Siedem rzeczy, które wiemy przed zgrupowaniem reprezentacji Polski

Reprezentacja Polski rozpoczęła wrześniowo-październikowe zgrupowanie. W najbliższym czasie czekają nas cztery mecze w ciągu jedenastu dni. Goal.pl sprawdza, co wiemy o kadrze przed Ligą Narodów.

Piłkarze reprezentacji Polski
Obserwuj nas w
Maciej Rogowski / Alamy Na zdjęciu: Piłkarze reprezentacji Polski

Reprezentacja Polski, czyli dobro narodowe nas wszystkich. Nieważne, czy ktoś się zna na piłce, czy nie, czy regularnie ogląda mecze, czy nie, ale zawsze, gdy grają Biało-Czerwoni przed telewizorem gromadzą się miliony Polaków. Nasza kadra polaryzuje społeczeństwo. Jedni ją kochają mimo wszystko, inni demonizują. Niemniej jest w niej coś magicznego, że przyciąga każdego bez względu na okoliczności.

Na przełomie września i października będzie jej nawet nadmiar, ponieważ zobaczymy nie dwa, a aż cztery mecze naszych orłów. W fazie grupowej dywizji B Ligi Narodów podopieczni Jana Urbana zmierzą się ze Szwecją, Rumunią i dwa razy z Bośnią i Hercegowiną. W poniedziałek (21 września) kadrowicze zebrali się w hotelu Double Tree by Hilton w Warszawie. We wtorek (22 września) odbędzie się pierwszy trening na obiektach KS Zwar, a następnie konferencja prasowa. Pierwsze spotkanie Biało-Czerwoni rozegrają w najbliższy piątek z Bośnią i Hercegowiną na PGE Narodowym.

REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie

Jest to pierwsze zgrupowanie drużyn narodowych po Mistrzostwach Świata, na których reprezentacji Polski oczywiście nie było. Z racji tego, że to pewnego rodzaju nowe otwarcie, sprawdzamy, co obecnie wiemy przed startem zgrupowania. Zebraliśmy siedem punktów, które warto mieć na uwadze.

Lewandowski gra, ale następcy nie widać

Punkt pierwszy, a być może nawet najważniejszy, czyli obecność Roberta Lewandowskiego na zgrupowaniu. 38-latek po nieudanych dla nas barażach o awans na mundial zastanawiał się nad dalszą grą z orzełkiem na piersi. Kibice oraz eksperci wyczekiwali miesiącami na decyzję kapitana. Paradoks całej sytuacji jest taki, że oficjalnie nikt nie poinformował, czy Lewandowski zostaje na dłużej, czy kończy po Lidze Narodów. Niemniej brak decyzji, to też jakaś decyzja. Na ten moment jest. Po prostu. I z tego polski kibic powinien się cieszyć. Trudno mi wyobrazić sobie reprezentacje bez niego.

Lewandowski gra, ale następcy nie widać. Fakt, że w końcu powie dość jest nieunikniony. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma kim go zastąpić. Nie mamy i jeszcze długo mieć nie będziemy piłkarza na pozycji numer dziewięć o takiej klasie jak Lewandowski. Ktoś go jednak musi zastąpić albo przynajmniej spróbować. W blokach startowych czeka Karol Świderski i Adam Buksa, czyli dwaj etatowi kadrowicze z przeszłości. Cały czas są także Krzysztof Piątek i Arek Milik, ale ich sytuacja sportowa jest – łagodnie mówiąc – trudna. W czerwcu pojawiło się dwóch nowych piłkarzy, czyli Mateusz Żukowski i Karol Czubak. O ile ten pierwszy przebił się w kadrze, bo dostał kolejną szansę i powołanie na trwające zgrupowanie, tak gracz Motoru Lublin został lekko z tyłu, gdy Jan Urban zakomunikował, że trochę mu brakuje do poziomu reprezentacji Polski. Sprawdzony miał zostać Adrian Benedyczak, ale niefortunnie doznał kontuzji, przez co ominie go szansa na debiut z orzełkiem na piersi.

Kandydatów do zastąpienia Lewandowskiego jest więc kilku, ale żaden z nich nie jest Lewandowskim i nim nie będzie. Po jego odejściu będzie nam bardzo trudno. Na dziś nie zostaje nic innego, jak po prostu cieszyć się występami piłkarza Chicago Fire, bo nie wiemy, ile jeszcze ich będzie.

