Jacek Bąk dla Goal.pl: pierwsza reakcja? Co tu się odpier….!

Jacek Bąk
fot. PressFocus Na zdjęciu: Jacek Bąk

– Otrzymałem telefon od jednego z dziennikarzy, że nie ma w kadrze Jerzego Dudka, Tomasza Rząsy, Tomasza Kłosa i Tomasza Frankowskiego. Pierwsza reakcja to mega zdezorientowanie, co tu się odpier….! Nie miałem odwagi zadzwonić do selekcjonera, zapytać, dlaczego tak. Taka jednak była jego rola, że musiał podjąć decyzję. Dzisiaj można tylko gdybać, jak wyglądałaby reprezentacja Polski, gdyby ci zawodnicy byli jednak w drużynie – powiedział były reprezentant Polski – Jacek Bąk.

  • Jacek Bąk to 96-krotny reprezentant Polski
  • Zaliczył cztery mecze na mistrzostwach świata, a także dwa spotkania na Euro
  • W rozmowie z Goal.pl były piłkarz katarskiego Ar-Rajjan opowiedział o życiu w Katarze, a także przedstawił anegdotki z pobytu w kraju gospodarza mundialu
  • Lublinianin wrócił też pamięcią do słynnych już nominacji selekcjonera Pawła Janasa na mistrzostwa świata w Niemczech

Temperatura może być zmorą dla przyjezdnych

Na początek proszę powiedzieć, jak zdrówko i w ogóle co u Pana słychać?

Dziękuję, wszystko ok. Medialnie się wyciszyłem, mieszkam w Lublinie. Zdrowie mam, a to jest najważniejsze.

Kto jak kto, ale Pan może dużo powiedzieć o gospodarzu najbliższego mundialu, bo w przeszłości miał okazję grać w lidze katarskiej.

Muszę powiedzieć, że unikam tego tematu. Mam mnóstwo zaproszeń z różnych telewizji, czy innych mediów, ale nie ciągnie mnie do tego. Mam dużo swoich zajęć i nie zawsze jestem w stanie poświęcić każdemu tyle czasu, ile bym chciał. Absorbują mnie tez różne wyjazdy.

Z perspektywy tego, co już Pan przeżył, to jakie jest pierwsze skojarzenie na hasło Katar?

Przede wszystkim to bardzo fajne miejsce na wakacje, ale nie w miesiącach letnich. Jeśli chodzi o grę w piłkę, to z tym jest bardzo ciężko. Bardzo trudno jest się oswoić z temperaturą, panującą w Katarze. Dobrze, że mistrzostwa świata odbędą się w tym kraju jesienią, bo można liczyć, że temperatura wyniesie od 18 do 26 stopni Celsjusza. Tyle że to jednak miało miejsce w grudniu i styczniu.

Jak spojrzałem sobie na pogodę na najbliższe dni, to jednak cały czas widnieje w prognozie słoneczna pogoda z temperaturą powyżej 30 stopni Celsjusza…

Trzeba będzie jednak grać. Ja pamiętam, gdy rozgrywałem spotkania, gdy temperatura wynosiła 47-48 stopni. Sam się dziwię, jak to przeżyłem [śmiech].

Wiadomo, że temperatury w Katarze są wysokie, ale czy się jeszcze jakieś inne zagrożenia w tym kraju z powodu pogody?

Są burze piaskowe. Pamiętam, że raz byłem jednym z ostatnich zawodników w klubie, bo musiałem jeszcze z doktorem jakiś opatrunek założyć. Później musiałem przebyć drogę powrotną mniej więcej 20 kilometrów do centrum miasta. Wietrzysko było jednak takie, że nie dało się jechać samochodem. Nic nie było widać na drodze, latarnie się przewracały. Wówczas byłem naprawdę przerażony. Ostatecznie dotarłem do celu, ale widoczność była bardzo ograniczona. W zasadzie widoczne było tylko to, co było dwa metry przede mną.

Alkohol, zabawa i śpiew

W czasach, gdy występował Pan w Ar-Rajjan SC, to było słychać już głosy, że Katar chciał zorganizować mundial?

Katar był gospodarzem Igrzysk Azjatyckich, więc miał już doświadczenie związane z organizacją imprezy sportowej. W klubie między wierszami można było słyszeć głosy, że są plany związane z organizacją piłkarskich mistrzostw świata. Ja jednak się z tego śmiałem. Katar chce zorganizować mundial? Przecież w tym kraju nie ma nawet dobrej ligi. A co dopiero myśleć o mistrzostwach świata.

Rzeczywistość sprawiła jednak psikusa…

Wiadomo jednak, jakie były okoliczności z tym związane. Jako ciekawostkę powiem, że Emir Kataru kilka dni wcześniej udał się na ogłoszenie wyniku, a koledzy z boiska opowiadali mi, że on na takie uroczystości wybiera się tylko wtedy, gdy jest pewny zwycięstwa. Jak dotarło do mnie, że wyruszył w podróż, to wiedziałem, że gospodarzem mistrzostw świata w 2022 roku będzie Katar.

