REKLAMA
REKLAMA

Nawet warzywo strzeliło gola Gibraltarowi, ale to nie powód do euforii

dodał: Łukasz Pawlik  |  źródło: Goal.pl  |  09.09.2015 00:25
Za podopiecznymi Adama Nawałki dwa wrześniowe mecze w ramach eliminacji do mistrzostw Europy. Po starciu z Niemcami cały nasz piękny kraj obiegło zadowolenie, jakby "Orły Nawałki" przynajmniej wywalczyły awans do kontynentalnego czempionatu. Podobna euforia zapanowała po meczu z Gibraltarem. My jednak pozwolimy sobie stonować nieco te optymistyczne nastroje.

W meczu Niemcy - Polska podobać się mogło oczywiście zaangażowanie naszego zespołu. Jednak już nawet u młodych adeptów futbolu trenerzy z uporem maniaka powtarzają, że na boisku potrzebna jest walka i duża operatywność na boisku.

Tymczasem w meczu z Gibraltarem wygraliśmy i chwała za to Biało-czerwonym. Bez wątpienia trzeba się z tego cieszyć, bo mieliśmy z tym zespołem więcej do przegrania niż do wygrania. Jednak nie można przeszacowywać tej wygranej. Chociaż czasem zrobienie czegoś, czego wszyscy oczekują, jest trudniejsze niż może się wydawać. Wiadomo, że drużyny z wyższej półki samą nazwą nierzadko wzbudzają w zawodnikach dodatkową mobilizację. Natomiast w potyczkach z "piłkarskimi kopciuszkami" często w głowy piłkarzy wkrada się roztargnienie i rozluźnienie. Niestety taki stan rzeczy miał miejsce w poniedziałek.

Strach i niepokój schowany do kieszeni

Mecz z Niemcami dał odpowiedź na to, że nasz zespół nie drży na myśl o tym, że gra z zespołami wyżej notowanymi. Zawodnicy pod wodzą Adama Nawałki są świadomi swoich umiejętności. Zdają sobie oczywiście sprawę z tego, że piłkarsko są gorsi od niektórych graczy, co potwierdza wypowiedź Kamila Grosickiego o Ilkayu Gündoğanie, który przyznał, że nigdy nie grał przeciwko tak uzdolnionemu zawodnikowi. Niemniej oddać polskim piłkarzom trzeba, że tworzą monolit jako drużyna. Można spokojnie stwierdzić, że gdyby "Orłom Nawałki" przyszłoby zmierzyć się teraz z Holandią, to zdemolowaliby tę drużynę jak Gibraltar.




Fabian prezentował się jak na Łabędzia przystało

Analiza gry takich graczy jak Grzegorz Krychowiak, czy Robert Lewandowski, jest w sumie potrzebna jak dziura w moście. Są to obecnie zawodnicy, którzy wyjazdu na Euro mogą być pewni. Natomiast objawianiem ostatnich meczów na pewno jest Łukasz Fabiański. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że to jedyny Łukasz, który stanął na wysokości zadania w ostatnich spotkaniach grupy D. Wiadomo, że totalnie zawiódł obrońca Borussii Dortmund. Gracz z epizodem w Arabii Saudyjskiej na pewno też nie jest mocnym punktem dla zespołu, jak wielu by chciało. Z kolei Lukas Podolski po ostatnich złych czasach musi się odbić od dna.

Twitter o meczu Niemcy - Polska >>


Tymczasem golkiper Swansea prezentował się między słupkami w dwóch ostatnich spotkaniach reprezentacji bardzo dobrze. Prezentował luz, który do tej pory kojarzony był ze skoczni narciarskiej z Janem Ziobro. Widać, że dzięki swoim dobrym występom nabrał większej pewności siebie i to wychodzi mu na dobre. Swoją drogą fajnie, że przynajmniej o pozycję bramkarza nasza kadra bać się nie musi, bo na czterech powołanych golkiperów wszyscy są pierwszymi bramkarzami w swoich klubach. Z pozostałymi pozycjami w naszej drużynie nie jest już tak dobrze.

Minusem atak pozycyjny i być może stałe fragmenty gry

To, co wciąż kuleje w grze naszego zespołu, to atak pozycyjny. Czasem można odnieść wrażenie, że to tak truudne dla polskich piłkarzy jak bycie poważanym dla kabareciarzy. Fajnie, że opanowaliśmy grę z kontry, którą imponował również zespół dowodzony swego czasu przez Jerzego Engela. Jednakże, jeśli zagramy już na Euro we Francji – trudno sobie wyobrazić, aby było inaczej – taka gra nie wystarczy. Czasy, gdy taką grą wygrywała mistrzostwo Europy piłkarska reprezentacja Grecji, raczej minęły. Wystarczy spojrzeć na zwycięzców ostatnich wielkich imprez, czyli Hiszpanię, Niemcy, Wybrzeże Kości Słoniowej, czy ostatnio na Copa America Chile.

Kopciuszek pyskował, czyli Twitter o meczu Polska - Gibraltar >>


Prócz dobrej gry z kontry imponowaliśmy według wielu obserwatorów kapitalną grą przy stałych fragmentach gry. Mowa o grze w ofensywie i za przykład warto podać starcie Polaków w Gruzji. Wyraźnym adwersarzem tej tezy był Janusz  Wójcik, który bez owijania w bawełnę wyznał, że gole po rzutach rożnych, czy rzutach wolnych padały głównie po błędach rywali i były następstwem przypadków. Niestety ostatnie spotkania nie dały żadnej odpowiedzi w tej kwestii, co też dobrze nie wróży.

Dopóki piłka w grze...

Ogólnie fajnie, że mamy na swoim koncie 17 punktów po ośmiu spotkaniach w grupie D eliminacji do Euro 2016. Aczkolwiek nie ma się czym podniecać. Mamy w swojej grze dużo do poprawy i znając selekcjonera Adama Nawałkę, polskich piłkarzy czeka na kolejnym zgrupowaniu duża reprymenda, dodajmy, że jak najbardziej słuszna. Przed nami dwa ciężkie boje ze Szkocją i z Irlandią. Po tym pierwszym meczu powinno się wszystko wyjaśnić, ale lepiej nie zapeszać. Dobre nastroje należy tonować, bo plusy nie mogą przysłaniać minusów, a tych w grze naszego zespołu trochę było i widocznych i to nawet bez okularów.




Postscriptum

Aby koniec był optymistyczny, to warto poświęcić również kilka pochlebnych słów Maciejowi Rybusowi oraz Bartoszowi Kapustce. Pierwszy wskoczył na lewą obronę jak kot na płot, który ani myśli z niego schodzić. Drugi zaliczył natomiast lepszy debiut niż pierwszy kurs Pendolino na linii Katowice-Warszawa. Warto jednak przypomnieć, że Dariusz Dziekanowski również zaliczył udany pierwszy mecz w koszulce z orzełkiem na piersi w spotkaniu z Maltą, a potem nie pojechał na mistrzostwa świata w Hiszpanii, które miały miejsce w 1982, co przypomniał na Twitterze trener Czesław Michniewicz. Oby z piłkarzem Pasów nie było tak samo.




Łukasz Pawlik






OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 1 komentarz

sortowanie: rosnąco | malejąco

Luis Garcia | 09.09.2015 11:45

Poza bramką, to o występie Kapustki nic dobrego w zasadzie napisać nie można... Prowadzenie piłki czy podanie miał takie, jakby w piłkę nigdy nie grał...



goal.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy