Jagiellonia miała punkt na wyciągnięcie ręki
Jagiellonia Białystok meczem z Olympiakosem zaczynała rywalizację w fazie zasadniczej Ligi Europy. Już w pierwszym meczu poprzeczka była wysoko zawieszona przed przedstawicielem PKO BP Ekstraklasy. W każdym razie drużyna Adriana Siemieńca chciała sprawić niespodziankę.
Jagiellonia długo była o krok od wywiezienia z Pireusu bardzo cennego rezultatu. Białostoczanie objęli prowadzenie w 20. minucie, gdy Kajetan Szmyt wykorzystał świetnie rozegraną akcję i mocnym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał Stefana Ortegę.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Gospodarze odpowiedzieli jeszcze przed przerwą. Olympiakos coraz mocniej naciskał na defensywę Jagiellonii, a efektem przewagi było trafienie Armando Gonzaleza. Napastnik najwyżej wyskoczył do piłki po rzucie rożnym i doprowadził do remisu. Wcześniej Sławomir Abramowicz kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki.
Po zmianie stron długo utrzymywał się wynik 1:1. Jagiellonia próbowała odważniej wyjść spod pressingu, jednak gospodarze częściej pojawiali się w okolicach pola karnego. Tymczasem w 58. minucie ponownie musiał interweniować Abramowicz, który zatrzymał uderzenie Gelsona Martinsa.
Decydująca akcja nadeszła natomiast w 84. minucie. Olympiakos wykorzystał dośrodkowanie ze skrzydła, a Roman Jaremczuk wygrał pojedynek w powietrzu i głową skierował piłkę przy słupku. Jagiellonia nie zdołała już odpowiedzieć i musiała wracać z Grecji bez punktów, mimo że postawiła się drużynie, która dwa lata temu wygrała Ligę Konferencji.









