Ekstraklasie po prostu potwornie brakowało Wisły. Brakowało tej najwyższej w kraju frekwencji i niepodrabialnej atmosfery, co zresztą świetnie widać po wynikach oglądalności w telewizji.
Z drugiej strony, pierwszej lidze będzie Białej Gwiazdy strasznie brakować. Umówmy się i powiedzmy to sobie szczerze – to właśnie mecze z Krakowianami napędzały tam największe zainteresowanie. To był samograj, który pod względem frekwencji i mediów w pojedynkę ciągnął cały ten pierwszoligowy wózek. Teraz ten pociąg odjechał, a zaplecze Ekstraklasy będzie musiało zmierzyć się ze sporą pustką.
Bojkot wciąż trwa
Żeby jednak nie było zbyt normalnie, do naszej ligowej codzienności szybko wróciły dobrze znane absurdy. Wiemy już, że na mecz do Krakowa nie przyjadą kibice Wisły Płock. Ten bezsensowny bojkot wciąż trwa i psuje święto. Na szczęście są jeszcze kluby, które podchodzą do tematu z normalnością i zdrowym rozsądkiem – Piast Gliwice zapowiedział, że wpuści zorganizowaną grupę fanów Wisły bez żadnych problemów. Zastanawiam się tylko, jak będą zachowywać się inni ekstraklasowicze. Czy znów wrócą te żenujące sytuacje z pierwszoligowych boisk, czyli nagłe awarie kołowrotków, zepsute systemy i zalane serwerownie tuż przed meczem? Mam wielką nadzieję, że władze ligi po prostu nie pozwolą na powtórkę z tej dziecinady.
Mokra szmata na otrzeźwienie
Zostawiając na chwilę nasze krajowe podwórko, trzeba przyznać, że w tym tygodniu zrobiliśmy sobie kapitalną reklamę w Europie. Kibice Górnika i GKS-u Katowice pokazali na wyjazdach, jak świetnie potrafią dopingować. To jest nasz prawdziwy towar eksportowy. Bardzo cieszy też fakt, że wszystkie nasze pucharowe drużyny są wciąż w grze, bo w ostatnich latach różnie z tym bywało na etapie letnich eliminacji.
Ale jako kibica polskiej piłki serce po prostu mnie boli, gdy myślę o tym, co odwalił Lech Poznań. Jak można pojechać na trudny wyjazd, wygrać pewnie 4:1, a potem wrócić do siebie, wyjść przed własną publiczność i zrobić coś takiego? W głowie się to nie mieści. Z drugiej strony, gdzieś podskórnie czułem, że to się może tak skończyć. Piłkarscy bogowie bardzo nie lubią pychy i gdy tylko widzą to całe pompowanie balonika, szybko szykują mokrą szmatę na otrzeźwienie.
Prawda leży pośrodku
W ostatnich tygodniach w mediach było tego po prostu za dużo. Słyszeliśmy zewsząd, jaki to Lech jest już kompletny. Że mają wspaniałą akademię, świetne finanse, robią transfery za grube miliony i zaraz zdominują ligę na lata, spacerkiem awansując do Ligi Mistrzów. Jesteśmy w Polsce mistrzami w wydawaniu ostatecznych tez po jednym meczu. Przydałoby się nam wszystkim trochę lodu na głowę. Lech wcale nie jest tak mocny, jak mówiono jeszcze kilka dni temu – co dobitnie pokazał środowy rewanż. Jednocześnie wcale nie jest tak słaby, jak krzyczą teraz w internecie eksperci i wściekli kibice. Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Moim zdaniem poznaniacy się pozbierają, awansują do fazy grupowej Ligi Europy i to już będzie dla mistrza Polski bardzo duży sukces.
Kochani, nie przedłużam już tego wywodu, bo zegarek tyka, a o osiemnastej startuje nasza kochana druga kolejka. Trzeba siadać przed ekranem i szykować się na kolejne emocje. Wszystkiego dobrego i do następnego piątku!
Marcin Ryszka









