Powtórzyć sukces z… 1972 roku
W Pucharze Polski po raz ostatni Górnik triumfował w… 1972 roku. W sobotę śląski klub znów będzie miał szansę na zdobycie tego trofeum i powiększenie imponującej, choć już nieco zakurzonej, klubowej gabloty.
Generalnie to niezwykle istotne momenty w najnowszej historii Górnika, który już wkrótce powinien w końcu zmienić właściciela. Jeśli na ostatniej prostej nie wydarzy się nic niespodziewanego, to miasto sprzeda klub Lukasowi Podolskiemu.
Zakładając, ze do tego dojdzie, będziemy mieli do czynienia z sytuacją w dużej piłce wręcz niespotykaną, gdyż wciąż czynny piłkarz zostanie właścicielem klubu, w którym gra. Zresztą, o całej, bogatej karierze Podolskiego właśnie powstaje specjalny dokument na znanej platformie.
Najpierw jednak fanów Górnika i samego Podolskiego czekają stricte sportowe emocje, czyli wspomniany finał PP. Poprowadzi go bardzo doświadczony arbiter.
A jak do tego meczu podchodzi mistrz świata z 2014 roku? I czy faktycznie jest już pewien, że przejmie klub? O tym „Poldi” opowiedział w najnowszej rozmowie z goal.pl.
Piotr Koźmiński, goal.pl: Gdyby ktoś przed startem sezonu powiedział ci, że Górnik na cztery kolejki przed końcem ligi będzie wiceliderem i powalczy w finale Pucharu Polski, to jak byś zareagował?
Lukas Podolski, piłkarz Górnika Zabrze, 130-krotny reprezentant Niemiec, strzelec 49 goli dla kadry (3. miejsce na liście strzelców wszech czasów niemieckiej kadry), mistrz świata z 2014 roku:
Podpisałbym to obiema rękami. Co do pucharu, to takie rozgrywki mają swoje prawa. Nie musisz być faworytem, aby dotrzeć do finału i go wygrać. Jeśli chodzi o ligę, to musisz być regularny. Wiem skąd jako Górnik przychodzimy, jakie mieliśmy i mamy kłopoty i problemy. Jeśli więc pod koniec ligi jesteśmy na podium i zagramy w sobotę na Narodowym, to trudno nie być zadowolonym.
„Presja? Jaka presja?!”
Dużą presję czujesz przed finałem Pucharu Polski?
Ja nie czuję presji! W tym sensie, że taki mecz to ma być radość, a nie stres. My się mamy tym wydarzeniem cieszyć, a nie denerwować. Przejść całą drogę do finału to super sprawa. A ten mecz w sobotę to piękna nagroda za całą tę drogę. Tak to widzę.
Mówisz, że nie ma presji. No ale przecież Górnik ostatni raz zdobył puchar w 1972 roku, od wielu lat nie włożył nic do gabloty. To raczej powoduje presję…
Ja mogę mówić za siebie. Uczestniczyłem już w różnych finałach. W Niemczech, w Anglii w FA Cup, w Japonii, dwa razy w Turcji. Czy w finale EURO w 2008 i mistrzostwach świata 2014. Osobiście takie mecze to dla mnie nic nowego.
To co mówiłem: takie spotkania to bardziej radość niż stres. Oczywiście, presja w sporcie zawsze jest, ale to mają być przede wszystkim pozytywne emocje. Wiadomo, że na boisku musimy dać z siebie wszystko, ale to tylko jeden mecz.
Nie ma nawet sensu zastanawiać się kto w procentach ma większe szanse, bo nikt nie ma teraz pojęcia co się wydarzy w trakcie gry.
Na pewno pojedziemy do Warszawy bardzo pozytywnie nastawieni. Wiadomo, że większość naszych piłkarzy w takim meczu jeszcze nie grała, więc tym bardziej trzeba się cieszyć z tego, że do tego miejsca dotarliśmy. A w finale pokazać wielki głód. Głód zwycięstwa. Tu nie ma co dorabiać jakiejś filozofii. W takim meczu idziesz na 100 procent i tyle.
