Siemieniec pęka z dumy. „Florencja zapamięta Jagiellonię”
Jagiellonia Białystok dokonała niesamowitego powrotu w rewanżowym meczu z Fiorentiną. W regulaminowym czasie gry wygrali (3:0), więc do wyłonienia zwycięzcy dwumeczu potrzebna była dogrywka. W dodatkowych trzydziestu minutach kibice wierzy, a drużyna walczyła do samego końca. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem (4:2), co spowodowało, że Duma Podlasia pożegnała się z pucharami.
Adrian Siemieniec podczas pomeczowej rozmowy z dziennikarzem Polsatu Sport nie ukrywał, że jest niezwykle dumny z drużyny. Zaznaczył, że przez napisali piękną historię w europejskich rozgrywkach, a Fiorentina z pewnością ich zapamięta.
– Kto mnie zna, wie, w jakim charakterze wypowiedziałem wtedy te słowa. Najbardziej cieszy mnie to, że nie tyle, co moje nazwisko, ale Jagiellonię zapamięta Florencja i Fiorentina. Mimo że nasza historia w tym sezonie w europejskich pucharach dobiegła końca, to nie mamy czego się wstydzić. Jestem bardzo dumny z tej drużny, z tego, na jaki weszła poziom i z tego, co zrobiła. Powiedziałem drużynie na środku boiska, a potem w szatni, że jestem bardzo dumny i wdzięczny, że mogę być ich trenerem. Byliśmy o krok, od czegoś niesamowitego, ale myślę, że i tak napisaliśmy piękną historię, która będzie wspominana przez lata nie tylko w Białymstoku, ale także w polskim futbolu – powiedział Adrian Siemieniec.
Trener Jagiellonii odniósł się także do niesamowitego występu Bartosza Mazurka. Nastolatek popisał się hat-trickiem, a po meczu zabrał ze sobą w nagrodę piłkę. Siemieniec zasugerował, że to dowód na to, że warto wierzyć i być odważnym.
– Ciężko powiedzieć coś racjonalnego. „Mazi” wychodzi na „ósemce” kończy mecz na skrzydle, strzela trzy bramki. Ma dopiero 19 lat i kilkanaście meczów na poziomie seniorskim, a dziś po meczu bierze piłkę do domu. To jest historia, której niezależnie od tego, jak potoczy się jego kariera, nikt mu nie zabierze do końca życia. To pokazuje, że warto wierzyć i warto być odważnym – ocenił.









