Trener GKS-u Katowice dla Goal.pl: Będę wiedział, kiedy dać sobie spokój [WYWIAD]

- Wierzę, że wszystko będzie ok. Mogę już jednak dzisiaj zapewnić, że każdą decyzję od prezesa i dyrektora sportowego uszanuję. Chciałbym jednak też coś zaznaczyć. Jeśli nadejdzie taki dzień, że sam uznam, że nie daję rady i praca, którą wykonuje, to nie to, sam dam sobie z tym wszystkim spokój - mówił w rozmowie z Goal.pl trener GieKSy Katowice – Rafał Górak.

Rafał Górak
Obserwuj nas w
fot. PressFocus Na zdjęciu: Rafał Górak
  • GKS Katowice jest już od blisko 20 lat poza Ekstraklasą, co rodzi zniecierpliwienie u kibiców
  • Rafał Górak w rozmowie z Goal.pl opowiedział o trudzie pracy w klubie z Bukowej, oczekiwaniach kibiców, serii bez zwycięstwa w tej kampanii, przygotowaniach do rundy wiosennej, a także doniesieniach o zmianie trenera
  • Urodzony w Bytomiu szkoleniowiec pracuje w GieKSie od 2019 roku. To jego druga przygoda z klubem z Katowic, co skutkuje tym, że prowadził ją łącznie w 241 spotkaniach

GKS Katowice głodny gry w elicie

Łukasz Pawlik (Goal.pl): GKS Katowice dzisiaj jest na emocjonalnych oparach, nawiązując do jednej z pana medialnych wypowiedzi z sezonu 2011/2012?

Rafał Górak (GKS-u Katowice): – Wszystko zależy od tego, o czym rozmawiamy. Mając na uwadze względy organizacyjne i jak dzisiaj GKS Katowice działa w porównaniu do tego, co było w sezonie 2011/2012, to jest ogromna różnica. Wówczas działania właścicielskie, gdy klub był w prywatnych rękach, były bardzo złe i z takimi rzeczami chyba już dzisiaj nikt się nie mierzy. Tamte lata wspominam jako czasy bardzo ciężkie dla GieKSy. Gdy finanse leżą w gruzach, to nie jest łatwo pracować. Ogólnie trudno rozmawiać o wielu rzeczach, a co dopiero myśleć o treningach. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Dzisiaj jednak rzeczywistość jest inna.

Miałem na myśli bardziej kwestie związane z tym, że nie tylko musi się pan koncentrować na pracy z drużyną, ale też mierzyć się z niechęcią ze strony kibiców. Trudno powiedzieć, aby pod tym względem miał pan komfort pracy…

Bez wątpienia to nie jest komfortowa praca. Zdaje sobie sprawę, że jest pewna niechęć względem mnie i nie ukrywam, to boli. Staram się jednak mimo wszystko koncentrować na pracy z drużyną. Oczywiście z pewnymi zarzutami mogę się nie zgadzać i tak pewnie jest, ale nie jestem od tego, aby wchodzić w dyskusję z kibicami i komentować różne opinie. Fani mają prawo do swojego zdania i ja to szanuję. Moim zdaniem na dzisiaj wywiązuję się z zadań, które są oczekiwane względem mnie przez właściciela. Wiem, co realizuję.

Tak naprawdę to piłkarze trafiają piłką w słupek lub oddają strzały niecelne, a finalnie, ze strony kibiców cała wina za wyniki często spada na głowę trenera. Jak pan sobie radzi z pretensjami, z którymi siłą rzeczy musi się pan mierzyć?

