Adam Matysek o reprezentacji Polski
- Adam Matysek w rozmowie z Goal.pl mówił o problemach reprezentacji Polski. Odniósł się przede wszystkim do braku lidera w drużynie, kłopotów przy stałych fragmentach gry oraz zbyt dużej rotacji w składzie
- Były reprezentant Polski w rozmowie z naszym serwisem sporo miejsca poświęcił też Janowi Urbanowi. Tłumaczył, co jego zdaniem selekcjoner powinien zmienić i dlaczego potrzeba większej stabilizacji
- Nie zabrakło też tematu meczu z Rumunią. Matysek przekazał, czego oczekuje od zespołu i czego najbardziej brakuje mu w jego grze Biało-czerwonych
Łukasz Pawlik (Goal.pl): Za nami dwa mecze Ligi Narodów. Reprezentacja Polski wywalczyła w nich tylko jeden punkt. Jak ocenia Pan początek nowego wyzwania, jakim jest awans do dywizji A?
Adam Matysek (były reprezentant Polski): – Spostrzeżenia są bardzo niepokojące i mogą być tylko negatywne. Nie jestem chyba odosobniony w opinii, że grając u siebie z Bośnią i Hercegowiną, drużyną, która była najsłabszym zespołem mistrzostw świata, wspólnie z Czechami, powinniśmy to spotkanie wygrać. Wydawało się, że mamy reprezentację, która naprawi to, co wydarzyło się po drodze ze spadkiem do dywizji B i brakiem awansu do mistrzostw świata po nieszczęśliwej konfrontacji ze Szwedami.
Co najbardziej Pana zaniepokoiło?
Niepokojące jest to, że nie brałbym pod uwagę tylko sytuacji, które stworzyliśmy. Z Bośnią mieliśmy swoje okazje, w Szwecji mieliśmy bardzo dobre 20 minut, ale piłka nożna polega na grze przez 90 minut plus doliczony czas. Mało jest elementów zrozumienia na boisku. Z Bośnią było widać dużo nieporozumień, niedokładnych podań, niezrozumienia przy ataku i wyprowadzeniu piłki przez reprezentację Polski.
Kadra ma problem
Sytuacja z golem na 3:1 dla Szwedów może uwyplukać właśnie ten problem…
Jeżeli już przy pierwszym rzucie rożnym było widać, że grupa szwedzkich zawodników ustawia się na dalszym słupku, a my gdzieś tam stoimy w strefie, to zawsze może się zdarzyć, że zawodnik wybiegnie zza pleców. Jeżeli mamy dwóch doświadczonych zawodników, jak Jan Bednarek czy Przemysław Wiśniewski, który moim zdaniem jest pod formą i to nie jest Wiśniewski, którego pamiętamy z wcześniejszych meczów, kiedy Jan Urban na niego postawił i był jego odkryciem, to oni sami na boisku powinni korygować ustawienie albo dać sygnał do ławki rezerwowych: „Słuchajcie, mamy problem, musimy to inaczej ustawiać”.
A jak się Pan odniesienie do tego tłumaczenia zawodnika z kryciem strefowym czy indywidualnym?
Zawodnik, który kryje, obojętnie czy strefowo, czy indywidualnie, musi mieć przeciwnika przed oczami. Nie możesz reagować dopiero po fakcie, bo jeżeli piłka jest już w powietrzu, masz małe szanse na skuteczną interwencję.
Reprezentacji brakuje lidera
A czego brakuje drużynie według Pana?
Dla mnie w tej drużynie przede wszystkim nie ma lidera. Zacznijmy od bramki. Jeżeli mam bramkarza, który też nie ma za dużo występów, a powinien korygować ustawienie obrońców, mimo że są jakieś założenia taktyczne przy stałych fragmentach gry przeciwnika, okazuje się, że mamy problem. Po pierwszym rzucie rożnym czy rzucie wolnym z bocznej strefy boiska muszę jako zawodnik na murawie zareagować. Muszę podjąć decyzję, żeby bramka nie padła. Muszę też dać sygnał trenerowi i ławce rezerwowych: „Nie możemy tak grać, bo mamy problem”. Tymczasem nie było żadnej reakcji. Przy stałych fragmentach gry mieliśmy duże problemy. Wcześniej był jeszcze jakiś rzut rożny, przy którym znowu staliśmy bardzo biernie i już wtedy mogliśmy przegrywać 0:2. Była sytuacja, w której jeden ze szwedzkich zawodników głową uderzył obok bramki.
A co myśli Pan o dużych zmianach w lini defensywnej na przestrzeni zaledwie kilku dnia? Raz reprezentacja Polski gra z czwórką z tyułu z Kacprem Potulskim, a kilka dni później następuje zmiana, mimo że we wcześniejszym spotkaniu drużyna nie straciła bramki.
