Manchester United decyduje o przyszłości Amorima
Manchester United po raz kolejny stracił punkty, remisując w niedzielę z Leeds United 1-1. Wynik oraz gra giganta zeszła na dalszy plan, a media obiegły emocjonalne wypowiedzi Rubena Amorima podczas pomeczowej konferencji. Jego słowa sugerują, że klub nie dotrzymuje obietnic, a relacje między nim oraz władzami są bardzo napięte. Już wcześniej media informowały, że szkoleniowiec ma spore pretensje w sprawach transferowych oraz sposobu budowania drużyny.
– Przyszedłem tutaj, aby być menedżerem Manchesteru United, a nie trenerem. To jest jasne. Wiem, że nie nazywam się Tuchel, Conte czy Mourinho, ale jestem menedżerem Manchesteru United i tak będzie przez kolejne 18 miesięcy lub do czasu, kiedy zarząd zdecyduje się na zmianę. Nie odejdę. Będę robił swoje, dopóki kolejny gość nie przyjdzie, aby mnie zastąpić – podsumował.
Amorim potwierdził też, że nie zrezygnuje z pracy na Old Trafford. W Manchesterze United po tych wypowiedział rozpętała się natomiast prawdziwa burza, a posada szkoleniowca jest mocno zagrożona. Pod znakiem zapytania stoi jego przyszłość, gdyż klub traktuje jego słowa jako atak.
Portugalski trener zażądał więcej władzy w Manchesterze United. Chce mieć pełną kontrolę nad działaniami na rynku transferowym. W tej chwili klub szuka optymalnego rozwiązania, choć na pewno nie planował rozstawać się z Portugalczykiem.










