Widzew miał okazje, a Korona zrobiła swoje
Widzew Łódź przez długie fragmenty spotkania był stroną dominującą, ale piłka nożna po raz kolejny pokazała, że sama przewaga nie gwarantuje sukcesu. Łodzianie stworzyli sobie kilka bardzo dobrych sytuacji, trafiali w słupek i zmuszali Rafała Mamlę do interwencji, lecz ostatecznie to Korona Kielce wyjechała z Łodzi z kompletem punktów.
Gospodarze mogli objąć prowadzenie już w pierwszej połowie. Najpierw blisko szczęścia był Sebastian Bergier. Piłka po jego uderzeniu zatrzymała się na słupku. Napastnik Widzewa miał później kolejną szansę, jednak po akcji zakończonej golem sędzia podniósł chorągiewkę i bramka nie została uznana.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Po przerwie gospodarze nadal naciskal. Bergier znów sprawdził czujność golkipera rywali, Emil Kornvig uderzał z dystansu, a kolejne ataki gospodarzy kończyły się rzutami rożnymi. Brakowało jednak tego, co w piłce nożen najważniejsze, czyli skuteczności.
Goście natomiast długo skutecznie się bronili, a następnie zadali cios w najlepszym możliwym momencie. Trener Jacek Zieliński w 71. minucie przeprowadził potrójną zmianę, która błyskawicznie przyniosła efekt. Fran Alvarez pozwolił na skrzydle ruszyć Konradowi Ciszkowi, ten idealnie dośrodkował, a wbiegający w pole karne Daniel Bąk skierował piłkę głową do siatki.
Dla Korony był to gol na wagę zwycięstwa. Widzew rzucił się jeszcze do odrabiania strat, ale mimo kolejnych stałych fragmentów gry nie zdołał znaleźć sposobu na defensywę Korony. Tym samym w Łodzi triumfowała skutecznoś. Kielczanie zwyciężyli różnicą jednego trafienia. Mimo że przez większą część spotkania to gospodarze mieli więcej powodów, aby myśleć o zdobyciu bramki.
Widzew Łódź – Korona Kielce 0:1 (0:0)
0:1 Daniel Bąk 73′