Kibice Górnika cieszą się również z ostatnich informacji. Bo padła ostateczna data prywatyzacji: 23 maja. Też się cieszysz?
Powiem tak: tych terminów było już kilka. Jak chyba widać, w temacie prywatyzacji mocno się ostatnio wyciszyłem. Czekam. Skoro mówi się, że ma być 23 maja, to niech to będzie 23 maja!
Nieraz mówiłem: nie ma dla nas innej drogi, tylko prywatyzacja. Sport nie może się łączyć z polityką, z zarządzaniem przez miasto. To na dłuższą metę nie zadziała. Musimy się oddzielić.
„Prezydent działa szczerze”
Ale wszyscy dookoła mówią, że jeszcze nigdy nie było tak blisko…
Mam nadzieję, że właśnie tak jest! Powiem tak: wszystkie najważniejsze punkty zostały uzgodnione, wypracowaliśmy porozumienie. Współpraca z prezydentem Żbikowskim jest dobra. Uważam, że prezydent działa szczerze i chce doprowadzić do prywatyzacji. Wierzę mu. Ale…
To jest jeszcze jakieś ale?!
Ale jest jeszcze Rada Miasta, na której stanie ten wniosek o prywatyzację. A czy wszyscy w Zabrzu są za prywatyzacją Górnika?
Uważasz, że są w mieście osoby, którym nie pasujesz?
Nie wiem. Może tak, ale mogę też się mylić! Co do prezydenta Żbikowskiego, to o jego intencje jestem spokojny. On chce „dowieźć” ten temat i mam nadzieję, że to mu się uda. Mam też nadzieję, że wszyscy inni, którzy mają wpływ na to będą myśleć tak jak on.
Mówimy o Pucharze Polski, a liga? Cztery kolejki do końca, a Górnik jest wiceliderem…
Będziemy walczyć o to, aby to miejsce utrzymać. Zostały cztery mecze. Miejsce Górnika na podium byłoby nie tylko sukcesem klubu, ale i piłkarzy. Miałoby dla nich duże znaczenie w indywidualnej karierze. Warto się o to bić.
Każdy piłkarz Górnika musi dać maksa do końca sezonu. Dla klubu, dla siebie, bo to się łączy. Mówiąc wprost: trzeba zapier… do samego końca. Choć jeszcze raz powiem głośno: to co robimy w tym klubie, patrząc na te wszelkie utrudnienia, które były przez lata, to majstersztyk.
Mówisz o utrzymaniu drugiego miejsca. A myślisz, że Górnik może jeszcze zaatakować pozycję lidera?
Nie mamy nic do stracenia. Absolutnie nic! Na finiszu ligi damy z siebie maksa i zobaczymy na ile to wystarczy. Jeśli chodzi o miejsce na podium, o miejsce dające start w pucharach, to wszystko jest w naszych rękach. Od nikogo nie zależymy. Tylko od nas zależy, czy na końcu odniesiemy taki sukces.
Górnik podchodzi z sercem
Ostatnio stadion Górnika odwiedził Marco Materazzi, wcześniej był słynny Romario. Górnik nakręcił też świetne wideo zachęcające do kupna karnetów. Poza boiskiem też dużo się u was dzieje…
Wcześnie było jak było. Ale od pewnego czasu również w tych obszarach idziemy mocno do przodu. Mamy zdolnych pracowników, którym dajemy przestrzeń i możliwości rozwoju. Razem tworzymy bardzo fajne rzeczy.
Obecny Górnik podchodzi do ludzi z sercem, a ludzie to serce klubowi oddają. Jesteśmy jak rodzina. Pamiętam, niedługo po moim przyjściu, mecze w lutym czy marcu. Na stadionie było po 10-12 tysięcy ludzi. A teraz? Teraz przychodzi po 24-25 tysięcy. To pokazuje, że nasz Górnik idzie w dobrym kierunku. I to mnie cieszy.









