Rozpoczynamy sezon 2026/27 w PKO Ekstraklasie
PKO Ekstraklasa wraca do gry już w piątkowy wieczór. Na inaugurację czeka na nas zapewne średnio zapowiadające się starcie Radomiaka Radom z Wieczystą Kraków, ale już następnie przejdziemy do meczu „grubego kalibru”. Niemniej niezależenie od tego, jak ten sezon się zaczyna, trzeba się zastanowić, jak może się zakończyć? Wszystko bowiem wskazuje, że znów czeka nas niezwykle zacięta walka o utrzymanie, a na górze… cóż, chyba jawi się jasny faworyt.
Przede wszystkim zacznijmy od tego, że nadchodząca kampania może być wyjątkowa. Do tej pory beniaminkowie przyzwyczaili nas bowiem do faktu, że w każdym sezonie biją się o utrzymanie. Ba, najczęściej grono trzech spadkowiczów zdominowane jest właśnie przez takie ekipy. Wystarczy przywołać poprzednią kampanię, gdy z ligą pożegnała się Arka Gdynia oraz Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Nikt nie ma więc wątpliwości, że zazwyczaj nowe ekipy mają olbrzymie problemy z pozostaniem w lidze na dłużej. No właśnie, zazwyczaj. Tym razem wydaje się, że może być inaczej. Przede wszystkim trzeba powiedzieć sobie jasno, że zarówno Wisła Kraków, Wieczysta, jak i Śląsk Wrocław to kluby na innym poziomie – także finansowym – od Arki czy wspominanego Bruk-Betu.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Już dotychczasowe transfery pokazują, że wszystkie trzy ekipy mają spore szanse na pozostanie w lidze w kolejnym sezonie. Największe zapewne zespół Wisły Kraków, który zdominował pierwszoligowe rozgrywki. Poza tym jednak także drugi beniaminek spod Wawelu swoimi możliwościami przewyższa połowę rywali. Śląsk z kolei zdaje się na tym tle wypadać najgorzej, ale wciąż można się z całą śmiałością pokusić o tezę, że żaden z beniaminków w sezonie 2026/27 nie spadnie z PKO Ekstraklasy.
Jeśli chodzi zaś o to, co na górze tabeli, to tutaj jasno trzeba powiedzieć. Nie ma większego faworyta do mistrzostwa Polski niż Lech Poznań i to nawet pomimo faktu, że Kolejorz gra w pucharach. Do tej pory ostrożnie podchodziliśmy do zespołów, które łączyły rywalizację w Europie z PKO Ekstraklasą. Wydaje się jednak, że pierwszy raz od lat mamy w postaci ekipy Nielsa Frederiksena drużynę absolutnie przygotowaną do gry na trzech frontach. Tego, że Lech będzie walczył o mistrzostwo nie powinien zmienić nawet ewentualny awans do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Jeśli udałoby się połączyć te dwa wydarzenia, to mówilibyśmy chyba o najlepszym sezonie jednego polskiego zespołu w XXI wieku.
Kolejorz ma jednak jeszcze jeden atut w walce o złoty medal; nie ma wyraźniej konkurencji. Raków Częstochowa wydaje się zespołem, który znów zakręci się na niższych stopniach podium, a do tego po sprzedaży Jonathana Brunesa trudno zmierzyć ofensywną siłę zespołu. Kandydatem do mistrzostwa mogłaby być Legia Warszawa, ale brak jej konkretnych transferów tego lata. Wszystko wskazuje na to, że sam Marek Papszun nie wystarczy. Widzew? Cóż, zdaje się, że wciąż nie jest to zespół, który będzie bił się jak równy z równym o wygranie PKO Ekstraklasy. Górnik Zabrze z kolei chyba zbyt mocno się osłabił latem, aby teraz znów myśleć o najważniejszym celu.
Trudno więc nie oprzeć się wrażeniu, że największa rywalizacja w kampanii 2026/27 stoczy się gdzieś w pierwszej ósemce. Mianowicie, liczba zespołów, które mogą obecnie zawalczyć o miejsca w pucharach – poza tym pierwszym – zdaje się wynosić pięć, sześć ekip, a przecież zawsze wyłania się ktoś, kto zaskakuje.
Zobacz także: TOP 14 transferów PKO BP Ekstraklasy. To oni mogą zdefiniować sezon 2026/2027








