Jagiellonia ma czas na wzmocnienia
Jagiellonia Białystok tej zimy straciła Oskara Pietuszewskiego, który wylądował w FC Porto. To wielkie osłabienie dla drużyny, bowiem jesienią był jej najlepszym skrzydłowym. Mimo tego, klub wciąż nie sprowadził jego następcy, a kibice mają spore wątpliwości w kontekście tego, czy obecna kadra jest wystarczająco jakościowa, by walczyć o najwyższe cele. Zespół Adriana Siemieńca liczy się w grze o mistrzostwo Polski, a do tego wkrótce rozpocznie rywalizację w fazie pucharowej Ligi Konferencji.
Ostatnio Jagiellonia pracowała nad transferem Keyana Vareli, ale ten finalnie się wysypał. Miały o tym zadecydować kwestie zdrowotne.
Wokół Jagiellonii narasta napięcie, a fani oczekują konkretnych rezultatów pracy pionu sportowego. Łukasz Masłowski zabrał głos w temacie transferów. Zapewnia, że klub nie musi się spieszyć i woli poczekać do końca okienka, gdzie będzie miał możliwość sprowadzenia lepszych piłkarzy.
– Absolutnie nie będziemy działać pod presją czasu i kibiców. Jagiellonia potrzebuje piłkarzy, którzy przyjdą i wniosą odpowiednią jakość. Nie ma presji czasu, żeby podejmować pochopnie decyzje i później żałować. Dzisiaj uważam, ze względu na ligę i klub warunki pozyskania piłkarzy później stają się korzystniejsze.
– Może nie tyle szukamy, co cały czas rozmawiamy z innymi piłkarzami. Te rozmowy trwają od dłuższego czasu, wiemy, kogo chcemy. Natomiast muszę powtórzyć: w „układzie pokarmowym” rynku transferowego jesteśmy któryś w kolei – mówię tu nie tylko o Jagiellonii, ale o całej polskiej lidze. Lepsi piłkarze, z mocniejszym CV, mają wyobrażenie, że znajdą lepsze ligi i kluby. Często życie to weryfikuje. Im bliżej zamknięcia okna w topowych ligach, tym łatwiej ich przekonać – nie tylko sportowo, ale i ekonomicznie, bo ich oczekiwania finansowe stają się bardziej realne – wytłumaczył dyrektor sportowy Jagiellonii Białystok w programie „Kanału Sportowego”.









