Michał Listkiewicz: Szymon Marciniak powinien uczyć się na moich błędach

Sędzia finału Mistrzostw Świata, wieloletni prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, a wcześniej jego rzecznik i sekretarz ds. międzynarodowych jak nikt inny może udzielać porad w kwestiach poruszania się po świecie futbolu. Michał Listkiewicz w rozmowie, która dotyka nie tylko samej murawy, ale także polityki i mediów, zdradza, m.in. czego powinien unikać arbiter klasy Szymona Marciniaka i kto "zawinił" w sprawie dotyczącej konferencji Everest i fundacji "Nigdy Więcej".

Michał Listkiewicz
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Michał Listkiewicz
  • W sobotę o 21:00 w Stambule Szymon Marciniak da sygnał do rozpoczęcia finału Ligi Mistrzów – polski arbiter będzie musiał mierzyć się z nadmierną uwagą mediów, kibiców i futbolowych ekspertów?
  • Michał Listkiewicz radzi: “Szymon powinien uczyć się na moich błędach”
  • “W erze przedinternetowej burza nie osiągnęłaby takich rozmiarów. Teraz media szukają sensacji – dobra wiadomość to żadna wiadomość” – były arbiter wypowiada się na temat sytuacji związanej z udziałem polskiego sędziego w konferencji biznesowej Everest 2023 i jej następstwach
  • Jak wspomniane zamieszanie wpłynie na postawę Marciniaka? “Myślę, że to mu pomoże. Jest odporny na krytykę i krytykanctwo”
  • “W bufecie obok mnie stał znany poseł Prawa i Sprawiedliwości, chwilę później pojawił się też znany poseł Platformy Obywatelskiej. Gdyby ktoś chciał mi zaszkodzić, oskarżyłby mnie o wspieranie jednej z opcji politycznych” – Michał Listkiewicz zwraca uwagę na standardy funkcjonujące w świecie przekazu medialnego

Michał Stompór: Gwiazdą sobotniego finału Ligi Mistrzów będzie… sędzia?

Michał Listkiewicz: Myślę, że to byłoby bardzo niedobre, gdyby faktycznie nią został. Stara zasada nadal jest aktualna – im mniej się mówi na temat sędziego i im mniej się o nim dyskutuje, tym lepiej dla niego i tym lepszy jest on sam. Mam nadzieję, że po finale Ligi Mistrzów w ogóle nie będzie miejsca na dyskusję o pracy arbitra, oczywiście poza gratulacjami. Gwiazdami mają być piłkarze, ponieważ na tym ta gra polega.

Przypomina Pan sobie sytuację, w której nazwisko arbitra równie istotnego spotkania byłoby tak często wymieniane w kontekście jego zachowania poza murawą?

Takie rzeczy się zdarzały i zdarzają, ale jednak przeważnie dotyczy to murawy. Słynny przypadek Howarda Webba, o którym premier naszego kraju nawet powiedział, że gdyby miał pistolet, to by go zastrzelił, ale to wiązało się z decyzjami podejmowanymi na boisku. Były przypadki sędziów, którzy kończyli karierę na skutek agresywnych ataków na nich i zagrożenia nawet dla ich rodziny, jak słynny sędzia Ovrebo czy Edgardo Codesal po finale Mistrzostw Świata, w którym byłem jego asystentem. Jeżeli chodzi o podobne sytuacje, ale związane z wydarzeniami, które miały miejsce poza murawą, to takich raczej brakuje. No chyba, że miało to bardzo już negatywne konotacje, mam tu na myśli sprawy korupcyjne, ale to też w pewnym sensie wiązało się z boiskiem.

W jednej z rozmów wspominał Pan o tym, że niegdyś musiał wybierać między dziennikarstwem a pracą arbitra.

Tak, jednak to były zupełnie inne czasy. Wtedy, w erze “przedinternetowej”, podobna sytuacja, jak ta z Szymonem Marciniakiem, raczej przeszłaby właściwie niezauważona, być może co najwyżej władze federacji poprosiłyby o wytłumaczenia, nie byłoby podobnego lub nawet żądnego szumu medialnego. Niektórzy twierdzą, że ta sprawa będzie się ciągnęła za Marciniakiem jeszcze bardzo długo, natomiast ja jestem zupełnie odmiennego zdania, ponieważ tego typu “kontrowersje” pojawiają się regularnie. Po finale Mistrzostw Świata w Katarze Francuzi ośmieszyli się, domagając się powtórzenia meczu z powodu błędu regulaminowego naszego sędziego – oczywiście nie mieli racji, jednak przez dwa dni wszyscy ekscytowali się tą kwestią, o której dzisiaj… już nikt nie pamięta.

