Oby to był Sanchez z Widzewa
Kiedy Wisła Kraków ogłosiła pozyskanie Jordiego Sancheza, wśród jej fanów rozszedł się szmer zadowolenia. Drugi napastnik był przez nich mocno wyczekiwany, a poza tym przychodzi ktoś, kto w naszej lidze już się sprawdził (65 meczów, 19 goli i 10 asyst dla Widzewa). Ba, ktoś kto dobrze się zna z Angelem Rodado.
A dlaczego 31-letni obecnie Sanchez zdecydował się na Wisłę? Jakie perspektywy widzi przed krakowskim klubem? Czy chciałby zostać pod Wawelem dłużej niż tylko do lata?
O tym wszystkim rozmawialiśmy z zawodnikiem, który ostatnio występował w Japonii, w zespole Hokkaido Consadole Sapporo (20 meczów, 2 gole i 1 asysta).
Piotr Koźmiński, goal.pl: Dlaczego Wisła?
Jordi Sanchez: Bo ten projekt jest rozwojowy, idzie do przodu. Widzę, że wszystko tu dobrze wygląda, funkcjonuje jak trzeba. Liczę też na kibiców, że pomogą mi dobrym przyjęciem, że odzyskam przy nich radość z gry.
Wierzę, że awansujemy, bo mamy dobry zespół, który może to osiągnąć. Poza tym, jest tu mój przyjaciel, Angel Rodado. Myślę, że możemy razem zrobić sporo dobrego dla Wisły.
To była dla ciebie łatwa, czy trudna decyzja?
Dość łatwa. Rozmawiałem z dyrektorem Bashą, to była taka “szybka” rozmowa. Nie chciałem czekać zbyt długo, do końca okienka. Chciałem jak najszybciej zacząć zajęcia z nowym zespołem. Nie mogłem się już doczekać, kiedy znów zacznę pracę w grupie. A że Wisła też chciała szybko załatwić sprawę napastnika, to się dogadaliśmy. I oby wszyscy byli na koniec zadowoleni.
To była błyskawiczna operacja
Popraw mnie jeśli się mylę, ale cała “operacja” nie trwała zbyt długo…
Masz rację. To były dwa dni. Dosłownie dwa dni! W pewnym momencie czekaliśmy już tylko na dokumenty z Japonii. Kiedy dotarły, błyskawicznie podpisaliśmy umowę.
A miałeś inne oferty z Polski? Słyszałem, że różni agenci rozmawiali z różnymi klubami. Pytanie na ile to wszystko było zaawansowane…
Faktem jest, że moje nazwisko gdzieś krążyło w tym okienku. Niektórzy może nawet używali go, żeby ożywić rynek. Natomiast od niektórych słyszałem, że trzeba czekać, bo dopiero się wszystko rozkręca. Ale nie chciałem czekać. Kiedy więc zainteresowanie Wisły okazało się realne, a Basha był konkretny, to wszystko załatwiliśmy w mgnieniu oka.
Jestem świadomy sytuacji ekonomicznej Wisły. Ale chcę grać, pomóc drużynie w awansie. W tym momencie, w tym sezonie nie myślę o pieniądzach. Myślę o tym, aby pokazać jakim piłkarzem jestem i awansować z Wisłą do Ekstraklasy. Teraz tylko to się liczy.
Można powiedzieć, że Polska to najlepszy etap twojej piłkarskiej kariery? Czy to byłaby jednak przesada?
Można, można. To żadna przesada. W Widzewie czułem się bardzo kochany, doceniany, miałem zaufanie. Myślę, że wciąż mam możliwości, aby grać teraz tak jak wtedy, a nawet lepiej. Bo fizycznie czuję się bardzo dobrze, a do tego dochodzi doświadczenie i to, że człowiek z wiekiem też jednak dojrzewa mentalnie.
Głowa jest chłodniejsza, dzięki temu możesz podejmować lepsze decyzje. Wierzę, że teraz jestem na takim etapie. I że pomoże to Wiśle w awansie, a potem, że będę mógł w barwach Wisły, już w Ekstraklasie, pokazać, że wciąż mogę grać na tym poziomie.
Bramki w derbach i trafienie Legii
Najlepszy moment w Widzewie? Zgaduję, że derbowe gole zapadły ci w pamięci…
Tak. Ale nie tylko one. W pierwszym sezonie, w pierwszej jego części byliśmy drudzy, trzeci w tabeli, super się wtedy grało. Ale tak, gole w derby zawsze są niezapomniane. Ale też bramka w wyjazdowym meczu z Legią. To było golazo, choć zaraz po golu za bardzo się wtedy nie cieszyłem, bo obawiałem się spalonego (śmiech).
