Koopmeiners spalony w Juventusie, Holender odejdzie
Juventus nie ma już złudzeń co do roli Teuna Koopmeinersa w obecnym projekcie. W starciu z Atalantą Holender pojawił się na boisku w 74 minucie i zaliczył występ, który tylko pogłębił kryzys. Gdy wchodził, wynik brzmiał 0:1. Po końcowym gwizdku było 0:3, a jego wpływ na grę okazał się wyraźnie negatywny.
Były zawodnik La Dei został wygwizdany przez trybuny i nie potrafił odpowiedzieć boiskową jakością. Podobnie jak inni rezerwowi, nie wniósł niczego pozytywnego. Jedynym jasnym punktem wśród zmienników był debiutujący Boga. W przypadku Koopmeinersa frustracja narasta od miesięcy.
Pierwszy sezon w Turynie tłumaczono problemami zdrowotnymi i chaotycznym okresem transferowym. Obecne rozgrywki miały być nowym otwarciem. Tak się jednak nie stało. W trzydziestu występach, przy niemal 1900 minutach gry, Holender nie zdobył bramki i nie zanotował asysty. To wyraźny regres w porównaniu z wcześniejszymi latami.
Luciano Spalletti próbował wszystkiego. Zmieniał pozycję, cofał go głębiej, testował w obronie i w środku pola. Efekt był jeden. Koopmeiners stał się rezerwowym od zadań awaryjnych. Gdy brakuje stopera lub pomocnika, on wchodzi na boisko. To rola daleka od oczekiwań wobec piłkarza kupionego za ponad 50 milionów euro.
W klubie coraz częściej mówi się wprost o porażce transferowej. Juventus musi jednak działać ostrożnie. Holender ma kontrakt do 2029 roku, a jego wartość księgowa wciąż jest wysoka. Aby uniknąć straty finansowej, latem potrzebny będzie transfer definitywny lub wypożyczenie z obowiązkiem wykupu na poziomie około 33 milionów euro.
To kwota, którą dziś trudno komukolwiek zaoferować. Zimą pojawiały się sygnały zainteresowania z Turcji i Arabii Saudyjskiej, ale bez konkretów. Juventus znalazł się w pułapce własnych ambicji. Teraz szuka sposobu, by z niej wyjść bez bolesnych konsekwencji finansowych.
Zobacz również: Tonali zdecydowany ws. przyszłości. Tam chciałby grać