Trener jest zderzakiem i falochronem każdego zamieszania i każdego huraganu, bo sport to są emocje. Jak sobie radzę? Jestem trenerem już wiele lat i przede wszystkim pomaga w tym gruboskórność i to, jak pracuję z drużyną. Wiem, jak rozmawiamy z zawodnikami, jak pracujemy. Wiem, jak w klubie podchodzi się do jednego czy drugiego negatywnego wyrażenia w stosunku do mnie. Czując wsparcie od ludzi, którzy są ważni, jestem mocniejszy. Tak naprawdę jednak jedyną bronią trenera zawsze jest praca. Tylko ona się może obronić. Tylko pracą trener może pokazać, że robi coś wartościowego. Dzisiaj w świecie internetu i pewnego rodzaju hejtu, my ludzie sportu pewnych rzeczy jednak nie przeskoczymy. Jedni znoszą to łatwiej, inni w ogóle sobie z tym nie radzą. Ja jestem natomiast na tyle mocniejszy, że wiem, że wykonuję swoją pracę, jak należy.

Podsumowanie rundy jesiennej

Pana zespół po pierwszej części rozgrywek ma bilans sześć zwycięstw, sześć remisów i sześć porażek. Siedem punktów przewagi nad strefą spadkową i siedem punktów straty do miejsc barażowych. Jak ocenia pan pozycję wyjściową przed startem rundy wiosennej?

Na pewno czujemy niedosyt. Chociaż ogólnie można ocenić rundę jesienną dobrze. Przegraliśmy co prawda sześć spotkań, ale tyle samo porażek mają na swoim koncie Motor Lublin czy GKS Tychy, czyli ekipy zaangażowane w grę w o bezpośredni awans do elity. Patrząc natomiast na wymiar naszych przegranych meczów, to możemy być niezadowoleni. Mogliśmy mieć więcej punktów. Ciekawe jest natomiast to, że nie brakuje nam tak naprawdę dużo do miejsc, które satysfakcjonowałyby całe środowisko GieKSy.

Jak pan ocenia z perspektywy czasu postawienie celu przez prezesa w postaci awansu do baraży?

Było to przedmiotem naszych dyskusji przed sezonem. Można na ten temat zrobić wiele rozmów i przeprowadzić analizy czy klub jest dzisiaj gotowy na to, aby walczyć o Ekstraklasę. W każdym razie my jako drużyna zawsze podchodzimy do sportowej rywalizacji i chcemy stawiać sobie poprzeczkę jak najwyżej. Chcemy zwyciężać. Zawsze wychodzimy na boisko po to, aby wygrywać. Podsumowując, po pierwszej części czujemy niedosyt. Staram się natomiast dbać o to, aby GKS Katowice w pewnym momencie był gotowy, aby pełną parą zaatakować Ekstraklasę. Dzisiaj pod względem budżetu na pewno klub nie jest jeszcze na to przygotowany. Wiele klubów ma po prostu dużo wyższe. Musimy bronić się swoją pracą, cierpliwością czy tytaniczną mrówczą robotą, aby 1 Liga była bezpieczna. To również etap przygotowawczy do wspomnianego ataku. Mocno dbam o tyły, jestem racjonalny i wyważony w tych sprawach. Nigdy nie narzekam, a ukradkiem spoglądam do góry.

Wydaje się, że GieKSa bardzo dobrze weszła w sezon, a później wpadła w dołek. Po czasie i pewnie wielu analizach, co było przyczyną tego, że pana drużyna nie potrafiła wygrać od września do listopada w kolejnych ośmiu meczach ligowych?

Rzeczywiście do spotkania z Resovią ruszyliśmy bardzo mocno i wiele rzeczy wychodziło nam do samego końca. Mam na myśli to, że zdobywaliśmy finalnie bramkę, bo strzelanie goli jest solą piłki. Później zagraliśmy z Podbeskidziem, remisując z tym zespołem. Nie można jednak powiedzieć, że to był dla nas zły wynik. Po tym spotkaniu nie zaczęliśmy rozmawiać w stylu, że coś się zacięło. Później jednak przyszły dwa mecze, które były bardzo nieszczęśliwe piłkarsko. To przegrana u siebie z Zagłębiem Sosnowiec i porażka na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Powinniśmy z Zagłębiem zdecydowanie wygrać, bo to nie było inne spotkanie, niż na przykład z Resovią, gdy wygraliśmy 3:0. Później był mecz w Gdańsku, który kończyliśmy w dziewięciu, a pierwsza czerwona kartka była niestety dla nas krzywdząca. To była sytuacja nieweryfikowana przez VAR i czasem takie momenty mogą odmienić wszystko. Taki jest jednak sport, że po passie dobrych spotkań, przychodzą też te gorsze. Nie znaczy jednak, że należy zmienić trenera, bo coś się wyczerpało. Tak przecież sport nie działa.