Strzeliłeś też gola w wyjazdowym meczu z Ruchem, przy 50 tysiącach widzów. To była największa widownia dla jakiej grałeś?
Tak… Wprawdzie w Hiszpanii też grałem przy dużej publiczności, jak choćby na Mestalla. A mój ostatni mecz to było starcie z Deportivo, tam był pełen stadion, prawie 40 tysięcy ludzi, ale tak. Ten mecz w Chorzowie był pod tym względem wyjątkowy.
A w Widzewie wszystko było pozytywne, czy trudniejsze momenty też się zdarzały?
Drugi sezon był generalnie bardzo dobry. A pierwszy… Zacząłem bardzo dobrze, natomiast później… Nie wszystko wtedy rozumiałem. To była Ekstraklasa, a więc duża konkurencja do grania. Koledzy, którzy byli też rywalami do gry…
Nie wszystko wtedy dobrze rozumiałem, ale teraz, z upływem czasu, już lepiej to pojmuję. Jak mówiłem wcześniej, do zrozumienia pewnych spraw się dojrzewa, mając chłodniejszą głowę podejmujesz lepsze decyzje itd..
A śledzisz teraz to co się dzieje w Widzewie? Bo to już zupełnie inny Widzew niż ten, w którym ty grałeś…
Tak. Wiem, że teraz mają dużo pieniędzy (śmiech). Szczerze mówiąc, w pewnym momencie myślałem, że znów do mnie zadzwonią. Ale nie mówię o tym okienku, mam na myśli lato.
To nie nastąpiło, skupili się na innych celach, ale bardzo się cieszę, że tak dobrze im się powodzi, że mają właściciela, który tak mocno zaangażował się w klub. Widzewowi zawsze będę życzył wszystkiego najlepszego. Ich fanom również. To bardzo ważna część mojego życia. I samo miasto również. Bardzo je polubiłem.
Japonia? „Trenowałem bardzo dobrze”
Jak podsumować twój pobyt w Japonii? Nie wyszło to dobrze…
Powiem tak: kiedy prezes i dyrektor sportowy podejmują decyzje za trenera, to… Co możesz zrobić. Ja spałem bardzo dobrze. Trenowałem bardzo dobrze, miałem odpowiedni poziom, aby poradzić sobie w Japonii. Ale tak jak ci mówię, prezes i dyrektor zadecydowali inaczej.
Trenowałem bardzo dobrze, strzelałem gole na zajęciach, byłem jednym z najlepszych. Ale wspomniani wyżej panowie dokonali innego wyboru. Czułem się tam dobrze, fani też bardzo mnie lubili. Widzieli moje wysiłki, to że robię wszystko, aby było jak trzeba. A ktoś decyduje, że mam nie grać. Ale nie dlatego, że jestem słabym piłkarzem, czy że nie mam odpowiedniego poziomu…
Czyli, dobrze rozumiem, że to były decyzje prezesa i dyrektora sportowego, a nie trenera?
Zgadza się.
To dziwne.
Bardzo dziwne. To wszystko było dziwne. Bo przecież to był klub, który mocno o mnie zabiegał, który zapłacił za mój transfer, który naprawdę wykonał duży wysiłek, aby mnie tam sprowadzić. A następnie nie dostałem nawet szansy zagrać kilku meczów z rzędu.
Ale tłumaczyli ci to jakoś? Prezes, czy dyrektor sportowy?
Nigdy, w żadnym momencie.
Czyli, to był całkowicie stracony czas, czy jednak wyniosłeś coś dla siebie?
Zawsze czegoś się nauczysz, wyciągasz wnioski na przyszłość. Nie uważam, że to był całkiem stracony czas.
Rodado na to zasłużył
Wracając do Wisły. Gra tu piłkarz, którego na pewno kojarzysz. Oczywiście trochę żartuję, ale chodzi mi o Angela Rodado…
Myślę, że teraz, jeśli mówimy o Wiśle, to mamy na myśli Angela Rodado. Od kilku sezonów strzela wiele goli, a ważna jest też pasja z jaką traktuje Wisłę. A do tego jak o siebie dba, żeby być w jak najlepszej formie.
Cieszę się, że tak dobrze mu idzie, bo on na to zasłużył. Mam nadzieję, że w Ekstraklasie będzie mu z Wisłą tak dobrze szło jak teraz.