Kosmiczne pieniądze zostały wydane na organizację turnieju w porównaniu do mundiali w Rosji, Brazylii, czy RPA.

Katar może sobie na to pozwolić. To jeden z najbogatszych krajów na świecie. Co napędzało ten kraj to pompowania tak ogromnych sum? Myślę, że po prostu rozgłos. Katarczycy chcieli za wszelką cenę udowodnić, że stać ich na to, aby zorganizować mundial w świetnych warunkach.

Można mówić, że dzisiaj Katar jest w jednym szeregu z Arabią Saudyjską, czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi pod względem różnego rodzaju bogactw?

Ja grałem w Katarze w latach 2005-2007, a później wróciłem do tego kraju w 2013 roku. Nie mogłem poznać Doha. Mieszkałem w czasach gry w jednym z najwyższych budynków w mieście, a kilka lat później okazało się, że była to pod względem wysokości średnia nieruchomość. Gospodarka poszła strasznie do przodu. Rozmawiając ostatnio ze znajomymi o Katarze, to już wiem, że dzisiaj ten kraj zmienił się jeszcze bardziej.

Zobacz także:

Miliony kibiców mogą odwiedzić ten kraj przy okazji mistrzostw świata. Biorąc pod uwagę, że Katar nie jest pod względem obszaru duży, to można się niepokoić, czy gospodarze mundialu poradzą sobie z organizacją turnieju?

To mnie bardzo zastanawia. Tym bardziej że będzie mnóstwo zakazów. Będą ograniczenia związane z alkoholem, głośnymi śpiewami, gwiazdami. Do normalnych kibiców to nic nadzwyczajnego. Katarczycy mają jednak inne podejście do różnych spraw i sam jestem ciekawy, jak będą tolerancyjni dla turystów. Bardzo interesuje mnie, jak Katar będzie reagował na przyjazdy kibiców z Anglii, Brazylii, Meksyku, czy Argentyny. Wiadomo, że fani lubią alkohol, zabawy i śpiewy do rana. Inne są działania niż ma to miejsce w kulturze arabskiej.

Droga przez Les Champs Elysees do Kataru

Jak w ogóle wyglądała atmosfera na meczach piłkarskich w Katarze?

Pamiętam, że gdy grałem, to kibiców na trybunach było może z tysiąc. Systematycznie natomiast w ciągu jednego dnia odbywały się trzy spotkania na jednym stadionie. Jeden mecz był o 16:00, następny 18:30 i później kolejny o 21:00. My graliśmy w barwach czarno-czerwonych, więc na trybunach była grupa mniej więcej 500 fanów ubrana na czarno-czerwono. Po naszym meczu grała ekipa występująca w barwach żółto-niebieskich. Co się działo natomiast na trybunach? Nie było rotacji kibiców. Po prostu ludzie, którzy w trakcie naszego meczu byli ubrani na czarno-czerwono, szybko przebierali się w żółto-niebieskie barwy. To była ich praca. Zarabiali na tym 50 dolarów.

Trochę jak w filmie pt. “Skrzydlate świnie”.

Na meczu, w którym wygrałem Puchar Kataru, pojawiło się 30 tysięcy widzów. To było coś pięknego. Czuło się atmosferę spotkania o coś. Ogólnie jednak fanów na trybunach nie było zbyt wielu widzów. Na mecze Al-Sadd, Al-Riyadh, czy Al-Gharafy czasem kibice tłumniej wypełnili trybuny, ale nie zdarzało się to często. To jednak zwykle było maksymalnie pięć tysięcy widzów na trybunach.

Zanim trafił Pan do Kataru, to spodziewał się Pan tego, że pewnym sensie trafi do raju?

Sam się często zastanawiałem nad tym, myśląc: “Co ja tutaj kur.. robię?”. Wspominam jednak ten czas bardzo miło. Byłem dobrym piłkarzem, który zarabiał bardzo dobre pieniądze. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Ja ogólnie jestem pogodnym człowiekiem, otwartym na życie. Nie lubię smutnych ludzi, bo wpływają także na mnie przygnębiająco. Traktowałem pobyt w Katarze jako pracę, wykonywałem ją jak najlepiej i w klubie wszyscy byli ze mnie zadowoleni.

Faktem jest to, że przykuł Pan uwagę władz Ar-Rajjan SC, bo był kapitanem reprezentacji Polski?

To prawda. Pierwszy sezon w Katarze minął szybko, czułem się doceniany. Było wszystko ok. W każdym razie moja przyszłość w klubie była jednak uzależniona od tego, jak zaprezentuje się na mistrzostwach świata w Niemczech. Szejkowie chcieli wiedzieć, jak będę prezentował się na boisku, czy będę kapitanem zespołu. Oczywiście też chcieli być pewni, że nie doznam kontuzji. Chociaż sugerowano mi, że o nowy kontrakt mogę być raczej spokojny, to jednak ja traktowałem to jako obiecanki cacanki. Zresztą byłem już w sumie dogadany z Livorno, więc nie byłem zaniepokojony o swoją przyszłość. Tymczasem po spotkaniu z Kostaryką wygranym na mundialu otrzymałem wiadomość sms-ową, że mój menedżer leci już do mnie z nową umową i zarobkami o 30 procent większymi, niż te, które chciałem. Następnego dnia wraz z przedstawicielem klubu podpisaliśmy kontraktem i zostałem na kolejny sezon w Katarze.

