Szczęsny wiedział, gdzie Messi uderzy karnego. Zdradza, jak to zrobił

Wojciech Szczęsny
PressFocus Na zdjęciu: Wojciech Szczęsny

Wojciech Szczęsny obronił już drugi rzut karny na mistrzostwach świata. Tym razem opowiedział nieco o tym elemencie gry od kuchni. Zdradził, że właściwie już w chwili nabiegu wiedział, gdzie Leo Messi będzie chciał posłać piłkę.

  • Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda kuchnia bronienia rzutów karnych? Wojciech Szczęsny nieco o tym opowiedział
  • Nasz bramkarz już po meczu z Arabią Saudyjską zaznaczył, że nigdy nie broni instynktownie, a wykonuje wcześniej pracę, która przekłada się na wyniki
  • W rozmowie po meczu z Argentyną powiedział też ciekawe zdanie – plan został zrealizowany, teraz czas na marzenia

Wojciech Szczęsny obronił karnego Messiego

Gratulacje. Nie każdy może się pochwalić obronieniem karnego strzelanego przez Messiego.

Dziękuję. Analizowałem jego strzały. Do tej pory miał jednego karnego przeciwko mnie. Strzelił bramkę. No to teraz mamy remis.

Jak to wygląda od kuchni? Ile strzałów rywali oglądasz? Robisz to bezpośrednio przed meczem?

Dzień przed Argentyną obejrzałem kilkanaście. Nie zapisuję sobie tego, ale analizuję, w jaki sposób ktoś podchodzi do piłki, w jakim momencie jaki robi ruch. Jak reaguje na presję przy karnym, a jak strzela bez presji, bo to dużo zmienia. Na szczęście ta robota się opłaca. Na przykład Messi ma dwa sposoby nabiegania na rzut karny. Jeden z patrzeniem na bramkarza i wtedy nabiega powoli. Drugi bez patrzenia, gdy wszystko robi szybciej. Przy tym szybszym jest dużo łatwiej, bo zdecydowaną większość karnych strzela wtedy w lewy róg bramkarza i wysoko. Postanowiłem rzucić się tam, gdzie uderza najczęściej. 

Ale karny chyba bardzo miękki…

A tam! Jak mam bronić, to niech gwiżdżą!

Jako bramkarz lubisz takie mecze, gdy masz dużo roboty?

Nie! Nie! Ja jestem na to za stary, już mnie wszystko boli. Wolę jak nic się nie dzieje. Ale też akceptuję, że graliśmy dziś z zespołem, z którym nie jesteśmy na równym poziomie i nie jesteśmy w stanie grać na zero z tyłu. Było jasne, że w każdym meczu będą tworzyć sobie sytuacje bramkowe, więc dobrze by było, gdyby bramkarz był w formie. Dzisiaj na szczęście trafiło na dobrego Szczęsnego.

Piotrek Zieliński mówił nam, że trzeba zrobić jakąś zrzutkę na ciebie.

Nie mam nic przeciwko! Im więcej tym lepiej.

Plan zrealizowany, czas na marzenia

Tak szybko straconej bramki po wznowieniu gry pewnie w kadrze nie pamiętasz. 

To była bardzo niefajna bramka. Wiedzieliśmy, jaki jest wynik drugiego spotkania i chcieliśmy jak najdłuższej zachować zero z tyłu. Stracenie tego gola podcięło skrzydła i zabrało dużo pewności siebie. Ale no nic – najbardziej obchodzi mnie awans.

Ty miałeś dziś sporo udanych interwencji, a wśród nich obrona strzału z rzutu rożnego. 

To był Di Maria, nie spodziewałem się tego po nim. Niech w Juventusie zacznie tak strzelać. Powiem szczerze, że niefajnie by było, gdybym stracił gola z rogu, ale na szczęście nie musimy o tym teraz rozmawiać.

Jesteś w wybitnej formie. Kiedyś mówiłeś, że pomagały ci medytacje. Teraz coś jeszcze zmieniłeś?

Zmieniać nic nie zmieniałem. Straciłem dużo wagi, ale to chyba ze stresu, bo nie dlatego, że zmieniłem dietę i trening. No i na razie się dobrze czuję, czego rezultaty są na boisku.

Cztery dni dzielą nas od meczu z Francją. To jest czas, który wystarczy, by odmienić obraz drużyny?

Na pewno to, co pokazaliśmy dziś, nie starczy na Francję. Przyznam, że dziwne jest uczucie, kiedy gra się z myślą, że drobna porażka powinna wystarczyć do osiągnięcia celu. To troszkę cię hamuje w grze do przodu. Teraz wiemy, że nawet remis nie wystarczy… choć w sumie można próbować w karnych. Ale jakkolwiek wielką drużyną nie byłaby Francja, to duma nam nakazuje spróbować wszystkiego.

Faza grupowa to gra pod presją, by znów nie odpaść na tym etapie. Zeszło z was ciśnienie? Będzie więcej luzu?

Na pewno zeszło. Zdajemy sobie sprawę, jakim jesteśmy zespołem, jaka jest nasza klasa i gdzie zawieszony jest nasz szklany sufit. Bycie wśród szesnastu najlepszych zespołów na świecie jest dla nas wielką robotą. To było naszym planem. Plan został wykonany, teraz czas na marzenia.

Nieznany smak awansu okazał się zwyczajnym słodko-gorzkim. Mundialowy blog Olkiewicza #12
Grzegorz Krychowiak (L) i Artur Jędrzejczyk (P) - reprezentacja Polski

Rzadko w piłce nożnej zdarzają się rzeczy nieskazitelne. Każdy udany sezon zazwyczaj miewa słabsze momenty, czasem chwile zwątpienia, czasem chwile cierpienia. Każdy najmniejszy sukces zazwyczaj wykuwa się w bólach, jeśli nawet udaje się je zamaskować na boisku, to z pewnością wyjdą w pełni na materiałach z treningów. Nie ma drużyn idealnych, piłkarzy idelanych, partii idealnych.

Czytaj dalej…

Komentarze