A rozmawiałeś z nim przed podpisaniem kontraktu?
Tak, rozmawiałem, na dużo tematów dotyczących Wisły. Jak ci mówiłem wcześniej, w tym momencie pieniądze nie były najważniejsze. Chcę pomóc Wiśle, zagrać w jednym klubie z Angelem. No właśnie, zobaczymy, czy możemy grać razem (śmiech).
Mam nadzieję, że tak i że będziemy mieli “wspólne minuty” na boisku. Nie przychodzę tu zabierać komuś miejsce. Przychodzę, żeby grać i udowodnić, że mogę pomóc drużynie.
Z Angelem grałeś już wcześniej, w UD Ibiza.
Tak, choć wtedy byłem młody… Graliśmy razem cztery miesiące, nigdy nie mieliśmy ze sobą problemów, a wręcz przeciwnie, byliśmy dobrymi kolegami i teraz to kontynuujemy. Co więcej, tu na zgrupowaniu dzielimy nawet pokój.
Niech trener ma ból głowy
To ważne, bo mam wrażenie, że Wisła trochę też patrzyła pod tym kątem, aby ten drugi napastnik w jakimś sensie był akceptowany przez Angela. Zapytam w ten sposób: jesteś gotowy, aby pełnić rolę rezerwowego, wspomagającego Rodado, czy jednak zrobisz wszystko, żeby mieć pierwszy skład? A może właśnie liczysz, że będziecie grać razem?
To już będzie decyzja trenera. Moim zadaniem jest dobrze trenować, a gdy dostanę minuty, to maksymalnie je wykorzystać. Czyli strzelać gole, pomagać drużynie. Zadecyduje trener, ale Angel, jako legenda, na pewno dalej będzie bardzo ważnym piłkarzem dla Wisły. Będę się starał jak najlepiej go uzupełniać.
Nie przyszedłem tu sprawiać problemów, a odwrotnie – pomóc. Jeśli przypadnie mi rola rezerwowego, to ok. Ale będąc na boisku postaram się pokazać z takiej strony, żeby trener miał pozytywny ból głowy. A jeśli szkoleniowiec uzna, że warto, abyśmy grali razem, to zrobimy to w taki sposób, aby Wisła miała z tego maksymalne korzyści.
W pewnym momencie Luis Fernandez i Angel Rodado grali razem i nie było żadnego problemu. Myślę, że jesteśmy względem siebie komplementarni i grając razem, wzajemnie sobie pomożemy.
Twój kontrakt jest krótki, bo obowiązuje do końca sezonu. To dobrze, czy wolałbyś dłuższą umowę, bo dawałaby większe gwarancje?
Na taki kontrakt zgodziły się obie strony. Ale jak ci mówię… Ze swojej strony chcę pokazać to co mam najlepsze i przez to uzmysłowić dyrektorowi sportowemu, że zasługuję na przedłużenie. Jestem tu w Wiśle bardzo dobrze traktowany, to wielki klub i byłoby fajnie po sezonie iść dalej razem.
Jestem też przekonany, że fanom spodoba się moja gra. Bo daję z siebie wszystko, jestem wojownikiem. Zatem jeszcze raz: mam nadzieję, że po lecie będziemy kontynuować współpracę.
Lewandowski? Nawet do 40-tki!
Ostatnie pytanie będzie dotyczyć Barcelony. Urodziłeś się w tym mieście, więc nie ma wątpliwości komu kibicujesz w tej odwiecznej rywalizacji… Jak widzisz ten sezon, przyszłość Lewandowskiego i tak dalej…
To prawda, nie ma żadnych wątpliwości za kim jestem. A co do Lewandowskiego. Jestem jego wielkim fanem! I jak słyszę, że jest już stary i tak dalej. Ludzie! Patrzcie na dane, a nie na wiek. Robert strzelił w poprzednim sezonie 40 goli!
Świetnie dba o siebie, to nie jest ciało 37-latka! Kiedy dyrektorzy sportowi patrzą tylko na wiek, a nie na “osiągi”, to robią błąd. Bo w dzisiejszych czasach piłkarz może o siebie zadbać. A klub z wszystkimi możliwościami pomiarów też dobrze wie jak kto wygląda. I to jest ważne, a nie tylko wiek.
Obecnie my piłkarze dbamy o siebie i długo możemy utrzymywać wysoką formę. Zatem jako fan Roberta bardzo chciałbym, aby dalej grał do Barcelony. Ba, mogę sobie wyobrazić go w tej koszulce nawet w wieku 40 lat!









