Ruch Chorzów naciskał, ale Lechia Gdańsk przetrwała pierwszą połowę
Ruch Chorzów w piątkowy wieczór mierzył się z Lechią Gdańsk w meczu, który powszechnie uznawano za hit rundy na zapleczu PKO BP Ekstraklasy. Obie ekipy spotkały się ze sobą po raz pierwszy od 10 lat. Ciekawostką jest natomiast fakt, że po raz pierwszy od 1963 roku obie drużyny ponownie rywalizowały ze sobą w Kotle Czarownic.
W pierwszych trzech kwadransach rywalizacji obie ekipy nie stworzyły jednak wybornego widowiska. Sytuacji strzeleckich było jak na lekarstwo, a celne próby można było policzyć na palcach jednej ręki. Ostatecznie w pierwszej połowie dwa razy Ruch zdołał zmusić golkipera Lechii do interwencji.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Jedyny celny strzał w pierwszej połowie miał miejsce w 23. minucie. Nikodem Leśniak-Paduch próbował zaskoczyć Szymona Weiraucha. Bramkarz gości stanął jednak na wysokości zadania i skutecznie zatrzymał próbę zawodnika Niebieskich. Na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis.
Tymczasem w 37. minucie bliski szczęścia był Daniel Szczepan. Napastnik gospodarzy oddał groźny strzał głową, ale tym razem Lechię uratował słupek. Piłka nie znalazła zatem drogi do siatki, a kibice zgromadzeni na trybunach SuperAuto.pl Stadionu Śląskiego wciąż musieli czekać na pierwszego gola.
Ostatecznie żadnej z drużyn nie udało się otworzyć wyniku przed przerwą. Po pierwszych 45 minutach Ruch remisował z Lechią. Mimo że jeszcze w samej końcówce pierwszej części gry swoją okazję miał Szymon Szymański. Na drodze kapitana Chorzowian stanął jednak Weirauch, popisując się świetną obroną.
Max Pawłowski bohaterem Niebieskich
W drugiej połowie również nie brakowało okazji do zdobycia bramki. Swoją próbę podjął Patryk Szwedzik. Ofensywny zawodnik Niebieskich nawet dwukrotnie zatrudnił bramkarza rywali. Żadna z tych prób nie przyniosła jednak efektu w postaci gola, ponieważ Szwedzikowi nie udało się skierować piłki do siatki.
Tymczasem goście po raz pierwszy poważniej zagrozili bramce 14-krotnego mistrza Polski dopiero po ponad godzinie gry. Artur Shakh był bliski strzelenia gola w 63. minucie, ale na posterunku był Jakub Wrąbel, który nie dał się pokonać i skutecznie zatrzymał próbę zawodnika Lechii.
W końcówce po stronie Chorzowian znów wyróżnił się Szwedzik, ale efekt był podobny jak wcześniej. Lechia również miała swoją szansę, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po próbie Jakuba Adkonisa piłka minęła jednak bramkę Ruchu.
Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem, to w doliczonym czasie gry bramkę zdobył debiutant w szeregach gospodarzy Max Pawłowski. Tym samym Ruch wygrał rzutem na taśmę. W następnej kolejce Niebiescy zmierzą się ze Stalą Rzeszów. Z kolei Gdańszczan czeka starcie z Pogonią Siedlce.
Ruch Chorzów – Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
1:0 Max Pawłowski 90+7′








