Kylian Mbappe i bezdenna studnia. Mundialowy blog Olkiewicza #25

Kylian Mbappe
PressFocus Na zdjęciu: Kylian Mbappe

Wyrobi się jeszcze przed urodzinami. Kylian Mbappe 24 świeczki z urodzinowego tortu zdmuchnie jako dwukrotny medalista Mistrzostw Świata, a kto wie – może już jako dwukrotny triumfator najbardziej prestiżowego, najbardziej elitarnego i po prostu najważniejszego turnieju naszej planety. Od pierwszych minut meczu z Maroko było widać, że jedyną receptą na Mbappe jest gra na granicy przepisów. A i tak ostatecznie nie udało się go zatrzymać, zabrakło czasu i miejsca, by włożyć mu kij w rozpędzone szprychy. Wejście w tłok, między trzech, czterech obrońców Maroka, może nieco szczęśliwe końcowe zagranie, ale przecież wypracowane szaloną decyzją, kapitalnym prowadzeniem piłki, niebywałą bezczelnością. Ta asysta była jak podniesienie rękawicy, rzuconej dzień wcześniej rajdem Lionela Messiego. Ich pojedynek w finale to prawdziwe ukoronowanie tego, świetnego pod względami czysto piłkarskimi, turnieju. 

  • Kylian Mbappe już teraz ma wszystko, by aspirować do stanięcia w szeregu z Ronaldo i Messim
  • Zdobycie drugiego tytułu mistrzowskiego we własnej karierze to jedna kwestia, przekreślenie szans na ukoronowanie kariery Messiego mundialowym złotem – inny ważny aspekt
  • Przyszłość futbolu wydaje się ekscytująca – bo zawodnicy, którzy trafiali się raz na pokolenie, tym razem spotkali się we trzech na jednym turnieju

Messi vs Mbappe

Jakże przewrotnie można zapowiadać to starcie – król futbolu kontra ten, który ma przejąć po nim schedę. To oczywisty kontekst, zwłaszcza po obejrzeniu powtórek najważniejszych akcji w obu półfinałach. Lionel Messi, który bawi się, wręcz upokarza do tej pory najlepszego stopera mistrzostw. Kylian Mbappe, który wchodzi jak w masło pomiędzy kilku zawodników bodaj najsilniejszej formacji turnieju – bo obrona Maroka zrobiła bezsprzecznie największe wrażenie w stosunku do formułowanych przed turniejem oczekiwań. Nawet ta kolejność, dość symboliczna. Doświadczony mistrz, weteran, który wprost przyznaje, że to jego ostatni taniec, rzuca wyzwanie. Hejże, młody człowieku, ale czy potrafisz tak jak ja? Dzień później Mbappe wyzwanie przyjmuje – tak, jestem gotowy, by przejąć złoto i władzę nad miastem. 

Gdzie tu przewrotność? Cóż, to król jest tutaj postawiony pod ścianą. Przecież można bez trudu odpalić Wikipedię i zapowiedzieć ten pojedynek wagi ciężkiej w inny sposób. Syty, tłusty kot, obrońca tytułu, który wygrał już Mistrzostwo Świata i do finału podchodzi jako człowiek, który już dobrze zna ten smak. Po drugiej stronie błędny rycerz, dla którego Puchar Świata od lat jest obsesją, a jednocześnie – tym razem to już jego ostatnia szansa na triumf. Mbappe już wie, jak to jest. A co najdziwniejsze – może się dowiedzieć po raz drugi, w 2026 i 2030 po raz trzeci i czwarty, a przecież nie wydaje się jakimś kuriozum, jeśli pojedzie na Mistrzostwa Świata w 2034 roku, jako 36-letni nestor. Niemal rówieśnik… obecnego Leo Messiego. Messiego, który swoje dotychczasowe szanse albo zmarnował sam, albo zmarnowali mu je jego koledzy – z Gonzalo Higuainem na czele. 

To wszystko jest tak czarujące, tak prosi się o opisanie przez lepsze pióra niż to moje. Przecież to jeszcze koledzy klubowi. Obaj krytykowani przez kibiców – Kylian Mbappe za zwodzenie Realu Madryt i ostatecznie wybranie gotówki katarskich szejków w Paryżu miast klubu swych marzeń. Leo Messi – za zepsucie, może nie do końca z własnej winy, ale jednak: zepsucie historii o człowieku wiernym jednemu klubowi, od dzieciństwa po ostatnie mecze. Madryt pewnie nadal wzdycha do Kyliana. Katalonia tęskni za Leo. Duża część świata, nazwijmy to – konserwatywna w kwestiach piłkarskich, boleje, że dwie tradycyjne marki tak boleśnie ucierpiały z rąk “sztucznego” PSG. Dziś obaj grają w klubie napędzanym paliwami katarskich rafinerii. I o to najważniejsze trofeum zagrają w kraju swoich fundatorów. 

