Artur Wichniarek nie wytrzymał po meczu ze Szwecją
Polska po obiecującej pierwszej połowie całkowicie straciła kontrolę nad spotkaniem. Biało-czerwoni zdołali odrobić stratę i doprowadzić do remisu, ale po zmianie stron nie potrafili odpowiedzieć na kolejne ataki gospodarzy. Tymczasem Wichniarek szczególnie krytycznie ocenił organizację gry defensywnej.
– Trójka obrońców mająca Gyokeresa jako jednego napastnika ustawionego tyłem do bramki, zostawiła go jeden na jeden z Bednarkiem. Kiwior i Wiśniewski muszą w tym momencie trochę rozszerzyć. Puchacz jest wahadłowym, ale w momencie długiej piłki to Kiwior musi spowolnić sytuację, a Puchacz dojść, podwoić, przyasekurować. Problem naszej reprezentacji jest taki, że obojętnie, w jakim systemie gramy, w żadnym się nie sprawdzamy. To jest smutne, tragiczne i dla nas w tym momencie nie ma ratunku – mówił były reprezentant Polski w pomeczowym studiu na antenie TVP Sport.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Ekspert nie zatrzymał się jednak na analizie ustawienia. Jeszcze większe zastrzeżenia miał do tego, co wydarzyło się po przerwie. Polscy zawodnicy po zmianie stron oddali zaledwie jeden celny strzał i w żaden sposób nie przypominali zespołu, który przed przerwą potrafił przejąć inicjatywę.
– Taktycznie jesteśmy słabi, fizycznie jesteśmy beznadziejni. Jak to jest możliwe, że naprawdę świetnie wracamy do meczu, który się źle ułożył. Od 15. minuty do końca pierwszej połowy dyktowaliśmy warunki, stwarzamy sytuację, zdobywamy bramkę wyrównującą. Schodzimy na 15 minut przerwy, gdzie masz prawo jako zdrowy mężczyzna odpocząć, wypić coś, zjeść być może batona energetycznego i zagrać drugą połowę na pełnej intensywności. My po przerwie zagraliśmy tak jak pierwszą połowę z Bośnią. W ogóle nas nie było – podkreślił Wichniarek.
Porażka ze Szwecją sprawiła, że sytuacja Biało-czerwonych w Lidze Narodów stała się jeszcze trudniejsza. Podopieczni Jana Urbana mają tylko punkt po dwóch spotkaniach, a przed nimi mecze z Rumunią oraz Bośnią i Hercegowiną.









