Beniaminkowie coraz mocniej wchodzą do ligi
Wraz z wzrastającym poziomem PKO Ekstraklasy, wzrasta także poziom beniaminków. To oczywiście system naczyń połączonych, mocniejsi pucharowicze oznaczają mocniejszą resztę stawki, a ta z kolei mocniejszą Betclic 1. ligi, a zatem także nowe ekipy. Doskonały przykład mamy już na początku tego sezonu, bowiem po sześciu rozegranych kolejkach liderem tabeli jest zespół Wisły Płock, na szóstym miejscu jest Bruk-Bet Termalica Nieciecza, a Arka Gdynia, choć najsłabsza, zajmuje miejsce nad strefą spadkową.
Warto jednak pochylić się nad konkretami dotyczącymi tych trzech drużyn. Nie jest bowiem tajemnicą, że wszystkie z nich mają nieco inne podejście do gry w Ekstraklasie i w czasie przygotowań, czy też transferów, postawiły akcenty na inne aspekty. Niemniej być może finalnie okaże się – a przynajmniej wiele na to wskazuje obecnie – że jeden z tych projektów może mieć olbrzymie problemy z utrzymaniem.
Beniaminkowie lepsi niż rok temu
Bardzo ciekawą statystyką jest spojrzenie na to, jak po sześciu meczach poprzedniego sezonu radzili sobie inni beniaminkowie. W poprzedniej kampanii status takiej drużyny miał GKS Katowice, Motor Lublin oraz Lechia Gdańsk. Kolejność nie jest przypadkowa, bowiem właśnie tak prezentowała się ona w tabeli po takim samym dystansie czasowym co obecnie.
Ważne jednak jest to, że wówczas GKS Katowice, jako najlepszy spośród nowych zespołów zajmował 9. miejsce z dorobkiem ośmiu punktów. Motor Lublin był 12. mając tylko sześć oczek, a Lechia Gdańsk zamykała stawkę z dorobkiem dwóch remisów. Tym samym można wprost stwierdzić, że obecnym beniaminkom idzie zdecydowanie lepiej i żaden z nich nie jest wyraźnym chłopcem do bicia.
W sumie po sześciu kolejkach sezonu 2024/25 ówcześni beniaminkowie mieli raptem 16 zdobytych łącznie punktów. Obecni mają ich aż 29.
Wisła Płock – przygotowanie na rywala daje lidera
Pierwsze podsumowanie gry beniaminków rozpoczniemy od zespołu, który do PKO Ekstraklasy awansował jako ostatni, ale obecnie jest pierwszy. Pierwszy w tabeli. Wisła Płock jako jedyna ekipa w lidze może pochwalić się brakiem porażki na swoim koncie w dotychczasowych meczach. To o tyle zaskakujące, że przecież Nafciarze mierzyli się z mocniejszymi od siebie – przynajmniej na papierze – ekipami jak Raków Częstochowa czy Legia Warszawa.
Wydaje się jednak, że wyniki płocczan nie są wynikiem przypadku, a bardzo dużej i ciężkiej pracy wykonanej przez Mariusza Misiurę i jego sztab. Nie da się bowiem jednoznacznie stwierdzić, że kadrowo jest to zespół optymalnie skrojony na coś więcej niż gra o spokojne utrzymanie w lidze, a jednak wiele wskazuje na to, że na dziś ten cel powinno udać się spokojnie zrealizować i być może pójść drogą podobną do Motoru Lublin z poprzedniej kampanii. W kwestii transferów wystarczy tylko przypomnieć, że w przerwie pomiędzy sezonami w Wiśle zmienił się dyrektor sportowy, a nowy, Radosław Kucharski dołączył do klubu 16 czerwca… na miesiąc przed startem ligi.
Mimo tego w tym czasie udało się przeprowadzić chyba kluczowy transfer, jakim było pozyskanie Marcina Kamińskiego. Bardzo duże było zaskoczenie, że były reprezentant Polski wylądował właśnie w Płocku, ale obecnie trudno sobie wyobrazić defensywę tego zespołu bez niego. Jednocześnie należy spojrzeć także na jego partnera z linii obronnej, a więc Andriasa Edmundssona, który jeszcze rok temu grał w 2. lidze. Dziś Farer jest ostoją defensywy i jednym z graczy, który ma najwięcej podań do przodu w całej lidze.
Nie jest więc przypadkiem, że według oficjalnych statystyk PKO Ekstraklasy, Wisła Płock ma trzeci najmniejszy wynik oczekiwanych straconych goli. Z kolei w ofensywie i w kreowaniu Nafciarze mają Daniego Pacheco, który jest kluczową postacią w tych elementach. Portugalczyk ma najwięcej kluczowych podań w lidze, co przekłada się jednak na tylko jedną asystę 34-latka. Poza tym właściwie w każdej drużynowej statystyce gracze Mariusza Misiury są w czołówce ligi, a to tylko potwierdza dobrą pracę wykonaną latem.
To, co dziś wydaje się największym zagrożeniem dla pomyślności drużyny z Płocka w Ekstraklasie to fakt, czy uda się utrzymać tę intensywność w kolejnych tygodniach, aż do końca kampanii. Wisła biega bowiem najwięcej w lidze, agresywnie podchodzi do rywala i przygotowuje się na grę z każdą drużyną osobno, co wymaga wielkiej pracy od sztabu.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza – oddać piłkę nie znaczy przegrać
Bruk-Bet Termalica Nieciecza na powrót do PKO Ekstraklasy przygotowywał się w zasadzie od momentu zatrudnienia Marcina Brosza. Doświadczony szkoleniowiec przychodził do klubu, aby ratować de facto Betclic 1. ligę, a finalnie po ponad roku pracy awansował z tym klubem do elity. I trzeba powiedzieć, że wejście do niej ma bardzo dobre.