Proszę rozwinąć myśl.

Prawdziwa rywalizacja polega na tym, aby wychodzić z trudnych momentów, a jednocześnie wiedzieć, jaki jest potencjał zespołu. Trzeba przejść pokornie trudne rzeczy. Jeśli będziemy mówić, że wszystkie mecze w wykonaniu GieKSy są do kitu, to ja się z tym nie zgadzam. Drużyny, będące naszymi rywalami, też mają swoje ambicje, mają dużo wyższe budżety. Nigdy nie mówiłem, że mamy za mało, bo niekiedy nie finanse decydują o wszystkim, ale 1 Liga nie jest łatwa i to nie jest tak, że pstryknie się palcem i wygra ją. Fajnie, jak szło nam w pierwszych 7-8 spotkaniach i mówiło się, że to już jest ta GieKSa. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy drużyną, która nie jest zdecydowanym faworytem do awansu w rozgrywkach. Mamy swoje marzenia, mamy swoje cele, ale czasem trzeba podejść do pewnych tematów obiektywnie i wiedzieć, jak wygląda rywalizacja w 1 Lidze. Nie działając pod publiczkę.

Idealnym przykładem jest spotkanie derbowe, gdy przyszło przełamanie…

Pokonaliśmy GKS Tychy, który też nie jest w tym sezonie łatwym przeciwnikiem. Wygraliśmy 1:0, ale równie dobrze mogliśmy przegrać to spotkanie 0:1 i co wtedy?

“Nie zgadzam się z tym”

Moim skromnym zdaniem pana zespół w trakcie pana drugiej kadencji zdecydowanie najlepsze występy zaliczył przeciwko Ruchowi Chorzów w poprzednim sezonie i w tym z Wisłą Kraków na wyjeździe. Czy taka gra w wykonaniu GieKSy jest możliwa co tydzień?

Staram się śledzić medialne informacje na temat naszej gry i wiem, że ogólnie często było tak, że za grę byliśmy chwalni. Często były to bardzo dobre opinie, nawet gdy nie wygrywaliśmy. Oczywiście mieliśmy też spotkania, gdy nasze tryby nie były dobrze naoliwione i nie wszystko układało się tak, jakbyśmy chcieli. Niemniej nawet końcówka rundy jesiennej może napawać optymizmem, gdy wygraliśmy z GKS-em Tychy (1:0). Co prawda w kolejnym spotkaniu przegraliśmy z Wisłą Kraków (2:3), ale po dobrej grze. Zremisowaliśmy w bardzo trudnych warunkach z Arką Gdynia (1:1), ale jednak z bardzo niewygodnym rywalem nie przegraliśmy. W końcu wygraliśmy też zdecydowanie w Głogowie z Chrobrym (4:1). Wcześniej natomiast mieliśmy też dobre zawody ze Stalą Rzeszów, prowadząc 2:0. Mieliśmy wiele okazji, aby zamknąć to spotkanie, ale finalnie zremisowaliśmy (2:2). To może dawać do myślenia i motywuje do dalszej pracy, bo przekonuje, że jednak to, jak pracujemy, wcale nie jest takie złe.

To dlaczego nie ma regularnych zwycięskich pass?

