Bednarek i Kiwior bez czystego konta. W Portugalii ocenili duet Porto

FC Porto wygrało piąty mecz z rzędy w rozgrywkach ligowych. Pierwszy raz w tym sezonie nie udało im się zachować czystego konta. W starciu z Moreirense przyzwoicie zagrał Jan Bednarek, lecz słabiej Jakub Kiwior.

Jan Bednarek i Jakub Kiwior
Obserwuj nas w
Atlantico Presse Lda / Alamy Na zdjęciu: Jan Bednarek i Jakub Kiwior

Bednarek przyzwoicie, Kiwior słabiej. Kolejna wygrana Porto

FC Porto nie zatrzymuje się w drodze po drugi z rzędu mistrzowski tytuł. Podopieczni Francesco Farioliego mają na swoim koncie już pięć spotkań w lidze. We wszystkich udało im się odnieść zwycięstwo, więc naturalnie zajmują 1. miejsce w tabeli z dorobkiem piętnastu punktów. W starciu z Moreirense pierwszy raz w tym sezonie stracili bramkę. Wcześniej za każdym razem zachowywali czyste konto. Jedną z bramek dla Smoków strzelił Jan Bednarek.

Na boisku oprócz niego mogliśmy oglądać także drugiego reprezentanta Polski – Jakuba Kiwiora. Poza kadrą meczową znalazł się Oskar Pietuszewski, który jest w końcowej fazie powrotu do zdrowia po kontuzji, jakiej doznał w okresie przygotowawczym. W przyszłym tygodniu powinien już być gotowy.

Duet środkowych obrońców nie zagrał wybitnie. Co prawda, Bednarek strzelił gola, który dał sygnał do ataku, ale stracona bramka po części została zapisana na jego konto. Z kolei Kiwior był niepewny w porównaniu do poprzednich spotkań. Co więcej, popełnił błąd, który mógł skończyć się stratą bramki.

– Przy bramce Moreirense zabrakło mu nieco zdecydowania przy próbie wybicia piłki. Poza tym był skoncentrowany i nadal pozostaje niezwykle groźny przy stałych fragmentach gry. Otworzył swój dorobek bramkowy w tym sezonie, doprowadzając do remisu 1:1 po wzorowym uderzeniu głową – ocenił występ Bednarka serwis A Bola.

– Był mniej pewny niż jego partner ze środka obrony, a zarazem rodak. W 83. minucie nieco ułatwił zadanie rywalowi, przepuszczając piłkę między nogami. Chwila nadmiernej pewności siebie napędziła stracha Diogo Coście – piszą Portugalczycy o grze Jakuba Kiwiora.

POLECAMY TAKŻE