Zimowe transfery w Ekstraklasie – Widzew wydał ponad 15 mln euro
O północy w środę (25 lutego) zamknęło się zimowe okno transferowe w PKO BP Ekstraklasie. Polskie ligi jako jedne z nielicznych na świecie mogą tak długo dokonywać wzmocnień w środku sezonu. Z tej możliwości skorzystały, ponieważ „deadline day” dla wielu dyrektorów sportowych był niezwykle pracowity. Na sam koniec Widzew Łódź postanowił osłabić Legię Warszawa, Górnik Zabrze ściągnął piłkarza z Czech, a Pogoń Szczecin wzmocniła skrzydła, biorąc zawodnika z ligi duńskiej. Nie brakowało również głośnych transakcji w postaci powrotów reprezentantów Polski. Do naszej ligi wrócili m.in. Bartłomiej Drągowski, Paweł Dawidowicz czy Przemysław Wiśniewski.
Styczeń przyniósł także nowy rekord transferowy w Ekstraklasie. Największe pieniądze w historii ligi wydał nie kto inny jak Widzew Łódź. Najdroższym piłkarzem, który kiedykolwiek dołączył do polskiego klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej jest Osman Bukari. Robert Dobrzycki, czyli właściciel łódzkiego klubu nie oszczędzał na wzmocnieniach. Udowodnił, że gdy trzeba, to potrafi wyjąć portfel i od ręki zapłacić grube pieniądze. W ten sposób wydał po ok. 3 mln euro na Wiśniewskiego ze Spezii czy Emila Kornviga z SK Brann.
Nie tylko ruchy transferowe w Łodzi zrobiły duże wrażenie. Podobnie jak latem imponował także Górnik Zabrze. Trójkolorowi wzięli Lukasa Sadilka ze Sparty Praga. 3-krotny reprezentant Czech miał na stole inne oferty, ale jak sam powiedział w rozmowie z Goal.pl, był nastawiony na przeprowadzkę do Polski. Niespodziewanego ruchu dokonała także Pogoń, wypożyczając Attilę Szalaia, czyli byłego piłkarza m.in. Fenerbahce. Do Polski po dekadzie nieobecności wrócił Mariusz Stępiński, którego przekonała Korona Kielce. Nie zapominajmy również, że wewnątrz Ekstraklasy jednym z ciekawszych transferów była zmiana klubu przez Kajetana Szmyta. Poniżej przedstawiamy TOP10 zimowych transferów w Ekstraklasie. Zaznaczamy, że kolejność jest całkowicie przypadkowa.
Steve Kapuadi
Najbardziej niespodziewany transfer w Ekstraklasie. Mało kto spodziewał się, że Steve Kapuadi zostanie w Ekstraklasie. Jeszcze niedawno miał na stole oferty z Serie A. Zabiegały o niego takie kluby jak Cremonese czy Torino. Temat przeprowadzki do beniaminka z Cremony upadł, więc wydawało się, że obrońca dokończy sezon w Legii Warszawa. Nieoczekiwanie pod koniec okienka do akcji wkroczył łódzki Widzew. Goal.pl jako pierwszy informował o możliwym transferze. Po kilku dniach sprawa stała się przesądzona, a Kongijczyk zmienił klub wewnątrz ligi, co zostało odebrane jako spora niespodzianka, biorąc pod uwagę, że przecież Widzew podobnie jak Legia walczy o utrzymanie. Niewykluczone, że wpływ na jego decyzję miały kwestie finansowe. Łodzianie zaproponowali mu wysokie wynagrodzenie.
Kapuadi w Widzewie był ostatnim zimowym transferem. O środkowego obrońcę zabiegali od dawna. Teraz trener Igor Jovicević ma kompletny zespół i musi z niego stworzyć drużynę, która w przyszłym sezonie ma włączyć się do walki o najwyższe cele. Najpierw jednak 27-latek musi pomóc Czerwonej Armii utrzymać się w Ekstraklasie. Do szatni wniesie duże doświadczenie z boisk Ekstraklasy. W najwyższej klasie rozgrywkowej w barwach Wisły Płock i Legii Warszawa rozegrał 95 spotkań.
Osman Bukari
Najdroższy piłkarz w historii sprowadzony do PKO BP Ekstraklasy, czyli Osman Bukari. Gdy Widzew Łódź bił rekord transferowy, płacąc za niego aż 5,5 mln euro, nikt nie dowierzał, że polski klub jest w stanie wydać tyle na jednego zawodnika. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jak na ofensywnego piłkarza jego liczby nie powalały na kolana – 3 gole i 5 asyst w 33 meczach w MLS w sezonie 2025. Niemniej trafił do naszej ligi od razu z łatką gwiazdy. Oczekiwania ze względu na kwotę transferu są ogromne i trudno się temu dziwić. Reprezentant Ghany kosztował prawie tyle, ile pozostałe siedemnaście klubów Ekstraklasy wydało na wzmocnienia w zimowym okienku.