Trzeba szukać odpowiedzi na pytania takie jak: czy brakuje nam mocy zabijania meczów, a może pewnej siły psychicznej, powodującej, że dopina się spotkania, a może po prostu szczęścia, ale tego piłkarskiego. Najpewniej wszystkiego po trochę nam potrzeba. Jeszcze raz powtarzam, że GieKSa nie jest jednak dzisiaj faworytem do awansu, a bazuje na zespołowości i na schematach wypracowanych przeze mnie przez pięć lat pracy. W ramach narzędzi finansowych, które mam, GKS prezentuje się stabilnie. Aktualnie mamy tylko trzy punkty mniej niż w podobnym czasie w minionym sezonie, a wówczas byliśmy ostatecznie tylko punkt za barażami. Też pojawiały się głosy, że GieKSę stać na więcej. 1 Liga jest taka, że w niej wszystko jest możliwe i wszystko jest praktycznie na styku.

Liga pełna nieprzewidywalnych rozstrzygnięć

1 Liga ma przed panem jeszcze jakieś niespodzianki?

To rozgrywki, mające niespodzianki dla każdego trenera. 1 Liga jest specyficzna, bo bardzo dużo zespołów ma ambicje związane z awansem do Ekstraklasy. Wydaje mi się również, że w tych rozgrywkach jest mnóstwo nieprzewidywalnych rozstrzygnięć. Przed startem sezonu niewielu mówiło, że Podbeskidzie i Zagłębie Sosnowiec będą bronić się przed spadkiem, a taka jest dzisiaj rzeczywistość. Nikt by tego nie wymyślił, ale ja czuję się w niej mocny, bo wiem, że ważna jest twarda d***. Wiem, w jakim jestem klubie. Wiem, że miejsce GieKSy po rundzie jesiennej mogłoby być wyższe, ale wiem też, że do wszystkiego trzeba podchodzić z pokorą.

Prawie 18 milionów złotych dla GKS-u Katowice, miasto rozdysponowało środki na sport
Piłkarze GKS-u Katowice

GKS Katowice ze stabilną sytuacją finansową GKS Katowice to klub miejski, więc w styczniu jak zwykle przekazana została informacja, na jaką pulę pieniędzy mogą liczyć sternicy Trójkolorowych. Dziennik Zachodni przekazał, że władze Katowic ogólnie na sport w mieście przeznaczą 21 milionów złotych. Ponad 17 milionów złotych trafi do katowickiej GieKSy. Niemniej trzeba pamiętać, że to

Czytaj dalej…

Z jednej strony słyszę, że celem drużyny ma być gra w barażach, a z drugiej patrzę na liczbę wzmocnień tej zimy i widzę tylko jednego nowego zawodnika. Nie pasuje mi to do założeń związanych z walką o Ekstraklasę. Jak się pan do tego odniesie?

Tak naprawdę w pytaniu ma pan już także odpowiedź. Idąc z hasłem, że trzeba mierzyć siły na zamiary, to mogę powiedzieć, że aby zespół mógł walczyć o awans, to potrzebuję wzmocnień. Potrzebuję zawodników z większą jakością – który z trenerów tak nie powie, walcząc o Ekstraklasę. Z drugiej strony jestem w klubie piąty sezon i wiem, jak ważny w Excelu jest kolor zielony. Wiem też, że trzeba czasem umiejętnie podchodzić do pewnych spraw. Nie jestem jednak osobą, która powinna się wypowiadać na te tematy. To już pytanie przede wszystkim do prezesa klubu.

GieKSa nie jest gotowa na ryzyko

Oczywiście, że tak. Z drugiej strony skoro Excel w kolorze zielonym jest tak ważny i jednocześnie założenie związane z walką o awans też jest istotne, to muszę przekazać panu wiadomość, że w tym sezonie najmniejsze wynagrodzenie dla klubów z Ekstraklasy za prawa medialne i marketingowe ma wynieść 10 milionów złotych. Jest zatem o co walczyć w kontekście gry w elicie i czasem umiarkowane ryzyko z solidnymi wzmocnieniami może się opłacić. To trochę jak z grą w Lotto, kto nie gra, to na pewno nie wygra…