Kto „jedynką” w reprezentacji? Grabara odpadł na starcie

Jan Urban zapowiedział, że rywalizacja o miano pierwszego bramkarza reprezentacji Polski jest otwarta. Przystąpić miało do niej zwłaszcza dwóch zawodników: Kamil Grabara i Marcin Bułka. Tak się złożyło, że golkiper Juventusu pechowo doznał kontuzji i to dość poważnej. Zerwanie więzadła krzyżowego oznacza kilkumiesięczną przerwę. Niewykluczone, że 26-latek straci cały sezon, a do gry wróci dopiero latem przyszłego roku.

Co to oznacza dla reprezentacji? Na pewno problemy, ponieważ w porównaniu do poprzednich lat dziś między słupkami nie mamy kłopotu bogactwa. Wygląda na to, że Skorupski z racji wieku został lekko na uboczu, a selekcjoner szuka wśród młodszych. Awaryjnie w miejsce Grabary powołany został Bartłomiej Drągowski. Na zgrupowaniu będzie również Mateusz Kochalski. Pytanie tylko, czy ktoś z nich ma szanse zagrozić Bułce i stać się „jedynką”. Druga kwestia to umiejętności. Na dziś Bułka jest o klasę lepszym bramkarzem niż Drągowski i Kochalski. Na pytanie „kto jedynką w reprezentacji?” odpowie Liga Narodów. Plan jest taki, że w nadchodzących czterech meczach każdy z bramkarzy dostanie swoją szansę.

Debiutanci w kadrze Jana Urbana

Opinia publiczna domagała się powołania młodych zawodników, co miało na celu odmłodzić reprezentację, a także dać szanse tym, którzy się wyróżniają. Wśród powołanych znalazło się trzech debiutantów: Wojciech Mońka, Wiktor Nowak i Adrian Benedyczak. Tego ostatniego ze względu na kontuzje zastąpił inny debiutant – Marcel Reguła. Po części można więc powiedzieć, że kampania medialna przyniosła korzyści, a selekcjoner postawił na młodych.

Warto mieć na uwadze również, że w kadrze znalazł się także Kacper Potulski, który debiutował z orzełkiem na piersi w czerwcu. Zaprezentował się na tyle dobrze, że znów zasłużył na szanse. Urban stawia na nowych graczy, odkąd przejął stery w kadrze i to trzeba docenić. Za jego kadencji w seniorskiej reprezentacji Polski zadebiutowało już dziesięciu zawodników (Wiśniewski, Ziółkowski, Pyrka, Rózga, Pietuszewski, Wójcik, Żukowski, Czubak, Wojtuszek i Potulski). Debiutanckie powołanie otrzymał także Kryspin Szcześniak, choć nie pojawił się na boisku w żadnym meczu. Dodając do tego grona Mońkę, Regułę i Nowaka wychodzi nam czternastu nowych zawodników, którzy pojawili się pierwszy raz w kadrze za kadencji 64-latka.

Pierwszy skład bez zmian, rotacje wśród rezerwowych

Powoływanie nowych zawodników, a ich wpływ na grę kadry, to jednak dwie różne rzeczy. Trzon reprezentacji za kadencji Jana Urbana jest praktycznie taki sam od początku. Zmiany w wyjściowej jedenastce są kosmetyczne i zależą od rywala lub stanu zdrowia zawodników. Z zawodników, którzy debiutowali u Jana Urbana tylko dwóch graczy jest tak naprawdę rozpatrywanych do wyjściowej jedenastki – Przemysław Wiśniewski i Oskar Pietuszewski. I tak uważam, że to dobry wynik. Nie ma sensu zmieniać wszystkiego na raz. Spokojna i przemyślana przebudowa reprezentacji to lepsze rozwiązanie niż nagła wymiana ponad połowy składu. Cieszy fakt, że nawet jeśli zmiany w powołaniach są tylko wśród zawodników „rezerwowych”, to do tej pory wszyscy nowi gracze otrzymywali szanse, żeby pokazać swoje umiejętności. Faktem jednak jest, że nie każdy dostał tyle samo minut.

Nie ma Czubaka, ale jest Świderski

Przy tym punkcie musimy poniekąd wrócić do wątku Roberta Lewandowskiego i jego następcy. Wiadomo, że 38-latek nie zagra we wszystkich czterech meczach od deski do deski. Kibice i eksperci byli wręcz przekonani, że powołanie otrzyma Karol Czubak. Napastnik Motoru Lublin zadebiutował w kadrze w czerwcu, ale zagrał dosłownie minutę, może dwie. W powołaniach była jednak niespodzianka, ponieważ 26-latka zabrakło na liście.