Jeżeli Marciniak byłby Niemcem, Francuzem czy Anglikiem, burza wokół jego zachowania w ogóle by nie powstała lub jej siła byłaby zdecydowanie mniejsza?

Wdaje mi się, że byłaby mniejsza, ponieważ w Polsce wszystko jest strasznie upolitycznione. Natomiast w takich krajach, które pan wymienił, polityka i sport też się przeplatają, jednak nie aż w takim stopniu. Parę dni temu w rozmowie z Szymonem Marciniakiem wspomniałem o sytuacji, która spotkała mnie w pociągu. W bufecie obok mnie stał znany poseł Prawa i Sprawiedliwości, zamieniliśmy kilka słów, chwilę później pojawił się też znany poseł Platformy Obywatelskiej, z którym też chwilę porozmawiałem. Ktoś, komu zależałoby na zaszkodzeniu mi, mógłby odczytać tę scenę w negatywny sposób i oskarżyć mnie o “pisiorstwo” lub “platformerstwo”, albo nawet zarzucić mi symetryzm. A przecież nikt nie może zabronić mi kontaktu z osobami, które znam prywatnie, tylko dlatego, że są one politykami.

Czy były Pan w stanie zrozumieć decyzję federacji o odsunięciu naszego rodaka od sędziowania finału?

Nie, kompletnie, i nie sądzę, by taka decyzja w ogóle została poddana pod rozwagę. Dlatego też bardzo zdziwiłem się, gdy przeczytałem wypowiedź Tomasza Smokowskiego, którego bardzo lubię i szanuję, o tym, że UEFA miałaby zadecydować o wszystkim w nocy. Pokusiłem się wtedy o złośliwy komentarz – jest takie pewne stare powiedzenie, że w nocy pracuje tylko złodziej i prostytutka. A UEFA w nocy raczej nie pracuje. Później okazało się, że w ogóle nie było takiego tematu, tylko sam główny bohater musiał złożyć wyjaśnienia.

Myślę, że Szymon niepotrzebnie wybrał się na taką imprezę, mimo wszystko jednak poniekąd upolitycznioną. Jednak gdyby nawet zabrakło tam jakichkolwiek powiązań z polityką, to i tak niekoniecznie powinien uczestniczyć w jakichkolwiek wydarzeniach w ostatnim tygodniu przed najważniejszym meczem sezonu. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby Marciniak gdzieś wyjechał ze swoją ekipą i przygotował się do tego spotkania w spokojnej atmosferze.

Czy w tej sytuacji możemy mówić w ogóle o winie którejś ze stron?

Raczej nie o winie, a o nieroztropności. Fundacja “Nigdy Więcej” opublikowała komentarz, który został podchwycony przez media, i zapewne nie spodziewała się, że nabierze on aż takiego rozgłosu, zgodnie z przysłowiem “słowo wróblem wyleci, a powróci wołem”. Ja także wiele razy przerabiałem podobny proces, też powiedziałem parę zdań za dużo, co spowodowało niepotrzebny szum. Czasami warto zastanowić się, jakie mogą być reperkusje konkretnych wypowiedzi.

Mówi Pan o nieroztropności, jednak czy nie odczytałby schematu zachowania Fundacji jako działanie “antypolskie”? Może “Polaka boli sukces rodaka?”

Na pewno skutek jest taki, że właśnie tak to można zinterpretować. Gdyby wszystko zakończyłoby się na komunikacie “Nigdy Więcej” wyłącznie na nasz krajowy rynek, być może nie osiągnęłoby to aż takiego rozmiaru. A reszta Europy to podchwyciła, nawet nie interesując się tym, kto i dlaczego organizował tę konferencję i jakim tematom była ona poświęcona. Nikt też nie zadał sobie trudu, by przesłuchać wystąpienie Szymona Marciniaka. Jeżeli po analizie jego wypowiedzi ktoś by uznał, że znalazły się tam treści sprzeczne z ideałami Fundacji, wtedy należałoby działać. Natomiast jestem przekonany, że nikt nie zwrócił uwagi na wykład sędziego, tylko na to, że był tam Sławomir Mentzen. I stwierdził “no to wszystko jasne”. Wracam do przykładu z pociągu – piłem herbatę z posłem Czarneckim, ale to nie oznacza, że jestem jego fanem. Tak samo tutaj – obecność na tej konferencji nie równa się z popieraniem poglądów tej konkretnej opcji politycznej.

