Diogo Jota
Diogo Jota fot. PressFocus

Liverpool podziurawiony kadrowo zrobił swoje, mistrzowski występ

Liverpool FC w ostatnim niedzielnym spotkaniu pokonał na swoim stadionie Leicester City 3:0 (2:0), zrównując się tym samym w ligowej tabeli punktami z Tottenhamem Hotspur. Ekipa z Anfield Road plasuje się aktualnie na drugiej pozycji, legitymując się gorszym bilansem goli od teamu Jose Mourinho.

Czytaj dalej…

Liverpool FC przystępował do potyczki z Lisami w mocno eksperymentalnym składzie. Ostatnio w szeregach mistrzów Anglii niezwykła plaga kontuzji. Wyłączeni z gry są między innymi Virgil Van Dijk, Momo Salah, Jordan Henderson, Thiago, czy Fabinho. Za ofensywę The Reds odpowiedzialni byli zatem między innymi Sadio Mane i Diogo Jota.

Z kolei w teamie Brendana Rodgersa mogliśmy zobaczyć między innymi Jamesa Maddisona, czy Jamiego Vardy’ego. Szczególnie ten drugi miał straszyć Alissona, chcąc dogonić Son Heung-Mina, czy Dominica Calverta-Levina, którzy zajmowali dwie pierwsze pozycje w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców.

Diogo jest wielki, żywe sreberko

W pierwszych trzech kwadransach rywalizacji byliśmy świadkami ofensywnych poczynań z obu stron. W każdym razie na przerwę w lepszych nastrojach udali się podopieczni Juergena Kloppa. Wynik rywalizacji został otwarty w 21. minucie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niefortunnym strzelcem gola samobójczego po uderzeniu głową okazał się Jonathan Evans.

Tymczasem tuż przed końcem pierwszej połowy bramkę na 2:0 dla Liverpoolu zdobył Diogo Jota, który wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Andrew Robertsona. Jednocześnie zespół z Anfield Road był bliski swojego szóstego zwycięstwa w sezonie, które sprawiłoby, że po rozegraniu dziewięciu spotkań legitymowałby się takim samym bilansem punktowym, co pierwszy Tottenham Hotspur.

Drugi garnitur zdał test wybornie

W drugiej części meczu gospodarze szukali kolejnych goli. Swoje szanse mieli Sadio Mane i Diogo Jota. Przy obu próbach ze świetnej strony między słupkami bramki gości spisał się Kasper Schmecheil. Z kolei po ponad godzinie gry okazję do zdobycia bramki miał Jamie Vardy. Angielski napastnik starał się z bliskiej odległości skierować piłkę do siatki po centrze z rzutu wolnego, ale bramkarz The Reds nie dał się zaskoczyć.

Trzynaście minut przed końcem podstawowego czasu spotkania Roberto Firmino po efektownym ograniu rywali mógł ustalić wynik rywalizacji na 3:0 dla Liverpoolu. Brazylijczyk zdołał oddać strzał. Miał jednak pecha, bo piłka po jego uderzeniu trafiła w słupek. Firmino zrehabilitował się jednak w 86. minucie, popisując się celnym strzałem głową, więc mistrzowie Anglii wrócili na zwycięski szlak w lidze angielskiej po zremisowanym starciu z Man City.

Komentarze