Nigdy nie krytykowałem klubu, właściciela czy kibiców i nie mam zamiaru tego robić. Zawsze twardo stąpałem po ziemi, podchodząc pokornie do tego, jakimi środkami będę dysponował na budowę drużyny. Słuchałem uważnie tego, jakie cele były nam stawiane w 1 Lidze i nawet podpisywałem się pod nimi obiema rękami. W pierwszym sezonie po awansie mieliśmy się utrzymać, w drugim mieliśmy powalczyć o ciut więcej, niż wcześniej i to już jest sytuacja bliska tego, aby grać o baraże, ale wiadomo, że celem nadrzędnym było utrzymanie. Tymczasem teraz określono cel walki o baraże. Jeśli ktoś pyta trenera, czy gra o taki cel, to co mam odpowiedzieć? Oczywiście, że chcę stawić temu czoła. Z drugiej strony trzeba mieć świadomość tego, że w 1 Lidze także za naszymi plecami są kluby, które dysponują większym kapitałem finansowym. Odpowiadając natomiast na pytanie, czy GieKSa powinna zaryzykować i wzmocnić się bardziej, to odpowiem, że ja mogę zaryzykować, deklarując walkę o Ekstraklasę przed sezonem, ale w oparciu tylko o pełne zabezpieczenie finansowe takiego projektu. Należy wziąć pod uwagę, że właściciel, czyli Miasto Katowice w ostatnich latach bardzo ustabilizował sytuację finansową w klubie i nawet jak nie jesteśmy w czołówce budżetów 1 Ligii, to na pewno jesteśmy bardzo wiarygodnym partnerem na rynku. Mamy wiele przykładów, gdzie samo podjęte ryzyko doprowadziło kluby do opłakanych skutków.

Cele celami, ale można dzisiaj mówić, że GKS Katowice jest aktualnie stabilnym pierwszoligowcem?

Jestem dumny z tego, że nasz budżet cały czas się bilansuje. Od momentu, gdy wróciłem do klubu, ani razu nie było w nim kłopotów finansowych i to cieszy. GKS Katowice się nie zadłużył i jest wypłacalny. Zapewniamy wszystko swoim zawodnikom, aby byli przygotowani do gry. Byliśmy na zgrupowaniu w Opalenicy i poza pogodą w jednym dniu, nie mieliśmy żadnych powodów do narzekań. Mamy bardzo dobre warunki do pracy. Ja natomiast jako trener odpowiadam za to, co drużyna prezentuje na boisku i staram się wykonywać swoją pracę na 100 procent. Nie mamy się czego wstydzić w stosunku do tego, czym dysponujemy. Powtarzam, czujemy niedosyt.

Co ma przemawiać za tym, że w spotkaniach przeciwko Motorowi Lublin, Wiśle Płock i Miedzi Legnica to właśnie pana drużyna będzie wymagającym rywalem dla przeciwnika, a nie odwrotnie?

Jestem pewny, że zawiesimy tym ekipom poprzeczkę bardzo wysoko.

Błysk u piłkarzy jak u bohatera filmu pt. “Rocky” jest widoczny?

Gdyby tego nie było, to byśmy razem nie pracowali, bo to oznaczałoby, że coś się wypaliło. Wciąż widzę ogromne chęci u zawodników, którzy chcą wszystkim coś udowodnić. Uważam, że u moich piłkarzy wciąż jest dużo ognia i bardzo dużo zapału. U mnie także się nie wyczerpał, mimo bardzo trudnych momentów. Wiem jednak, że jak wieje mocny wiatr i pojawiają się ciemne chmury, to później jest piękny dzień i słońce mocno świeci.

Jednoznaczna deklaracja

Różne scenariusz trzeba brać pod uwagę. Zastanawiał się pan natomiast, co będzie, jeśli GieKSa przegra trzy kolejne spotkania w rundzie wiosennej i czy możliwe będą radykalne zmiany?