Zespół Słoników to drugi, po Wiśle Płock, zespół, który robi coś, co zdaje się mieć znaczący wpływ na to, że udaje im się punktować. Chodzi mianowicie o fakt, że oddaje piłkę rywalom. Podopieczni trenera Brosza mają trzecie najniższe średnie posiadanie w lidze – wynosi ono 42,3 procenta. Tym samym to rywal zmuszony jest do prowadzenia gry, a Termalica nastawia się na kontratakowanie. Być może nie jest to najciekawszy i najładniejszy styl, ale pozwala wypełniać swoje obowiązki. Obecnie na koncie mają oni już osiem punktów i są bliżej strefy pucharowej niż spadkowej.
Wiele oczywiście w kwestii miejsca w tabeli może się jeszcze zmienić, ale wydaje się, że właśnie w tym elemencie tkwi klucz do utrzymania się w lidze. A więc dostosowanie się do rywala i poświęcenie swojej filozofii na poczet korzyści wynikowej. Przy dobrej jakości piłkarskiej daje to znakomite rezultaty, które widzimy.
W tej kwestii także należy pochwalić zespół z Niecieczy, bowiem latem – w przeciwieństwie do poprzednich podejść do Ekstraklasy – postawiono na bardzo mocne nazwiska, także te sprawdzone już w lidze. Chodzi m.in. o Rafała Kurzawę czy przede wszystkim Jesusa Jimeneza. To właśnie sprowadzenie byłego gracza Górnika Zabrze, którego Marcin Brosz doskonale zna, należy uznać za jeden z najważniejszych ruchów klubu. 31-latek w pięciu meczach zdobył dwa gole i co ciekawe, oba miały miejsce w pierwszych minutach spotkania.
Warto w kontekście ofensywy niecieczan docenić także stałe fragmenty gry, który są niezwykle groźne. Doskonale wykonuje je Damian Hilbrycht, dla którego jest to debiutancki sezon w PKO Ekstraklasie, choć ma już 27 lat. To właśnie danie również szansy takim graczom jak Miłosz Mleczko czy wspomniany Hilbrycht powoduje, że bardzo ciekawie patrzy się na ten projekt Marcina Brosza.
Arka Gdynia – ofensywny marazm i problemy defensywne
Zespół z Gdyni zatrudniając Dawida Szwargę podjął bardzo ryzykowny ruch, bowiem ofensywny futbol trenera Tomasza Grzegorczyka został zastąpiony przez dość pragmatyczną szkołę byłego szkoleniowca Rakowa Częstochowa. Taka decyzja miała jednak także swoje dobre strony, bowiem młody szkoleniowiec w przeciwieństwie do swojego poprzednika doskonale znał ligę i grę o najwyższe cele.
Początek sezonu Arki nie jest jednak zbyt obiecujący, ale przede wszystkim wydaje się, że nie trener jest tu problemem, choć zapewne także swoje za uszami ma. Na dziś po prostu trudno przyznać, że jego podopieczni nie mają wystarczająco jakości, aby grać w Ekstraklasie. Szczególnie dotyczy to ofensywny, gdzie zespół najmocniej kuleje. Do tej pory udało się zdobyć raptem cztery gole, co jest drugim najsłabszym wynikiem w lidze.
Nie jest to jednak dzieło przypadku, albo tego, że bramkarze w starciu z drużyną z Trójmiasta są w wybitnej formie. Arka generuje drugie najsłabsze xG po Piaście Gliwice. Średnia oczekiwanych goli w tym sezonie to raptem 3,43, a w przeliczeniu na mecz daje to 0,57, co jest już najsłabszym wynikiem w lidze. Arka oddaje także najmniej strzałów w lidze i średnio raptem 2,3 celnego uderzenia na mecz. Trudno więc z takim działem kreacji i finalizacji na boisku znajdować się wyżej, niż na 15. miejscu w tabeli PKO Ekstraklasy.
Pozycja gdynian jest absolutnie zasłużona, gdy spojrzymy jeszcze na jeden aspekt, równie kluczowy – defensywę. Oficjalne statystki Ekstraklasy wskazują jednoznacznie, że gdynianie mają jedną z najsłabszych linii obronnych w lidze. Liczba oczekiwanych straconych goli wynosi 10,78. Dla porównania w przypadku Wisły Płock jest ona równa 3,62, a Termaliki 9,39. I choć do tej pory stracili tylko osiem, czyli mniej, niż według algorytmu powinni, to pokazuje to, że zespół dopuszcza rywali do sporej liczby klarownych sytuacji strzeleckich, przy czym sam ma problem z wykreowaniem sobie takich okazji.
Wydaje się więc, że poprawienie gry ofensywnej, a być może po prostu sprowadzenie jeszcze nowego gracza do tej formacji, jest jednym z priorytetów obecnie Dawida Szwargi i całego sztabu Arki Gdynia. To właśnie w polityce transferowej, szczególnie względem innych beniaminków, należy upatrywać sporych powodów obecnej sytuacji zespołu. Trudno będzie bowiem mając problem ze zdobywaniem goli utrzymać się w lidze na kolejny sezon.
Zobacz także: Borek dosadnie podsumował duży transfer. Legia ma z nim problem