Sędziowie to już nie tylko drugoplanowi aktorzy świata piłki, ale postaci, o których mówi się czasami zdecydowanie więcej niż o piłkarzach, prawda?

Nie da się tego ukryć. Dzisiaj sędzia klasy Marciniaka, czyli najlepszy sędzia na świecie, to już jest celebryta, człowiek rozpoznawalny i słuchany na równi z największymi piłkarzami. Nie chcę nikogo obrazić, ale po Lewandowskim i Szczęsnym to moim zdaniem Szymon Marciniak jest najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem polskiego futbolu na świecie.

Jak wpłyną te wydarzenia na postawę Szymona Marciniaka w finale? Czy ta presja paradoksalnie może mu pomóc?

Myślę, że to mu pomoże. Znam go bardzo dobrze, to jest wielki twardziel, człowiek, który ma naprawdę bardzo grubą skórę i jest odporny na krytykę i krytykanctwo. Szymon poradził sobie z poważnymi kontuzjami, chorobą. W porównaniu z tamtymi sytuacjami to naprawdę nie jest nic znaczącego. Musi tylko oczyścić głowę. Jeżeli poprowadzi ten mecz na takim poziomie, jak finał w Katarze, to stanie się podwójnym bohaterem. Dla niego to jest taki moment, w którym może udowodnić, że nic nie jest w stanie go zatrzymać.

A jakich komentarzy spodziewa się Pan po ostatnim gwizdku? Mam na myśli te płynące z mediów zagranicznych.

Jeżeli media są uczciwe i obiektywne, nie wspomną o tej sytuacji sprzed kilku dni i nie będą jej wiązały z prowadzeniem spotkania. Jednak żyjemy w takim świecie, w którym dobra wiadomość to żadna wiadomość. Trzeba szukać sensacji – dobry mecz w wykonaniu sędziego nikogo nie interesuje. Kiedyś mówiono, że jak pies pogryzie staruszkę, to nikogo to nie obchodzi, ale jak staruszka pogryzie psa, to jest to temat na pierwszą stronę. Ci, którzy pisali o tej sprawie, nie rozróżniają partii pana Mentzena od stronnictwa pana Czarzastego ani pana Hołowni. Dla nich polska polityka to absolutna egzotyka. A polska polityka, jak wiemy, jest dosyć egzotyczna. My tutaj się tym ekscytujemy, ale poza granicami naszego kraju nikt nie zwraca na to uwagi.

Abstrahując od sytuacji dotyczącej fundacji “Nigdy Więcej”, czy wybitne jednostki powinny mieć możliwość stałej pracy w silniejszych ligach? Skoro piłkarze mogą dowolnie zmieniać rozgrywki, czemu nie umożliwić tego arbitrom?

To nie taka oczywista kwestia. My, tak jak właściwie każda federacja, potrzebujemy najlepszych sędziów u siebie. Szymon Marciniak jest pracownikiem PZPN-u i musi otrzymać zgodę pracodawcy na zagraniczne wyjazdy. Jeżeli kiedyś faktycznie powstanie Superliga, wtedy jej władze zapewne zatrudnią sędziowską elitę na lukratywnych zasadach. Ale dopóki istnieją tylko rozgrywki FIFA i UEFA, to bez ich zgody i bez zgody krajowych związków nikt nie może działać.

Gdyby Szymon Marciniak zapytał Pana o radę w kontekście poruszania się poza boiskiem, co mógłby usłyszeć?

Arbiter na tym poziomie powinien zatrudnić doradcę od public relations, to właściwie jest mu już teraz wręcz niezbędne. A poza tym doradziłbym mu, by uczył się na moich błędach, ponieważ kilkukrotnie przekonałem się o tym, ile może kosztować zbyt szybkie działanie w niektórych sprawach.

Kto sięgnie po trofeum w sobotni wieczór i jak spisze się sędzia?

Mam nadzieję, że nie będzie musiał posiłkować się systemem VAR, podobnie jak w Katarze. Wtedy Pierluigi Collina żartobliwie stwierdził, że po co wydawać pieniądze na VAR, skoro można poprowadzić spotkanie bez błędów i bez wspomagania się wideoweryfikacją.

A co do wyniku sobotniego starcia, faworytem jest Manchester City, który wygrałby osiem na dziesięć pojedynków z Interem. Jednak teraz czeka ich ten jeden, konkretny i wyjątkowy mecz.

Komentarze