Nie myślałem o tym. Do każdego spotkania będziemy się przygotowywać jak do innego wyzwania. Wierzę, że wszystko będzie ok. Chciałbym jednak też coś zaznaczyć. Dużo wspólnie rozmawiamy w klubie. Jeśli nadejdzie taki dzień, że sam uznam, że nie daję rady i praca, którą wykonuje, to nie to, sam dam sobie z tym wszystkim spokój. Naprawdę potrafię ocenić piłkarzy i wiem, kiedy coś nie funkcjonuje, a kiedyś coś działa, ale różne sploty okoliczności mają wpływ na nasze niepowodzenie.

Drużyna ma za sobą rozegranych w tym roku pięć spotkań kontrolnych, notując w nich dwa zwycięstwa, dwa remisy i porażkę. Na dzisiaj jakby miał pan ocenić w skali od 1 do 10 postawę drużyny to jaką ocenę by pan dał?

Na pewno we wszystkich sparingach zawodnicy zdali egzamin pod względem przygotowania motorycznego. Pod względem taktyki, działań piłkarskich i rozumienia tego, jak chcemy grać, to nie da się tego ocenić, bo warunki do gry uniemożliwiły oceną takich czynników. W pierwszym spotkaniu graliśmy na zaśnieżonym boisku. W drugim z GKS-em Tychy grało dużo młodzieży. W Opalenicy trzecia gra z dużym wiatrem i boisko było zalane, w czwartym było nieco lepiej. Z Lechem II Poznań natomiast udało się stworzyć parę składnych okazji, co na pewno może być przez nas analizowane, ale to jeszcze nie było to. Na razie nie rozegraliśmy jednak jeszcze sparingu, po którym mógłbym powiedzieć, że można śmiało oceniać realizowanie gry i pomysły taktyczne. Wierzę, że to jeszcze przed nami. Gramy jeszcze z Hutnikiem Kraków i na koniec z Odrą Opole.

W kontekście przygotowań wiadomo, że zwraca się też uwagę na stałe fragmenty gry. Są głosy, że po odejściu pana asystentów, kuleć zaczęła gra GieKSy na tej płaszczyźnie. Jest coś na rzeczy?

Totalna bzdura. Wiadomo, że moi współpracownicy i jednocześnie bardzo dobrzy trenerzy, czyli Dawid Szwarga oraz Tomasz Włodarek odeszli do Rakowa Częstochowa. Trzeba jednak też pamiętać, że Dawid Szwarga i Jakuba Dziółka, będąc w GKS-ie Katowice, też przechodzili trudne momenty. Nie byli oczywiście pierwszymi trenerami, ale pracowali w sztabie szkoleniowym i też byli wówczas odpowiedzialni za stałe fragmenty gry. To może dawać do myślenia, że teorie o tym, że nasza gra przy stałych fragmentach gry kuleje, bo z klubu odeszły konkretne osoby, nie musi być prawdą. Wiadomo natomiast, że w 2 Lidze siłą rzeczy łatwiej zdobyć bramkę ze stałego fragmentu gry niż klasę wyżej. W każdym razie na pewno nigdy tego elementu nikt w klubie nie zaniedbał. Czasem wychodziło to lepiej, innym razem gorzej. Pracujemy jednak cały czas tak samo, jak w 2 Lidze, dbając wciąż o detale.

Skoro są różne kwestie weryfikowane, to proszę też powiedzieć, bo pytała o to jedna z fanek czy prawdą było, że wysłał pan przed spotkaniem z Chrobrym Głogów pożegnalnego sms-a do klubu?

Nieprawda.

Zasady nie do złamania

W listopadzie głośno było o tym, że Marcin Brosz prowadził rozmowy z klubem. Jak pan reagował na tego typu doniesienia?

