Dzienniki z mundialu #9. Brakło tylko rękoczynów. Ostro na konferencji przed “matką wszystkich meczów”

Konferencja przed Iran - USA
Na zdjęciu: Konferencja przed Iran - USA

Wyobraźcie sobie konferencję prasową przed meczem piłkarskim, ale bez pytań o piłkę. Bardziej polityczną niż jakakolwiek konferencja zorganizowana przez rządy swoich krajów. Taką, podczas której trwania wojna jest wyczuwalna z powietrza. FIFA może mówić o odcinaniu sportu od polityki, ale zestawiając USA z Iranem w grupie to niemożliwe. Po prostu się nie da.

  • To nie była zwykła konferencja prasowa. Prawdę mówiąc nigdy w takiej nie uczestniczyłem
  • Irańscy dziennikarze zrobili z trenera reprezentacji USA polityka, który musi spowiadać się za wszystkie “grzechy” swojego rządu
  • Mecz Iran – USA urósł już do rangi najgorętszego spotkania fazy grupowej

Iran – USA. Tłumy już dzień przed meczem

Konferencje prasowe to z reguły wydarzenia, na które dziennikarz przychodzi za karę. Ekskluzywnego materiału z tego nie ma, show najczęściej żadne, a zrezygnować z obecności trudno. Ale wchodząc na salę, gdzie zaraz głos mieli dostać Carlos Queiroz i Gregg Berhalter, bez szczególnego wpatrywania można było dostrzec, że zainteresowanie jest porównywalne raczej z koncertem Podsiadły na Narodowym niż jakiegoś lokalsa podczas Dni Siemianowic Śląskich. Na pierwszy rzut oka wyzwanie stanowiło znalezienie wolnego miejsca, na drugi – o, tam gdzieś w rogu na końcu, coś jest. Siadam i zapinam pasy. Na razie tyle pytań i tak mało odpowiedzi. Na czele z jednym: czy mamy do czynienia ze sprawą życia i śmierci? Czy jednak polityczny kontekst tego meczu jest przesadzony i bez znaczenia?

Białe róże

W 1998 roku reprezentacje USA i Iranu spotkały się po raz pierwszy. To też działo się na mistrzostwach świata. Zgodnie z przepisami FIFA, w każdym meczu zespoły klasyfikuje się jako Team A i Team B, z czego to ta druga podchodzi do pierwszej, by się przywitać. Zgodnie z protokołem ten obowiązek należał do Iranu. Wieloletni konflikt między tymi krajami doprowadził do sytuacji, w której najwyższy przywódca Islamskiej Republiki, Ali Chamanei, wydał wyraźny rozkaz, by reprezentacja Iranu nie zbliżała się do Amerykanów. W negocjacje zaangażował się Mehrdad Masoudi, jeden z oficerów medialnych FIFA, dzięki działaniom którego odwrócono role. Skutecznie, bo Amerykanie podeszli do Irańczyków, którzy dość niespodziewanie przekazali im prezenty – po białej róży na znak pokoju.

Irańczycy wygrali 2:1, a na ulicach Teheranu świętowano w sposób porównywalny ze zdobyciem mistrzostwa świata. Tamtejsza prasa nazwała to wydarzenie “matką wszystkich meczów”, a międzynarodowa – “najbardziej politycznym meczem w historii mistrzostw świata”. Zresztą spróbujcie wpisać tę frazę w Google – strona zapełni się opisami tamtego spotkania.

Kontekst polityczny jest ogromny, bo – nie wdając się w szczegóły, których mnóstwo można znaleźć w Internecie – od 1979 roku, gdy w wyniku irańskiego zamachu stanu, podczas którego obalono Szacha Iranu w związku z irańską rewolucją i atakiem na ambasadę amerykańską w Iranie oraz amerykańskim wsparciem dla Iraku podczas wojny iracko-irańskiej stosunki między obydwoma krajami były wrogie.

Nie zmienił tego mecz na mundialu i białe róże, nie zmieniły słowa amerykańskiego obrońcy Jeffa Agoosa, który stwierdził, że przez 90 minut jego koledzy zrobili więcej dla ocieplania relacji z Iranem niż politycy przez ostatnie 20 lat. Jeszcze półtora roku później obie federacje umówiły się na rozegranie spotkania towarzyskiego na terenie USA, w Pasadenie, gdzie skupisko amerykańskich Irańczyków jest największe. Bardzo pokojowy wynik – 1:1 – nie sprawił, by kiedykolwiek później te kraje zmierzyły się na boisku piłkarskim. Aż do wtorku.

