Jakub Krzyżanowski szczerze o fatalnym początku Wisły Kraków
Wisła Kraków pokazała w Gliwicach dwa zupełnie różne oblicza. Przez pierwsze minuty sprawiała wrażenie zagubionej i miała ogromne problemy z agresywnym pressingiem Piasta. Po przerwie zespół Mariusza Jopa udowodnił jednak, że charakteru mu nie brakuje. Dwukrotnie odrabiał straty i do końca walczył o punkty. Ostatecznie gospodarze zadali decydujący cios w końcówce, a po ostatnim gwizdku w obozie Białej Gwiazdy dominował ogromny niedosyt.
– Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie takiego meczu. Na pewno jest ogromny niedosyt, bo pokazaliśmy ogromną wolę walki, szczególnie w drugiej połowie. Wiadomo, że pierwsze 20-25 minut wyglądało zupełnie nie tak, jak chcieliśmy. Piast totalnie dominował, a my byliśmy trochę jak dzieci we mgle. Myślę jednak, że po przerwie pokazaliśmy charakter i determinację. Tym bardziej boli, że straciliśmy bramkę w ostatnich minutach, bo jako drużyna się podnieśliśmy, stwarzaliśmy sytuacje i naprawdę wierzyliśmy, że możemy wywieźć stąd punkty – mówił Jakub Krzyżanowski w rozmowie z Goal.pl.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Młody zawodnik nie uciekał również od odpowiedzialności za wydarzenia z pierwszej połowy. To po jego błędzie Piast zdobył jedną z bramek, ale Krzyżanowski podkreślał, że najważniejsze było szybkie odcięcie się od nieudanej akcji i koncentracja na dalszej grze.
– Wiedzieliśmy, że Piast od początku będzie grał wysoko, agresywnie i będzie naciskał nas praktycznie jeden na jednego. Nie wiem jednak, dlaczego nie weszliśmy w ten mecz tak, jak powinniśmy. Być może była to kwestia mentalna. Oczywiście pierwsza bramka padła po moim błędzie i miałem do siebie ogromne pretensje. Starałem się jednak o tym nie myśleć. Powiedziałem sobie, że przede mną jeszcze cały mecz i wciąż możemy odwrócić jego losy. Chciałem jak najszybciej zapomnieć o tej sytuacji i skupić się na dalszej grze – mówił 20-latek.
Jordi Sanchez znów błysnął
Ważnym momentem spotkania był także niewykorzystany rzut karny jeszcze przed przerwą. Wisła mogła wówczas doprowadzić do remisu. W każdym razie szatni nie było szukania winnych.
– Nikt nie miał żadnych pretensji do Marko o niewykorzystaną jedenastkę. Każdy wie, że taka jest piłka. Czasami nie strzela się rzutów karnych i trzeba to po prostu zaakceptować. To w żaden sposób nas nie podłamało. Cały czas się napędzaliśmy i wierzyliśmy, że możemy wygrać to spotkanie – podkreślał piłkarz.
Mimo porażki kibice Wisły mogli znaleźć także pozytywy. Po raz kolejny świetnie zaprezentował się Jordi Sanchez, który już na początku sezonu imponuje skutecznością. Zdaniem Krzyżanowskiego napastnik jest dzisiaj jednym z kluczowych ogniw zespołu.
– Bardzo się cieszymy, że Jordi prezentuje tak wysoki poziom. Jest bardzo ważnym zawodnikiem dla naszej drużyny i mam nadzieję, że będzie kontynuował zdobywanie bramek, bo właśnie w tym jest naprawdę bardzo dobry – podsumował Krzyżanowski.
Biała Gwiazda wróciła do Krakowa bez punktów, ale występ po przerwie może być dla zespołu Mariusza Jopa cennym sygnałem przed kolejnymi spotkaniami. Charakter, którym Wisła odpowiedziała po fatalnym początku, pokazał, że nawet w najtrudniejszych momentach potrafi wrócić do gry.