Ileż tu symboliki, jakie tu stłoczenie wątków wartych opisania. Bo przecież trafnie zauważa Janek Mazurek z Weszło w swoim wczorajszym tekście – sprawiedliwie po łzach Cristiano Ronaldo, świadomego, że jego kariera na zawsze pozostanie niedomknięta, pozbawiona tego jednego jedynego trofeum, byłoby zobaczyć łzy jego wielkiego konkurenta, postawionego w tej samej sytuacji. Szczególnie, że przecież właśnie Kylian Mbappe tym, ale i poprzednim turniejem udowadnia, że świat zawsze, bez wytchnienia, galopuje szybciej i szybciej. Wczoraj pisałem długi tekst o tym, jak trudno, jak boleśnie przebiegała nasza wspólna droga do zaakceptowania obalania pomników sprzed lat. Jak długo broniliśmy się przed przyznaniem, że Cristiano Ronaldo i Leo Messi obiektywnie kasują dorobek wszystkich mistrzów ubiegłego tysiąclecia. Utrzymują się na zdecydowanie trudniejszych szczytach przez wielokrotnie dłuższy okres niż utrzymywali się na swoich ówczesnych szczytach Pele, Maradona czy Cruyff. Czarują latami, dekadami. Jak to ujął Jorge Valdano – Messi przez kilka lat jest Maradoną z 1986 roku. Z tego, co giganci z przeszłości dostarczali w swojej najlepszej  wersji, obaj dzisiejsi giganci uczynili codzienność. Długo wydawało się, że będziemy ich wspominać przez dekady, z rozrzewnieniem, że kiedyś to było, teraz to już nie jest. Wydawało się, że ich rekordy pozostaną nietknięte, ich wpływ na futbol – trudny do zakwestionowania, niemożliwy do powtórzenia. 

A dziś? Przyłapałem się nawet dwie linijki wstecz – “obaj dzisiejsi giganci”. No właśnie. Obaj? Cristiano Ronaldo i Leo Messi panowali wprawdzie wspólnie, ale jednak – niepodzielnie. Kilkanaście lat duopolu, kilkanaście lat, gdy całą konkurencję mieli daleko za plecami. Zmieniali się na szczycie, Messi był tam dłużej, pewnie dochodził też do wyższego pułapu, ale jednak – mówiło się cały czas o dwóch bohaterach. Jak przeskakiwali Platiniego, Cruyffa, Besta, to we dwójkę, jak zaczęli być równani z Maradoną i samym Pele – to w duecie. Obaj też ostatecznie skończyli ponad wszystkim, co w przeszłości. 

Jeden krok od niepodważalności. Olkiewicz w środę #42
Lionel Messi (Argentyna)

Nigdy nie lubiłem oczywistych rozstrzygnięć – pewnie dlatego, że od dziecka kibicowałem ŁKS-owi, reprezentacji Polski, Interowi Mediolan, kurczę, nawet Orlando Magic w NBA. Nigdy nie lubiłem, jak ten najlepszy na końcu wygrywał, jak ci najbardziej lubiani po raz kolejny triumfowali. Nienawidziłem szczerze Barcelony Pepa Guardioli. Nieprawdopodobnie wkurzał mnie prymat Hiszpanów z lat 2008-2012. Wnerwiali Lakersi.

Czytaj dalej…

Ale co z Kylianem Mbappe, który już teraz zdaje się pokazywać – umiem to co wy. Już cztery lata temu, jako nastolatek, zdobył to, co być może i dla Messiego, i dla Ronaldo pozostanie nieosiągalne na zawsze. W indywidualnych rankingach już teraz zaczyna się dobierać do niektórych rekordów duetu CR-LM – tak jest choćby w klasyfikacji kanadyjskiej jeśli chodzi o fazy pucharowe mundiali. Ronaldo, który przeszedł do historii jako pierwszy zdobywca bramek na pięciu różnych mundialach, w klasyfikacji całościowej już jest za Kylianem. Mbappe ma 9 goli na dwóch turniejach, Ronaldo 8 na pięciu. Messi? Ma dwa gole więcej. I jest jedenaście lat starszy. Dużo mówi sam fakt, że wyniki Mbappe porównujemy z wynikami Ronaldo i Messiego. Nie mają po prostu sensu porównania wyników 23-letniego Mbappe z wynikami 23-letniego Ronaldo i 23-letniego Messiego. I co gorsza – nie mówimy tu przecież tylko o mundialach. 

W klasyfikacji strzelców w Lidze Mistrzów, Mbappe jest 19. w historii, przeskoczył już Morientesa, Puskasa, Mullera. Brakuje mu dziesięciu trafień, by znaleźć się w TOP 10. Czy zrobi to przed 25. urodzinami? Cóż, zastanawiam się, czy nie da rady tego zrobić w 2023 roku. 

Przy czym liczby to jest dodatek do obserwowania jego gry. Łączy w sobie te wszystkie najlepsze cechy – wczoraj wszedł dryblingiem między kilku rywali niczym Messi, ale ileż razy urywał się dzięki dynamice i przyspieszeniu, które bliźniaczo przypominały ruchy Ronaldo. Strzela. Asystuje. Drybluje. Potrafi błysnąć czarem, w końcu od lat u boku ma Neymara. 

To byłaby historia, prawda? Spędzamy pięć lat na dyskusjach – czy Messi i Ronaldo już dogonili dorobek Maradony i Pelego. Następne dziesięć lat spędzamy na dyskusjach, czy lepszy jest Messi, czy jednak Ronaldo. A finalnie na scenę wchodzi gość, który kolekcjonuje tytuły Pucharu Świata niczym Pele, ma dynamikę Ronaldo, kunszt Messiego, dorzuca do tego nieprawdopodobnie mocny zespół i w reprezentacji, i w klubie, a jednocześnie jeszcze nie skończył dwudziestego czwartego roku życia. 

Bardzo długo godziłem się z myślą, że żyję w czasach dwóch największych piłkarzy w historii futbolu. Bardzo chciałbym zostać postawiony przed myślą, że jednak w czasach trzech. 

Kto wie – może nawet ten trzeci okażę się z tego grona najlepszy.

Komentarze