Kosecki: Lewandowski w Chicago Fire? Nie mam żadnych wątpliwości! [NASZ WYWIAD]

Weekendowa wizyta Roberta Lewandowskiego w Chicago odbiła się szerokim echem w piłkarskim świecie. Czy jednak faktycznie "Lewy" powinien przyjąć ofertę amerykańskiego klubu? Roman Kosecki, były gracz "Strażaków", wywiadzie dla goal.pl odpowiada wprost.

Robert Lewandowski (FC Barcelona - Real Betis)
Obserwuj nas w
Associated Press/ Alamy Na zdjęciu: Robert Lewandowski (FC Barcelona - Real Betis)

Polak znów gwiazdą w tym klubie?

Robert Lewandowski przypomniał o sobie piłkarskiemu światu wybierając się na rekonesans do Chicago. A konkretnie do klubu Chicago Fire. Wprawdzie nie oznacza to jeszcze transferu, ale na pewno Amerykanów trzeba w tej historii traktować poważnie.

Tym bardziej, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że „Lewy” nie ma obecnie wielu innych ofert. Wprawdzie wciąż spekuluje się o możliwym transferze do Arabii Saudyjskiej, ale o to wcale nie musi być tak łatwo, co niedawno tłumaczył nam jeden z najlepszych saudyjskich dziennikarzy sportowych.

Wracając jednak do Chicago. Jak się okazuje, orędownikiem tego transferu jest na przykład Roman Kosecki, który ten klub zna doskonale. Legendarny piłkarz w rozmowie z goal.pl wytłumaczył, dlaczego ucieszyłoby go przejście rodaka do MLS.

Pierwszego gola strzelił Kosa

Piotr Koźmiński, goal.pl: Przyjęcie oferty Chicago Fire byłoby dobrym posunięciem ze strony Roberta Lewandowskiego?

Roman Kosecki, były gracz Legii Warszawa, Galatasaray Stambuł, Osasuny Pampeluna, Atletico Madryt, FC Nantes, Montpellier, Chicago Fire:

Nie mam żadnych wątpliwości, że tak! To byłby bardzo fajny ruch. Od dawna mówię, że na koniec kariery MLS byłaby dla Roberta wręcz idealna. Tam się fajnie żyje, Amerykanie uwielbiają zwycięzców. A takim przecież jest Robert. Jeśli jest dobra oferta, za dobre pieniądze, to byłby to według mnie dobry wybór.

Owszem, mówi się też o tej Arabii Saudyjskiej, tyle że tam jest zupełnie inny styl życia. Wiadomo, że oni mogliby spełnić wszelkie zachcianki Roberta, ale generalnie pod względem funckjonowania nie ma co porównywać. Ameryka to Ameryka.

Poza tym timing. Mamy teraz mistrzostwa świata w USA, więc według mnie znów będzie duży boom na soccer w tym kraju. Robert dobrze by się więc wstrzelił.

Chicago Fire nie ukrywało jak bardzo się stara o Lewandowskiego. O pana też tak zabiegali?

To były zupełnie inne czasy, ale też było przyjemnie. W 1994 roku również były tam mistrzostwa świata, niedługo potem powstało Chicago Fire. Miałem przyjemność strzelić pierwszego, historycznego gola dla tej drużyny w MLS. Choć największą gwiazdą był wtedy Piotrek Nowak. To pod niego budowany był zespół. A ja, Lubos Kubik i Jurek Podbrożny staraliśmy mu się pomagać.

Na tyle skutecznie, że wygraliście mistrzostwo MLS.

A nawet mistrzostwo świata.

Świata?!

Kiedy wracaliśmy ze zwycięskiego finału pilot samolotu powitał nas na pokładzie słowami: witam mistrzów świata w soccera. Wie pan jak to jest. Dla Amerykanów mistrzostwo NBA, NHL czy baseballa jest równoznaczne z mistrzostwem świata w tej dyscyplinie. I pilot nas też pod to „podciągnął”. A w tamtym roku zgarnęliśmy też puchar.

Chicago to bardzo ładne miasto

A Chicago jako miasto? Barcelona to raczej nie jest. Choćby klimatycznie…

Chicago to bardzo ładne miasto! Są fajne tereny na jeziorem, jest świetne downtown. Można popływać jachtem po jeziorze, jest mnóstwo miejsc, żeby fajnego grilla zrobić. Knajpy? Do wyboru, do koloru. Chińskie, amerykańskie, włoskie. Niczego by tu Robertowi i jego rodzinie nie brakowało.

Ale podobno mocno wieje…

Wieje, nie wieje… No klimat jest jaki jest, porównywalny do tego co mamy w Polsce. Zimą potrafi zmrozić, ale generalnie tam jest naprawdę w porządku. I jeszcze jedno. W Chicago naprawdę jest co robić.

Pamiętam, że bywałem na meczach Chicago Bulls, z Jordanem, Pippenem i Rodmanem. Czasem człowiek poszedł na hokej czy jeszcze inny sport. W Ameryce pod tym względem naprawdę jest co robić. Dlatego jeszcze raz: uważam, ż przejście do Chicago Fire byłoby dobrym ruchem ze strony Roberta.

W tym kontekście sporo się mówi o tym, że przyjście Lewandowskiego mocno pobudziłoby polonię, że frekwencja wśród Polaków na meczach Chicago mocno by podskoczyła. Rzeczywiście ma to znaczenie, czy ta emigracja już się mocno wtopiła?

Ja wspomnienia z polonią mam bardzo dobre. Rodacy chętnie przychodzili na nasze mecze, nie tylko te domowe. Wprawdzie część po dwóch miesiącach pobytu w USA już nieco zapominała polskiego, mówili „you know, you know”, ale to nic strasznego (śmiech). Na pewno część Polaków wróciłaby na trybuny, chociaż teraz to różnie tam wygląda.

I tu musimy wejść na teren polityki. Bo słyszy się, że trochę tych imigrantów, którzy przebywają na terenie USA nielegalnie, zostało wyłapanych. A przecież nie każdy Polak ma ten pobyt zalegalizowany. Niektórzy więc mogą się teraz mniej chętnie przemieszczać. Ale tak generalnie to na pewno takie przybycie Lewandowskiego by ich zmobilizowało pod kibicowskim względem.

Hymny muszą być głośno

To jeszcze na koniec słówko o mundialu. Mówił pan w wywiadzie dla sport.pl, że ogląda pan wszystkie mecze. To aktualne, czy po kilku nocach pan „padł”?

Nie ukrywam, że czasem w nocy już oko „ucieknie”. Ale na dźwięk gola budzę się od razu (śmiech). Natomiast człowiek ma już 60 lat, więc trochę trzeba się oszczędzać. Natomiast co do hymnów, które uwielbiam słuchać, to jest cały czas jak już mówiłem. Głośno, nawet o trzeciej w nocy. Sąsiad dalej wali w ścianę, ale trudno. Hymny to hymny.

POLECAMY TAKŻE