy Anglii. I właśnie tym drużynom będę kibicował. To są zawsze moje wybory poza Polską. Zawsze też kibicujemy słabszym, więc tu czekam, która drużyna wzbudzi naszą sympatię, która będzie tym nieoczywistym underdogiem.
Natomiast jedno czego się spodziewam to dużo bramek. Mamy rekordową liczbę uczestników i w niektórych przypadkach ta dysproporcja jakości jest duża. A to może doprowadzić do tego, że padnie dużo goli. To z kolei sprawi, że dobrze się to będzie oglądało. Bo jeśli padnie sporo goli, to zawsze jest to jakaś rekompensata za to, że w pewnych przypadkach nie było za dużo jakości. Zatem według mnie po prostu dużo się będzie działo. Trochę jak w Lidze Mistrzów przez ostatnie dwa sezony.
Kto może być czarnym koniem turnieju?
Nie wiem kto będzie czarnym koniem, ale od pewnego czasu obserwuję Maroko. To jeden z najsilniejszych zespołów jeśli chodzi o Afrykę. Z drużyn azjatyckich to może Japonia, bo wielu jej zawodników gra już w Europie i prezentują bardzo wysoki poziom. Z europejskich od lat mówimy o Belgii… Może jednak Austria?
Potencjalnie bramkarska gwiazda tego turnieju?
Na pewno będę obserwował Alissona. Mam nadzieję, że po kontuzji dojdzie do formy. O ile będzie grał. Thibaut Courtois, wiadomo. Do tego Bono, czyli bramkarz reprezentacji Maroka, który ma już za sobą jeden udany turniej. Być może utrzyma formę mimo tego, że gra „tylko” w lidze saudyjskiej. Na tych trzech bramkarzy najchętniej będę zerkał.
Mundial z 2002 też miał swoje plusy
Wracając do mundialu 2002, w którym wziąłeś udział. Wiadomo, że skończyło się klapą. Ale tak patrząc wstecz, po latach: widzisz w tamtej imprezie jakieś pozytywy?
Akurat kilka dni temu byłem w Korei Południowej, graliśmy mecz na stadionie w Seulu. Szkoda, że w 2002 roku nie było nam dane tam zagrać. Ale tak, z perspektywy czasu uważam, że tych pozytywów było dużo. Przecież jechaliśmy tam po 16 latach nieobecności na dużych turniejach.
Po drugie, zapoczątkowaliśmy wtedy dobrą serię. Pamiętajmy, że dzięki naszej kadrze potem trafialiśmy na przykład do drugiego koszyka w kolejnych losowaniach, co w oczywisty sposób ułatwiało kolejne awanse. W 2004 na EURO się jeszcze nie udało, ale w 2006 na mundial już tak. To też był duży sukces. EURO 2008 podobnie. Można powiedzieć, że to było pokłosie naszego awansu na mundial w Korei i Japonii.
Engelowi udało się wtedy zebrać grupę dobrze się rozumiejących piłkarzy, zbudowaliśmy dobrą atmosferę… To są te plusy. Oczywiście, że oczekiwania były większe, ale po pierwsze nie trafiliśmy z przygotowaniami, a po drugie, nie mieliśmy doświadczenia z takich turniejów. Jaki ośrodek najlepiej wybrać, nikt wtedy nie mówił o personalizacji treningów… Wszyscy trenowaliśmy tak samo. Ale tak jak powiedziałem: dzięki tamtemu awansowi piłka nożna w Polsce przeskoczyła o jeden, a może nawet dwa stopnie do góry.
Może też dzięki tym ambicjom kolejnych reprezentacji pokuszono się o organizację EURO 2012 u nas?. A co było później to już wiadomo. Oczywiście, w 2002 roku był duży zawód, niezrozumienie, wewnętrzna wojna sportowców z dziennikarzami. Ale z perspektywy czasu było więcej plusów niż minusów.
Francja albo Hiszpania
A czy teraz kibicujesz Cristiano Ronaldo, swojemu koledze z Realu Madryt, żeby „na stare lata” zdobył mistrzostwo świata?
No tak! Fajnie się patrzy na Cristiano Ronaldo czy Leo Messiego, a więc graczy niezwykle doświadczonych. Fajnie, że żyjemy w ich erze i możemy przeżywać ich rywalizację. To już ich końcówka, ale super, że wciąż mają tak dużą determinację do osiągania sukcesów.
Wiem, że łatwo ich atakować, bo już nie mają takiej dynamiki jak kiedyś mieli, ale tym większy szacunek dla nich, że wciąż starają się dać swoim kibicom radość. Reprezentacja Portugalii też ma swoją wartość, ale jeśli miałbym wskazać faworytów to dla mnie są to Hiszpania i Francja. Nie wiem jak Brazylia, czy Argentyna jest w stanie obronić tytuł, ale gdyby miał obstawiać kto zagra w finale to powiem, że Francja z Hiszpanią.