Uważam, że trener odpowiada za wszystko i jest takim kapitanem, który nadaje ton. Jeżeli pamiętam swoje czasy, zawsze była żelazna jedenastka. Czy to bramkarz, czy stoperzy, czy linia pomocy, czy nawet napastnicy albo skrzydłowy. To było grono zawodników, którzy naprawdę decydowali o jakości drużyny. W tym momencie, kiedy mam dwa fajne spotkania, czy z Ukrainą, czy komuś się podoba, czy nie podoba, że są czerwcowe mecze i ktoś przyjechał z urlopu, to jednak są to mecze reprezentacji. Mam czas na przetestowanie i zgranie pewnych formacji oraz schematów. Nie mogę mówić tylko o tym, że te spotkania przegraliśmy z Ukrainą i zremisowaliśmy szczęśliwie z Nigerią.
Jan Urban musi lepiej wykorzystywać potencjał zawodników
Matty Cash w starciu z Bośnią i Hercegowiną pokazał się z niezłej strony, gdy grał jako prawy obrońca. Jako wahadłowy stracił swoje atuty moim zdaniem. Takie rotowanie pozycjami może wpływać na grę zawodnika?
Oczywiście, że tak. Dla mnie i to jest tylko moje zdanie, nie wiem, czy ktoś się z tym zgodzi, czy nie, jeżeli Matty Cash, który, jak wiemy, ma ogromną siłę i moc w akcjach ofensywnych i z jakiej pozycji musi rozpoczynać grę, wie, kiedy ma się podłączyć, wie, kiedy ma zostać w swojej strefie, wie, kiedy ma podejść wyżej, to jeżeli ma grę przed sobą, ja wiem, że on to potrafi.
Może problem jest głębszy?
My nie mamy ani lidera w bramce, ani lidera w linii stoperów, czyli obrony, ani w linii pomocy. Nie ma zawodnika, który potrafiłby nadać ton. Bardzo dobrym przykładem jest wczorajszy mecz. Masz 25 minut pierwszej połowy, w których naprawdę ręce składały się do oklasków. Kontrola gry, podania.
Deja vu sprzed kilku miesięcy
Trochę takie deja vu z meczu barażowego z marca…
No tak, tylko że w tym marcowym meczu do przerwy powinniśmy chyba prowadzić już pięcioma bramkami, bo mieliśmy dużo więcej sytuacji bramkowych. Bramkarz Szwedów miał doskonały dzień i bardzo dobrze bronił, a my nie wykorzystaliśmy swoich okazji. Mogliśmy zamknąć ten mecz już w pierwszej połowie. Okazało się, że w ostatniej akcji przegrywamy baraż o mistrzostwa świata. Ja bym jednak ten baraż zostawił, bo to był całkiem inny mecz i uważam, że Polska zagrała wtedy naprawdę bardzo dobre spotkanie. Tylko że od tamtego marcowego meczu upłynęło trochę czasu i znowu wracamy do tych starych problemów, gdzie nie potrafimy narzucić swojego stylu gry.
Jan Urban powinien pozostać selekcjonerem reprezentacji Polski?
- Tak
- Nie
- Powinien dostać jeszcze czas
- Trudno powiedzieć
0 Votes
Większym problemem są dzisiaj sami zawodnicy czy po prostu brak umiejętności wykorzystania ich potencjału przez selekcjonera?
Największy wpływ na zawodników ma trener. Tłumaczenie im oczekiwań, jakie ma wobec jednego, drugiego czy trzeciego, to jest 50 procent sukcesu. Potem wydarzenia boiskowe mają już inny scenariusz, ale i tak musisz to korygować. Może właśnie te sytuacje ze Michałem Skórasiem, Tymoteuszem Puchaczem czy Matty Cashem pokazują, że jakieś niezrozumienie musi w tym być. Trener ma swoich współpracowników po to, żeby powiedzieli mu: „Słuchaj, ja myślę, że to jest najlepsze rozwiązanie”, a on podejmuje decyzję, jak gramy. Jeżeli zawodnicy, jak dzieci we mgle zachowują się przy stałych fragmentach gry na tak wysokim poziomie, po tylu meczach, które mają już w swoich kościach, to wygląda to słabo.
Ekspert z apelem do selekcjonera
Co trzeba zmienić?
Wydaje mi się, że największa korekta, jakiej potrzebujemy, to trochę zmienić podejście. Wiem, że to jest wyjątkowa sytuacja, bo mamy praktycznie cztery mecze pod rząd. Nigdy wcześniej takiej sytuacji nie było, chyba że podczas mistrzostw świata albo mistrzostw Europy. A teraz, w środku sezonu, mamy taką sytuację. W związku z tym mimo wszystko uważam, że Janek musi trochę uderzyć się w pierś. Musi zmienić priorytety i zacząć wymagać więcej od swoich współpracowników, a także trochę więcej od drużyny. Trener jest jak kapitan na statku. Nadaje wszystkim kierunek, bo to on jest odpowiedzialny za wynik i to on zbiera cięgi za to, co dzieje się na boisku. Oczywiście jeden czy drugi zawodnik również, ale wszystko skupia się teraz na trenerze.
