Drągowski był potrzebny. Widzew musi mieć trzech bramkarzy
Widzew Łódź tej zimy ponownie imponuje skalą działań i sprowadzanymi nazwiskami. Pozyskanie Bartłomieja Drągowskiego to niekwestionowany hit całej Ekstraklasy. Bramkarz reprezentacji Polski został już oficjalnie ogłoszony, a jego kontrakt jest ważny do połowy 2029 roku.
Kibiców oczywiście bardzo cieszy ten ruch, ale jednocześnie zastanawia sens ściągania kolejnego bramkarza w odstępie kilku miesięcy. Latem Widzew pozyskał Macieja Kikolskiego oraz Veljko Ilicia. Żaden z nich nie wywalczył miejsca między słupkami na dłużej, a teraz przyjdzie im rywalizować z Drągowskim, który na papierze jest najpoważniejszym kandydatem do zajęcia miejsca w bramce.
Dariusz Adamczuk tłumaczy, dlaczego Drągowski trafił do Widzewa. Jego zdaniem klub powinien mieć trzech jakościowych bramkarzy w kadrze, walcząc na kilku frontach. Po transferach Kikolskiego oraz Ilicia sytuacja była podobna, ale brak miejsca w składzie skłonił Rafała Gikiewicza do zmiany drużyny.
– Mamy dwóch młodych zawodników. W dużym klubie zawsze jest trzech. Na tej pozycji musimy być bardzo zabezpieczeni, jeśli chcemy powalczyć o coś w lidze i Pucharze Polski. Trzeba być gotowym od pierwszego meczu i nie możemy pozwolić na to, żeby gdzieś być słabszym przez nasze niedopatrzenie. To jest zbyt duży projekt, żeby nie mieć trzech bramkarzy. Chodziło nam też o trochę inny profil zawodnika na tę pozycję. Chcieliśmy kogoś doświadczonego, kto pomoże Iliciowi i Kikolskiemu wejść na wyższy poziom – wyjaśnił działacz Widzewa Łódź.










