Widzew mógł go ściągnąć za darmo. Stępiński ujawnia

Mariusz Stępiński tej zimy dołączył do Korony Kielce. Latem zabiegał o niego Widzew Łódź, który finalnie się wycofał. Napastnik w wywiadzie dla kanału "Meczyki" ujawnił kulisy niedoszłego transferu.

Mariusz Stępiński
Obserwuj nas w
fot. ZUMA Press, Inc. Na zdjęciu: Mariusz Stępiński

Widzew nie był wystarczająco cierpliwy. Stępiński wspomina

Widzew Łódź latem bardzo długo nie mógł ściągnąć napastnika. Z każdym kolejnym tygodniem narastała presja, a kibice oczekiwali transferu prawdziwej gwiazdy. Przez pewien czas faworytem był Mariusz Stępiński, który wyrażał chęć powrotu do Ekstraklasy. Omonia Nikozja stawiała jednak żądania, których Widzew nie był w stanie spełnić.

Ostatecznie łodzianie postawili na Andiego Zeqiriego, na którego wydali dwa miliony euro. Ten ruch nie jest póki co uznawany za udany, gdyż Szwajcar tylko dwa razy trafił do siatki.

POLECAMY TAKŻE

Stępiński zimą faktycznie wrócił do Polski, ale zasilił szeregi Korony Kielce. W ostatnich tygodniach Widzew już się po niego nie zgłosił. Czterokrotny reprezentant Polski ujawnił kulisy niedoszłej przeprowadzki do Łodzi. W pewnym momencie Widzew mógł go nawet ściągnąć za darmo.

– Widzew? Powiedziałem jasno: dajcie mi czas, transfer dojdzie do skutku. Ale dyrektor powiedział mi, że nie może czekać tak długo. Fakty okazały się inne. Nie mam do nikogo żalu, bo to jest biznes. Ja jestem spokojny ze swoim sumieniem, zrobiłem wszystko, co mogłem i mogę spokojnie spojrzeć w lustro.

Na dwa dni przed końcem okna Omonia nie dość, że chciała puścić mnie za darmo, to chciała też dopłacać do mojej pensji. Byłem do wyciągnięcia za darmo. Dyrektor Widzewa dostał od razu informację o tym, ale klub był dogadany już z Zeqirim – wytłumaczył snajper Korony Kielce na kanale „Meczyki”.