Urban tłumaczył to mniej więcej tak, że jest różnica pomiędzy Ekstraklasą, a reprezentacją. Jego zdaniem Czubak nie jest jeszcze na poziomie reprezentacji. Choć jednocześnie podkreślił, że ma nadzieje, że piłkarz nadal będzie strzelał bramki i udowodni mu, że się pomylił.

Nie ma Czubaka, ale jest Świderski. No właśnie… Karol Świderski. Ciężki temat obecnie, bo były piłkarz m.in. Charlotte, PAOK-u, Panathinaikosu czy Hellasu kompletnie zawodzi w Ekstraklasie. W rozgrywkach ligowych ma tylko jednego gola, a Czubak dla porównania strzelił ich pięć w zdecydowanie słabszym klubie. Niemniej jednak selekcjoner ufa bardziej 29-latkowi. Nie ma co się temu dziwić. Świderski w przeszłości zapracował na takie zaufanie. Zawsze, gdy dostawał szanse występu z orzełkiem na piersi, oddawał tej reprezentacji całe serce. Czasem nie forma czy skuteczność w klubie są najważniejsze.

Liga Narodów to nie poligon doświadczalny

Eksperci i kibice mówią wprost – celem na Ligę Narodów jest sprawdzić młodych i awansować do dywizji A. Wydaje się, że po części z takiego samego założenia wychodzi Jan Urban. Selekcjoner podczas śniadania prasowego z dziennikarzami wprost mówił, że wynik będzie najważniejszy. „Nie jesteśmy w takiej sytuacji, że przyjechaliśmy z mistrzostw świata i możemy szukać teraz nowych rozwiązań, traktując Ligę Narodów jako poligon. Tak się nie stało, nie było nas na mundialu. Musimy poważnie potraktować Ligę Narodów. Jest to również ścieżka prowadząca do mistrzostw Europy. Jeśli nie będzie nam dane dostać się bezpośrednio z eliminacji, to tutaj jest pewna możliwość” – mówił Urban, cytowany przez Eurosport.

Jedno nie wyklucza drugiego, ponieważ selekcjoner zdaje sobie sprawę, że młodych graczy musi sprawdzić. Jeśli uda mu się połączyć wszystkie rzeczy, będzie fantastycznie. Nie możemy także zapominać o plotkach, jakie krążą w mediach. Od dawna sugeruje się, że Jan Urban gra o posadę w Lidze Narodów. Jeśli te doniesienia pokrywają się z rzeczywistością, to jest to kompletna głupota. Fakt jest taki, że Liga Narodów to nie są rozgrywki, z których należy wyciągać jakiekolwiek daleko idące wnioski. Jesteśmy w fazie transformacji, drużyna się zmienia, są nowe twarze, więc potrzebny jest czas, aby wypracować pewne rzeczy. Jeśli będziemy zmieniać selekcjonerów, bo potknęła nam się noga w turnieju towarzyskim, to jesteśmy piłkarsko na poziomie zarządzającym na kompletnym dnie. Uzbrójmy się w odrobinę cierpliwości, bo żeby zbierać plony, najpierw trzeba coś zasiać.

Oni w przyszłości mogą zagrać w reprezentacji Polski

Już dawno nie mieliśmy takiej sytuacji, żeby do drzwi reprezentacji Polski pukało tylu młodych zawodników. Oprócz obecnych, którzy zostali powołani lub dowołani, czyli Mońka, Nowak i Reguła czeka jeszcze kolejka chętnych. Jest Bartosz Mazurek, który robi furorę w Slavii Praga. Jest Michał Gurgul i Antoni Kozubal z Lecha Poznań. Wymienić przecież jeszcze można Oskara Kubiaka, Kacpra Dudę, Jakuba Krzyżanowskiego czy nawet Brighta Ede grającego w La Liga. Warto wspomnieć o Oskarze Pietuszewskim, który w listopadzie z pewnością wróci do kadry, gdy złapie rytm meczowy i stabilną formę.

O ile kiedyś mogliśmy się martwić, że nie mamy zbyt utalentowanego pokolenia młodych zawodników, tak teraz niespodziewanie zrobił się mały wysyp piłkarzy o dużym potencjale. Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy dostanie szanse od razu. Zmiana pokoleniowa też potrzebuje czasu.

Tylko u nas