Początek jego przygody w Widzewie nie zachwyca. Bukari w czterech meczach nie zdobył ani jednego gola, ani nie zanotował asysty. Nie od razu Rzym zbudowano, można powiedzieć, ale przy takiej kwocie transferu oczekiwać można było dużo więcej od samego początku. Do końca sezonu pozostało jeszcze dużo spotkań, więc były piłkarz Austin FC wciąż ma czas, aby udowodnić, że był wart tak dużej sumy.
Paweł Dawidowicz
Miała być Arabia Saudyjska, ale finalnie skończyło się na Częstochowie. Pogoda może gorsza, ale poziom sportowy raczej wyższy. Paweł Dawidowicz latem podpisał kontrakt z Al-Hazem. Po miesiącu go rozwiązał, tłumacząc się względami rodzinnymi. Były plotki o powrocie do Włoch, pojawiały się doniesienia o Turcji, ale finalnie przez prawie pół roku pozostawał bez klubu. Ostatecznie zdecydował się związać z Rakowem Częstochowa, co było małą niespodzianką. Z Medalikami zaczął treningi już w trakcie obozu przygotowawczego i zdążył nawet zagrać w jednym meczu przeciwko Wiśle Płock. Niestety na jednym z treningów nabawił się kontuzji, przez co nie znalazł się w kadrze na Ligę Konferencji. Do gry ma wrócić w okolicach marca, więc zdąży jeszcze pomóc ekipie spod Jasnej Góry w walce o mistrzostwo.
Dla Dawidowicza jest to powrót do Polski po prawie dwunastu latach. W tym czasie zbudował sobie solidną markę we Włoszech, gdzie grał w Palermo i Hellasie Werona. Szczególnie cenią go w mieście Romea i Julii, gdzie występował nawet z opaską kapitana na ramieniu.
Lukas Sadilek
Młodszy brat zdecydowanie bardziej znanego czeskiego piłkarza Michala Sadilka, który gra w Slavii Praga. Lukas to 3-krotny reprezentant Czech, a także dwukrotny mistrz i zdobywca krajowego pucharu. Ostatnie lata spędził w Sparcie Praga, a jego transfer do Górnika Zabrze wywołał duże poruszenie. Po pomocniku dużo sobie obiecują w klubie, a on sam długo czekał na przeprowadzkę do Polski. Pierwszy kontakt był jeszcze przed sezonem, ale dopiero pół roku później udało się sfinalizować transfer.
Lukas Sadilek z miejsca wskoczył do wyjściowej jedenastki. W starciu z Termaliką zanotował nawet asystę. W poprzednim klubie zapracował na duży szacunek u kibiców, którzy żałowali, że odchodzi. Jeśli będzie prezentował się podobnie w Górniku, to szybko zyska ich sympatię.
Attila Szalai
Bogate CV, duże doświadczenie w europejskich ligach i aż 49 występów w reprezentacji Węgier. Attila Szalai na papierze to ogromne wzmocnienie Pogoni Szczecin. Jeszcze niedawno, bo w 2023 roku Hoffenheim płaciło Fenerbahce za środkowego obrońcę aż 12,3 mln euro! W Bundeslidze się nie przebił, ale za to wcześniej w Turcji stanowił o sile defensywy jednego z tamtejszych gigantów. Warto dodać, że kiedyś pisało się o nim w kontekście transferu do Chelsea i Atletico Madryt. Ktoś w Szczecinie zasługuje na brawa za taki ruch.
Szalai w rozmowie z Goal.pl przekonywał, że decyzja o przejściu do Pogoni była jedną z łatwiejszych. Dużą rolę odegrało w tym to, że determinacją wykazał się prezes, dyrektor oraz trener Portowców. Sam piłkarz rozmawiał też z zawodnikami, którzy w przeszłości grali w Ekstraklasie i na bazie ich opowieści zdecydował, że to odpowiedni dla niego kierunek. Jak dotąd zagrał w trzech meczach i dwa razy pomógł drużynie zachować czyste konto.