Wygląda na to, że spotkanie z Rumunią może być dla selekcjonera meczem o posadę.
To jest bardzo ciężka sytuacja. Byłem w różnych sytuacjach w swojej karierze i wiem, jak wygląda sytuacja, kiedy jesteś w hotelu, na zgrupowaniu i przygotowujesz się do kolejnego spotkania. Już straciłeś dwa punkty z Bośnią, przegrywasz po bardzo słabym meczu ze Szwedami i teraz znowu masz mecz o wszystko z Rumunią. Ciężka sytuacja. Tu jest duża rola psychologii, podbudowania morale zawodników, bo oni potrafią grać w piłkę. Tylko że po tym, co zobaczyliśmy ostatnio, nie możemy powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni z połowy meczu z Bośnią i 20 minut ze Szwecją, skoro nie mamy ani punktów, ani bramek. Tu jest duża rola trenera i jego sztabu, który musi zmobilizować tę drużynę. Janek musi się zastanowić nad żelaznym składem, żeby każdy wiedział w tej reprezentacji, że musi dużo więcej zrobić, żeby do niej wejść. Tego mi brakuje.
Urban pod presją przed spotkaniem z Rumunią
Jeśli przydarzyłaby się taka sytuacja, bo trzeba brać taki scenariusz pod uwagę, że Polska przegra z Rumunią, czy to będzie już moment na poważne pytania o kierunek, w którym ma podążać reprezentacja, czyli z Janem Urbanem czy bez niego?
Nie chciałbym brać udziału w spekulacjach, bo znam Janka bardzo dobrze. Znam jego tok myślenia, wiem, dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje. Nie chciałbym tego robić z tego względu, że to jest reprezentacja. Janek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego pozycja z każdym meczem jest coraz słabsza. Czy to federacja, czyli Polski Związek Piłki Nożnej, zarząd czy prezes Cezary Kulesza podejmie decyzję, czy zastanawiają się nad tym? Wydaje mi się, że media dużo już napisały o tym przed meczem z Bośnią i Hercegowiną, że pozycja Janka nie jest zbyt mocna. Mógł się obronić wynikami. Teraz nie mamy wyników, czyli ta pozycja po raz kolejny została osłabiona.
I to mogło wpłynąć na destabilizację, jeśli chodzi o skład, decyzje i tak dalej? Mogło to jakoś wybić trenera z rytmu?
Mogło też tak być. Nie znam szczegółów, ale powiem tak: miałem i przeszedłem wielu trenerów. Pracowałem również w sztabach szkoleniowych w Bundeslidze jako członek sztabu szkoleniowego, więc potrafię sobie wyobrazić pewne sytuacje. Fakt jest taki, że jeżeli dochodzi do takich medialnych spekulacji, to znaczy, że było jakieś źródło tej informacji. Skoro dziennikarze czy jakaś redakcja o tym napisała, to sytuacja musiała mieć miejsce. Wyniki oczywiście potwierdziły tę tezę, że pozycja selekcjonera nie jest mocna. My rozegraliśmy ostatnio dwa mecze i dalej jakby nie wiemy nic.
Niewykorzystane możliwości czerwcowego zgrupowania
Co może być przyczyną?
Wrócę jeszcze raz do tych meczów czerwcowych. Uważam, że były one kluczowe do tego, żeby pewne formacje ze sobą zgrać. Zawodnik musi wiedzieć, że wychodzi na 60 czy 70 minut i wtedy trener dokonuje jednej, drugiej czy trzeciej zmiany, żeby dać ograć się zawodnikom z drugiego rzędu. Moim zdaniem tu jest jest klucz. My cały czas szukamy czegoś lepszego: ten ma szybsze skrzydła, ten lepiej broni. Tymczasem trzeba ustawić drużynę w taki sposób, żeby każdy wiedział, jaką ma rolę. Jest żelazny skład na prawie każdy mecz i są drobne korekty, które zawsze gdzieś po drodze trzeba wprowadzać. To jest najważniejsze.
Czego będzie Pan oczekiwał po piątkowym spotkaniu: lepszej gry drużyny, przede wszystkim wyniku, czy może po prostu tego, żeby zawodnicy gryźli trawę i pokazali charakter na boisku?
Brakuje mi trochę charakteru w tej drużynie. Szczególnie w trudnych fazach meczu. Jak jest dobra faza, dobrze Ci idzie, to wszyscy są zadowoleni. Gdy jednak coś nie idzie i zaczyna się sypać, musisz pokazać charakter. Potrzebujesz też liderów w tej drużynie. Liderów, którzy, powiem bardzo nieprzyjemnie, op******* jednego czy drugiego na boisku. Pewne zachowania i zabezpieczenia, o których powiedziałem, muszą być wykonane. Brakuje mi takiego zęba, takiego poczucia: „Chcę koniecznie zdobyć tę bramkę, chcę koniecznie przerwać akcję przeciwnika, pomogę partnerowi, który popełnił błąd”.