Często w życia trenera jest tak, że wszyscy się od niego odwracają. Nie tylko mam tutaj na myśli klub, ale nawet w ognisku domowym może być tak, że człowiek musi zostać ze swoimi problemami sam. To jest ogromna skala emocji i ogromna trudność, aby z czymś takim się zgadzać. Ważne, aby ktoś, kto podejmuje takie decyzje, miał tyle odwagi, aby przyszedł do ciebie i powiedział to w prosto w oczy. Wydaje mi się, że zawsze musi chodzić o dobro klubu. Nie jest tajemnicą również to, że prezes ustalał warunki współpracy też z innym trenerem. Przykre było tylko to, że parę razy w szatni deklarował pełne wsparcie i uznanie, co do naszej pracy. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli nie będę wygrywał, to władze klubu mogą prowadzić rozmowy z innymi trenerami. Ja na pewno nigdy nie będę podchodził do tego z poziomu pretensjonalnego. Jestem Rafał Górak, mam swoje ambicje, mam swój kark i swój kręgosłup i nigdy w trakcie swojej pracy w GKS-ie Katowice nie prowadziłem rozmów z innym klubem. Chociaż były pewne zapytania, ale natychmiast je kończyłem, będąc lojalnym względem GieKSy, bo mam pewne zasady, których nie łamię.

Nie miał pan jeszcze okazji pracować w Ekstraklasie. Czy jest pan już na to gotowy i nie pytam tutaj tylko o GKS Katowice?

Tak naprawdę to już od dawna jestem gotowy na to, aby pracować w Ekstraklasie. Moja historia jest taka, że ja przez 12 lat grałem na szczeblu centralnym i 11 na poziomie 1 Ligi i przez sezon grałem w Ekstraklasie jako zawodnik Szczakowianki Jaworzno. Byłem wówczas kapitanem drużyny, z czego byłem dumny. Wierzę, że trafię do Ekstraklasy także jako trener, ale niewykluczone, bo już tak mam, że sam sobie wywalczę ten awans. Zawsze natomiast doceniałem szczerą, długą i metodyczną pracę.

Rafał Górak częścią historii GKS-u

Co zalicza pan do swoich najważniejszych osiągnięć?

Notowałem awanse z Ruchem Radzionków od 4 do 1 Ligi. Awansowałem też z GieKSą z 2 do 1 Ligi. Wywalczyłem awans z Elaną Toruń do 2 Ligi. Byłem blisko wywalczenia promocji również z tym klubem do 1 Ligi, a zabrakło nam tak naprawdę jednej bramki. Trochę się tego uzbierało.

Jest pan trenerem wyjątkowym, bo ma okazję pracować w jednym klubie już od dobrych kilku lat. To nie zdarza się w dzisiejszych czasach często…

Zgadza się i bardzo to doceniam. Tym bardziej że wiem, że czasem trudno ze mną wytrzymać (śmiech). W klubach, których pracowałem wiele lat, każdy jednak wiedział, że nigdy nie bałem się pracy i jej efekty zawsze przyjdą. Tak było w Ruchu Radzionków czy BKS-ie Bielsko-Biała i w Elanie Toruń.

Buduje się nowa arena GKS-u Katowice. Niezależnie od tego, jak potoczą się pana losy, to będzie pan odwiedzał nowy stadion?

Zdecydowanie tak. Historia idzie do przodu, a ja jestem tylko jej małą częścią. To piękne, że na Śląsku powstają nowe areny. A w jakiej roli ja będę na nowym stadionie? Czas pokaże.

Jest pan trenerem GieKSy od 2019 roku. Gdzie widzi się pan za pięć lat?

Moim zdaniem nie ma sensu nic planować. Jestem zwolennikiem tego, że lepiej doświadczać. Trzeba ciężko pracować każdego dnia i doświadczać. Każdego dnia mocno dziękuję losowi , że mogę być częścią GKS-u Katowice. Pewnie kiedyś moja misja dobiegnie końca, to normalne. Na pewno będę miał jednak głowę podniesioną do góry i każdemu będę mógł spojrzeć uczciwie w oczy.

Fortuna 1 Liga sezon 2023/2024

GKS Katowice jest gotowy na grę o awans do Ekstraklasy?
Tak 39%
Nie 61%
Nie mam zdania 1%
168+ Głosy
Oddaj swój głos:
  • Tak
  • Nie
  • Nie mam zdania

Komentarze