Bartłomiej Drągowski
Czy Widzew Łódź w końcu znalazł odpowiedniego bramkarza? Nie wiem, ale się domyślam. Bartłomiej Drągowski to czwarty golkiper, który w tym sezonie broni dostępu do bramki łódzkiego klubu w Ekstraklasie. Przed nim byli Rafał Gikiewicz, Maciej Kikolski i Veljko Ilić. Transfer reprezentanta Polski był okazją, z której Czerwona Armia skorzystała. Cena jak za tej klasy zawodnika była wręcz promocyjna, bo ok. 300 tysięcy euro, jeśli wierzyć w doniesienia mediów. Za taką kwotę Widzew dostał jakość w bramce i autorytet w szatni. Fakt, że 28-latek stał się liderem zespołu, pokazuje jedno z nagrań przed meczem w szatni, gdzie motywował kolegów.
Cztery mecze i dwa czyste konta to aktualny bilans Drągowskiego. Dla porównania Kikolski nie wpuścił bramki w dwóch z dziewięciu meczów, a Ilić zachował tylko jedno czyste konto w siedmiu spotkaniach. Jeśli chodzi o grę na zero z tyłu, widać mały progres.
Kajetan Szmyt
Kajetan Szmyt zamienił zimą Zagłębie Lubin na Jagiellonię Białystok. Można powiedzieć, że na Podlasiu w końcu dopięli swego, ponieważ zabiegali o 23-letniego piłkarza latem 2024 roku, gdy jego ówczesny klub Warta Poznań spadł z Ekstraklasy. Ze względu na zbyt duże oczekiwania finansowe zawodnika Łukasz Masłowski, dyrektor sportowy postanowił zrezygnować z tego pomysłu.
Półtora roku później Jagiellonia po niego wróciła. Co więcej, pobiła swój rekord transferowy, płacąc za Szmyta 700 tysięcy euro. W tym sezonie zagrał w 19 meczach w Ekstraklasie, strzelił jednego gola i zaliczył trzy asysty. W barwach Dumy Podlasia wystąpił jak na razie tylko w jednym spotkaniu, wchodząc z ławki. Do Białegostoku przyszedł w miejsce Oskara Pietuszewskiego.
Emil Kornvig
Widzew Łódź ściągnął go z norweskiego Brann za 3 miliony euro i po czterech meczach, w których wystąpił można powiedzieć, że trafił z transferem. Oczywiście to dopiero początek przygody Duńczyka w nowym klubie, ale gol z Wisłą Płock oraz ogólna ocena dotychczasowych występów są zdecydowanie na plus. Rozmawiając z kibicem łódzkiego klubu, usłyszałem, że „razem z Leragerem to najlepszy zimowy transfer Widzewa”. Były piłkarz Kopenhagi i reprezentacji Danii (Lukas Lerager) nie zmieścił się w naszym zestawieniu z prostego powodu. Ranking i tak jest zdominowany przez zawodników z Łodzi, a chcieliśmy wyróżnić także ruchy transferowe innych klubów. Nie oznacza to jednak, że jego wpływ na grę zespołu przeszedł niezauważony.
Przemysław Wiśniewski
Jeden z najgłośniejszych transferów w Ekstraklasie, czyli Przemysław Wiśniewski i jego powrót do Polski po czterech latach spędzonych we Włoszech. Co ciekawe, obrońca jeszcze kilka miesięcy temu był łączony m.in. z grającą w Serie A – Fiorentiną. Spezia nie chciała go sprzedać, ale determinacja Widzewa, który wyłożył od ręki 3,1 mln euro, przekonała klub z zaplecza włoskiej elity do sprzedaży lidera defensywy. Reprezentant Polski razem z Kapuadim ma papiery, aby zostać najlepszą parą stoperów w Ekstraklasie. Początek w nowym zespole ma przyzwoity, a każdy kolejny występ powinien być lepszy, gdy nabierze odpowiedniej pewności siebie po transferze.
Mariusz Stępiński
Miał być Widzew Łódź, ale Omonia Nikozja chciała przełożyć transfer na czas po meczach w eliminacjach europesjkich pucharów, więc ówczesny dyrektor sportowy porzucił pomysł sprowadzenia latem Mariusza Stępińskiego. 30-latek ostatecznie wrócił do Ekstraklasy, podpisując kontrakt z Koroną Kielce. Złocisto-krwiści trafili idealnie, ponieważ od samego początku 4-krotny reprezentant Polski imponuje formą. W czterech meczach zdobył trzy bramki, w tym dublet przeciwko Legii Warszawa na wagę kompletu punktów.
Stępiński wrócił do Polski po prawie dziesięciu latach przerwy. W tym czasie grał dla takich klubów jak FC Nantes, Hellas Werona, Lecce, Aris Limassol czy Omonia Nikozja. W Ekstraklasie kibice kojarzą go z występów w barwach Ruchu Chorzów, Wisły Kraków i Widzewa Łódź.









