Najpierw zdziwili się Norwegowie, teraz Hiszpanie
Od momentu przejęcia przez Roberta Dobrzyckiego Widzew funkcjonuje w całkowicie nowej rzeczywistości finansowej. Nowy właściciel ma wielkie ambicje i nie waha się używać karty płatniczej, aby je realizować.
Najpierw, to znaczy latem, Widzew pobił swój klubowy rekord transferowy, płacąc około 2 mln euro za Zeqiriego. Z kolei zimą znacząco poprawił już rekord Ekstraklasy, płacąc ponad 5 mln euro za Bukariego.
A skoro o pieniądzach mowa, to pisaliśmy też o tym szeroko przy ściągnięciu przez Widzew Lukasa Leragera. Wg naszych nieoficjalnych informacji łódzki klub zaoferował mu świetny kontrakt, którego szczegóły opisaliśmy na naszych łamach.
Kiedy zatem łodzianie zaczęli kusić Emila Kornviga, w Norwegii też zaczęto dyskutować o nowych możliwościach finansowych łodzian. W rozmowe z nami Vegard Moberg, były piłkarz Brann Bergen, szacował jaką przebitkę może zaoferować Kornvigowi łódzki klub w stosunku do pensji Duńczya w norweskim klubie.
Teraz z tym samym, czyli z mocnym zdziwieniem, mamy do czynienia przy okazji zbliżającego się transferu Carlosa Isaaca. O kulisach jego rychłych przenosin do Łodzi i o tym jaki to piłkarz opowiedział nam dziennikarz regionalnej gazety, Diario de Cordoba.
Nawet w La Liga nie wszyscy tak płacą
Słysząc stawki jakie proponuje piłkarzom Widzew (na przykład pensje Zeqiriego i Bukariego oscylujące wokół miliona euro netto za sezon), a także sumy transferowe wydane przez łodzian w ostatnim czasie, hiszpański dziennikarz nie kryje szoku, podkreślając, że takie zarobki są rzadko spotykane nie tylko w drugiej lidze hiszpańskiej, ale nawet w La Liga (oczywiście poza większymi klubami).
Wiadomo, że Carlos Isaac nie dostanie takiego kontraktu jak Zeqiri, Bukari czy Lerager, ale i tak może liczyć na bardzo dużą podwyżkę. Z nieoficjalnych informacji, które zebraliśmy, wynika, że Hiszpan może zarabiać w Cordobie nawet nieco mniej niż 200 tysięcy euro na sezon.
W Łodzi co najmniej razy dwa
Minimalna pensja w La Liga, to jak słyszymy, około 100 tysięcy euro rocznie. A Cordoba nie jest w gronie klubów, które na tym poziomie rozgrywek byłby w czołówce jesli chodzi o płace.
Nasi rozmówcy szacują zarobki Isaaca na 150 tysięcy euro w pierwszym sezonie i około 180 tysięcy euro w obecnym. To już kwota po zapłaceniu podatków. A to oznacza, że obecny Widzew z dużą łatwością mógł mu zaoferować podwojenie pensji. A być może nawet trochę więcej.
I jeszcze jedno. Jak słyszymy, Isaac niedługo się żeni. Czasem w takiej sytuacji człowiek woli zostać w miejscu, które dobrze zna i gdzie bardzo dobrze się czuje. A tak jest w jego przypadku i Cordoby. No chyba, że dostaje ofertę nie do odrzucenia, a wszystko wskazuje na to, że tak można określić propozycję jaką przedstawił mu polski klub.
Klauzula? Tego nikt się nie spodziewał
Hiszpanie są też zszokowani tym, że łodzianie są gotowi uruchomić klauzulę odstępnego, która wynosi milion euro, zwłaszcza, że piłkarzowi już latem kończy się kontrakt. Sytuacja mocno zaskoczyła trenera Cordoby, Ivana Anię, który mówił o tym na konferencji prasowej.
– Takie coś nie zdarza się zbyt często. Ale nic nie możemy zrobić jeśli ktoś wpłaci klauzulę. Jedyne jak możemy zareagować, to jak najszybciej znaleźć następcę Isaaca – przyznał hiszpański szkoleniowiec.
A z tego co słychać, to w tym okienku Widzew jeszcze (nieraz) może wszystkich zaskoczyć. Pod względem kwot transferowych również.