Wizy, wojsko, inflacja, rasizm. Spowiadaj się, trenerze!

Teraz kontekstów jest jeszcze więcej i cały czas dopisują się nowe. Oficjalny profil reprezentacji Stanów Zjednoczonych na Twitterze zamieścił ostatnio tabelę grupy, w której z flagi Iranu zdjęto wszystkie symbole oprócz barw. Ze strony Amerykanów miało to być protestem przeciwko reżimowi walczącemu z kobietami próbującymi zdjąć skutki irańskiej rewolucji. Dla federacji irańskiej, siłą rzeczy wspieranej przez tamtejszy rząd, była to potwarz. Stąd oficjalne pismo do FIFA domagające się usunięcia USA z mundialu na podstawie jednego z paragrafów – o braku poszanowania symboli narodowych i religii. To działanie z góry było skazane na niepowodzenie, a jeśli mogło czymś skutkować, to podgrzaniem nastrojów. Co się zresztą udało.

Scena po pierwszej części konferencji, na której na pytania odpowiadał Carlos Queiroz. Do dwójki irańskich dziennikarzy beIN Sports – Milada Javanmardy’ego i Mahdiego Khanalizadeha – podchodzi Martin Rogers z FOX Sports. Widać, że chce zadać pytanie polityczne i zanim mu się to udaje, dostaje profilaktyczną kontrę. “Jakie jest twoje zdanie o protestach Black Lives Matters?”.

– To ja z wami chciałem porozmawiać o protestach na ulicach Iranu.

– Myślę, że musisz zmienić to pytanie. Przecież nie każdy protestuje.

– W takim razie mniejszość społeczeństwa jest przeciwko władzy? Czy większość?

– Jeśli chcesz ze mną rozmawiać o polityce, z przyjemnością pogadam o problemach Ameryki czy waszym prawie aborcyjnym.

Spięcie dziennikarzy na konferencji

Drugi dodaje: – To prawda, że niektórzy Irańczycy nie lubią politycznych zachowań w naszym kraju. Innym się one podobają. To normalne, tak jest wszędzie. Ale czy to normalne, by zadawać polityczne pytania w związku z meczem piłkarskim? Czy to jest normalne? – wyraźnie się zagotował.

Za chwilę zada serię politycznych pytań, gdy na sali pojawi się Gregg Berhalter i Tyler Adams. To on wypali do piłkarza reprezentacji USA, jak to jest reprezentować rasistowski kraj, w którym wskutek nierównego traktowania czarnoskórych powstał ruch Black Lives Matter. Jego kolega dopyta o wysoką inflację. Padną też pytania o obecność wojsk amerykańskich w Zatoce Perskiej, słowa Juergena Klinsmanna krytykującego irańskich piłkarzy za wywieranie presji na sędziach, incydent z flagą oraz o ruch wizowy. Był nawet edukacyjny element konferencji, gdy dziennikarz z Iranu uczył Adamsa prawidłowo wymawiać nazwę swojego kraju. Warto zapamiętać: to I-ran, nie Aj-ren.

– Co pan uważa o tym, że obywatele USA mogą wjeżdżać do Iranu używając tylko paszportu, a odwrotnie to nie działa? Pan byłby witany w Iranie z otwartymi ramionami, ale my w USA nie – rzucił ktoś z sali.

– Ja nie mam pojęcia o polityce i trudno mi na to odpowiedzieć – próbował wyciszyć atmosferę amerykański trener.

Berhalter wyglądał na świetnie przygotowanego mentalnie do tego starcia, bo ani na moment nie stracił spokoju. Ani raz nie poprosił rzecznika o ucinanie pytań niezwiązanych z piłką. Gdyby tak postanowiono, ze strony Irańczyków nie padłoby żadne. Dosłownie nikt nie zapytał o taktykę, skład, czy presję przed meczem o tak gigantyczną stawkę. Berhalter mimowolnie został wcielony w rolę polityka, który miał odpowiadać za wszystkie przewinienia – patrząc z perspektywy prorządowych Irańczyków – władz swojego kraju. Jedyne pytanie, które jakkolwiek zahaczało o sport, dotyczyło wyproszenia irańskich dziennikarzy z treningu USA. – Czemu nie pozwalacie wykonywać nam naszej pracy?

