652 dni – tyle czekał Milik na to, żeby znowu zagrać
Kto by się spodziewał, że w 79. minucie przy stanie (1:1) Luciano Spalletti, żeby walczyć o zwycięskiego gola, wpuści na boisku dwóch wracających po kontuzji zawodników. Takiego scenariusza nie przewidywał chyba nikt, ale jednak do niego doszło. Na mniej niż kwadrans przed końcem na murawę wszedł Arkadiusz Milik i Dusan Vlahović. Jeden czekał na to 652 dni, drugi tylko kilka miesięcy.
Z perspektywy polskiego kibica najważniejszy był oczywiście Arkadiusz Milik. 652 dni to blisko dwa lata – tyle czasu stracił nasz piłkarz przez ciągnące się za nim problemy zdrowotne. Miejmy nadzieję, że krótki, ale konkretny występ z Sassuolo to tylko początek drugiego życia sportowego dla 32-letniego zawodnika. Włoskie media w pomeczowych ocenach zrobiły wyjątek i dodały wzmiankę o Miliku, choć prawie nigdy nie oceniają graczy, którzy weszli z ławki pod koniec spotkania.
Wszystkie serwisy sportowe na Półwyspie Apenińskim wyróżniły moment, w którym Milik mógł zdobyć bramkę. Gdyby nie bramkarz Sassuolo powrót Polaka mógłby zostać zwieńczony golem. Pozostaje liczyć, że jeszcze w tym sezonie wpisze się na listę strzelców.
– Zasłużył na ocenę, ale tylko dlatego, że udało mu się wrócić po blisko dwóch latach. Był blisko zdobycia gola – pisze leggo.it.
– Wrócił. Dał o sobie znać w polu karnym i zmusił bramkarza Sassuolo do interwencji po świetnym strzale głową. Murić zaliczył cudowną interwencję – ocenia fantacalcio.it.
– Kto wie, może to naprawdę nowy początek – czytamy na łamach Calciomercato.
– Wrócił na boisko i to jest najważniejsza wiadomość. Był blisko gola, ale Murić niesamowice obronił jego strzał – pisze sportmediaset.it