Zobacz także:

Gdyby cofnąć czas, podjąłby Pan tę samą decyzję w sprawie gry w Ar-Rajjan?

Nie zmieniłbym nic. Chociaż może już po trzech-czterech latach występów we Francji udałbym się do Kataru, gdyby była taka możliwość.

Jaka tak naprawdę była geneza Pana transferu do ligi katarskiej?

Pewnego dnia Jerome Leroy siedział ze mną i rozmawialiśmy o przyszłości. Ja pod koniec swojego pobytu w Lens miałem kłopoty z grą, więc szukałem nowych rozwiązań. Zapytał mnie, czy chcę grać w Katarze, bo chciał mnie w zespole Luis Fernandez, który został trenerem Ar-Rajjan. Potrzebował akurat obrońcy. Myślę sobie, nie wiem, egzotyczny kierunek. W końcu Jerome powiedział: “Masz tu numer do Luisa i porozmawiajcie”. Zadzwoniłem. Szybko omówiliśmy temat. Ani się obejrzałem, a podpisaliśmy na Les Champs Elysees w Paryżu umowę i zostałem zawodnikiem Ar-Rajjan.

Niespodzianka bardzo możliwa

W czwartek o 15:00 ogłoszenie kadry reprezentacji Polski na mundial. Będą podobne zaskoczenia, jak to miało miejsce przy wyborach selekcjonerów takich jak Jerzy Engel, czy Paweł Janas?

Wydaje mi się, że aż takich niespodzianek jak nieobecność Tomasza Iwana na mundialu w Korei i Japonii, czy Jerzego Dudka i Tomasza Frankowskiego na turnieju w Niemczech nie będzie. W każdym razie Czesław Michniewicz może zaskoczyć.

Na przykład

Może nie weźmie na mundial Grzegorza Krychowiaka… Trudno powiedzieć, ale spodziewam się mimo wszystko czegoś, co zaskoczy opinię publiczną.

Jak podchodzi Pan do koncepcji powołania czterech bramkarzy na mistrzostwa świata?

Gdyby było dłuższe zgrupowanie przed startem mundialu, to byłoby to ok. Jeśli jednak mistrzostwa świata wystartują dosłownie tydzień po rozegranych meczach ligowych, to nie ma to większego sensu. Może jednak selekcjoner ma konkretny plan, więc trzeba mu zaufać. Na rozliczenia czas przyjdzie po mundialu. Na treningi strzeleckie, czy gierki turniejowe dodatkowy bramkarz może się przydać.

Michał Probierz i Jacek Bąk z prawej (fot. PressFocus)

A jak Pan wraca pamięcią do tych słynnych nominacji na Mistrzostwa Świata 2006?

Otrzymałem telefon od jednego z dziennikarzy, że nie ma w kadrze Jerzego Dudka, Tomasza Rząsy, Tomasza Kłosa i Tomasza Frankowskiego. Pierwsza reakcja to mega zdezorientowanie, co tu się odpier….. Nie miałem odwagi zadzwonić do selekcjonera, zapytać, dlaczego tak. Taka jednak była jego rola, że musiał podjąć decyzję. Dzisiaj można tylko gdybać, jak wyglądałaby reprezentacja Polski, gdyby ci zawodnicy byli jednak w drużynie.

Kasa schodzi na dalszy plan

Rywale Biało-czerwonych na zbliżającym się mundialu według Pana mocni, średni, bardzo mocni?

To będą niewygodni przeciwnicy. W przeszłości graliśmy z Kolumbią, czy Ekwadorem, więc z doświadczenia wiem, że rywalizacja z ekipami z innego kontynentu nie jest łatwa. Jeśli natomiast reprezentacja Polski zaprezentuje się tak, jak w trakcie Euro i w meczu z Hiszpanią, to będzie dobrze. Na pewno stać nas na wyjście z grupy. Biało-czerwoni nie muszą walczyć o każdy metr boiska, a o każdy centymetr.

Piłkarze też mają o co walczyć, bo za awans do 1/8 finału można zarobić cztery miliony dolarów, z czego 40 procent ma trafić do zawodników.

Myślę, że piłkarze nie patrzą na turniej pod kątem finansowym, a bardziej skupiają się na tym, że cała Polska będzie śledziła ich grę. Na pierwszy plan idzie prestiż. Pieniądze oczywiście też są ważne, ale schodzą na dalszy plan.

Czytaj więcej: Neymar ma poważne kłopoty, grozi mu więzienie. “Czuję się jak ofiara napadu”

Komentarze