Tu odezwał się rzecznik: – To pytanie jest do FIFA, która decyduje o zamykaniu niektórych treningów. Nie ma żadnego drugiego dna.

Było też takie pytanie: Jaki procent światowej populacji będzie szczęśliwy, jeśli Iran wygra ten mecz? Po chwili z irańskich ust padło natomiast stwierdzenie, że Amerykanom nikt nie kibicuje nawet w ich kraju, na co Berhalter odparł, że ich poprzednie mecze oglądało w telewizji kilkadziesiąt milionów osób. – Dla nas to mecz piłki nożnej z dobrą drużyną. I niewiele więcej – mówił, próbując łagodzić napięcie. Bezskutecznie.

Prorządowość aż się wylewała, ale niedługo później – zupełnym przypadkiem – spotkałem innego irańskiego dziennikarza. Gdy po chwili rozmowy przeszedł na tematy polityczne, zaczął zasłaniać usta i szeptać tak cicho, że ledwo byłem w stanie go usłyszeć. – Przepraszam, że tak robię, ale mówienie na głos jest niebezpiecznie. Zdecydowana większość ludzi w Iranie nienawidzi swojego rządu. Islamska rewolucja była największym błędem w historii naszego kraju. My chcemy wolności. Gdyby nie rewolucja, mielibyśmy ją jak na Zachodzie. A ta konferencja? Co to miało być? Jak możesz trenera drużyny piłkarskiej pytać o te wszystkie rzeczy, które w ogóle nie dotyczą piłki?

Z przyczyn oczywistych nie zdradzamy jego imienia i nie publikujemy zdjęcia.

Queiroz jak psycholog

Irańskich dziennikarzy interesowała polityka USA. Amerykańskich – odwrotnie. Różnica polegała na tym, że Portugalczyk otrzymywał przede wszystkim pytania piłkarskie. Pozostałe – jak o słowa Klinsmanna – spławił krótkim “powinniście jego o to zapytać” albo przemawiał w stylu Paulo Sousy. – Mam nadzieję, że wydarzenia towarzyszące mistrzostwom świata będą lekcją dla nas wszystkich w przyszłości i dowiemy się, że naszą misją jest tworzenie rozrywki i uszczęśliwianie ludzi przez 90 minut – mówił.

Trzykrotnie w ciągu konferencji Queiroz spotykał się z brawami irańskich dziennikarzy. Najpierw na wejściu zanim jeszcze cokolwiek powiedział, później jeszcze dwa razy po swoich słowach – trzeba przyznać, że ładnych. O dawaniu nadziei, zapominaniu o problemach, tworzeniu uśmiechów.

– Biliśmy mu brawa, bo jest naszym ambasadorem. Międzynarodowe media oraz amerykańska federacja nie szanuje naszej flagi, Klinsmann nie szanuje naszej kultury. A my wreszcie znaleźliśmy ambasadora dla nas, który przemawia w naszym imieniu. I jesteśmy mu wdzięczni, bijemy mu brawo. Aplauz jest od człowieka dla człowieka, nie dla trenera. My też jesteśmy za prawami człowieka. Ale w każdym miejscu na świecie – tłumaczył później Javanmardy z beIN Sports.

Antyrządowy dziennikarz sprawy widzi zupełnie inaczej. Nie podoba mu się zachowanie Queiroza, który zdaje się wysyłać w świat sygnał, że w Iranie nie dzieje się nic złego. Kilka dni temu pytanie angielskiego dziennikarza o protesty w Iranie skwitował pytaniem zwrotnym: czemu nie zagadniesz Southgate’a o Afganistan?

We wtorek wieczorem dojdzie do czegoś więcej, niż tylko meczu. To sprawa życia i śmierci. Ale tylko dla Irańczyków. Amerykanie traktują to jako spotkanie o wyjście z grupy, Irańczycy śmiało mogą cytować Billa Shankly’ego. Choć i wśród nich trybuny będą podzielone.

Komentarze