- Efthymis Koulouris wyrównał rekord bramek w Ekstraklasie w XXI wieku. Po spektakularnym sukcesie grecki snajper ruszył w pogoń nie za karierą, lecz pełną sakiewką.
- Arabia Saudyjska sportowo to kierunek co najmniej dziwny. W ostatniej dekadzie podobne historie powtarzały się jednak regularnie.
- Korona króla strzelców robi wrażenie tylko z nazwy. W Polsce nie otwiera ona drzwi do wielkiego świata.
Korona z tektury
Jeszcze kilka miesięcy temu stadion w Szczecinie wybuchał przy każdym golu Eftymisa Koulourisa. Grek strzelał gole głową, z akcji, czy z jedenastu metrów. Licznik zatrzymał się na 28 trafieniach. Brzmi jak historia pisana pod wielki transfer. Tylko że zamiast pytań o to, który klub z topowej ligi go kupi, pojawiło się inne: co tak naprawdę dziś znaczy tytuł króla strzelców Ekstraklasy?
Kibic patrząc na licznik goli, widzi snajpera, który zdominował ligę. Wydaje się, że po takim sezonie jego kariera powinna wystrzelić, a transfer do znanego klubu to tylko kwestia czasu. Ale gdy mija euforia, przychodzi refleksja: czy na pewno?
Korona króla strzelców w teorii brzmi dumnie, ale dziś coraz częściej traktowana jest jak ozdobny dodatek do CV piłkarza. Co naprawdę znaczy dziś król strzelców Ekstraklasy? Nie każdy medal świeci tym samym blaskiem. Czy ten tytuł daje jeszcze coś klubowi lub zawodnikowi? Czy problem leży w samej lidze, w piłkarzach, czy może w czymś jeszcze głębszym?
Ile naprawdę warte są te gole?
W teorii zdobycie korony powinno otwierać drzwi do dużych transferów. Robert Lewandowski w 2010 roku, jako król strzelców, odszedł do Borussii Dortmund i to był początek największej polskiej kariery w XXI wieku. Dwa lata później Artjoms Rudnevs trafił z Lecha Poznań do FC Köln. Dziś takie ruchy są rzadkością.
W ostatnich dziesięciu latach tylko dwaj królowie strzelców przynieśli swoim klubom realne pieniądze: Efthymis Koulouris i Nemanja Nikolić. To oni dzielą rekord najwięcej zdobytych bramek w jednym sezonie Ekstraklasy (28). Na sprzedaży Węgra Legia Warszawa zarobiła trzy mln euro. Pogoń przystała na ofertę nieco ponad cztery mln euro za greckiego snajpera, więc jego transfer wychodzący będzie droższy niż w przypadku Nikolicia. Ten odchodził jednak z Ekstraklasy dekadę temu, a od tego czasu dała o sobie znać transferowa inflacja.
Przeczytaj także: Koulouris opuszcza Pogoń! Transfer potwierdzony
Cała reszta? Albo zmieniała klub za darmo po wygaśnięciu kontraktu, albo przechodziła za kwoty symboliczne. To sytuacja frustrująca także dla polskich zespołów, które teoretycznie powinny zarabiać na swoich najlepszych napastnikach. Większość była w zaawansowanym piłkarsko wieku, ale zawsze lepiej dostać ochłapy zamiast niczego.
Bezgotówkowe ruchy królów strzelców Ekstraklasy pokazują też skalę trudności zatrzymania czołowych snajperów w Polsce. W większości przypadków podejmowano rozmowy o przedłużeniu współpracy. Agenci zawodników mieli jednak świadomość, że z kartą w ręku są w stanie zagwarantować swojemu klientowi atrakcyjną premię za podpisanie kontraktu w nowym miejscu. Kluby Ekstraklasy nierzadko muszą działać z wyprzedzeniem, aby uniknąć odejścia lidera za darmo.
Sezon | Król strzelców (wiek) | Liczba bramek | Kwota transferu wychodzącego |
2024/2025 | Efthymis Koulouris (29) | 28 | ponad 4 mln € |
2023/2024 | Erik Exposito (27) | 19 | 0 € (koniec kontraktu) |
2022/2023 | Marc Gual (27) | 15 | 0 € (koniec kontraktu) |
2021/2022 | Ivi López (27) | 20 | został w klubie |
2020/2021 | Thomas Pekhart (31) | 22 | 0 € (koniec kontraktu) |
2029/2020 | Christian Gytkjaer (30) | 24 | 0 € (koniec kontraktu) |
2018/2019 | Igor Angulo (35) | 24 | 0 € (koniec kontraktu) |
2017/2018 | Carlitos (27) | 24 | 450 tys. € |
2016/2017 | Marcin Robak (34) Marco Paixão (32) | 18 | 75 tys. € 0 € (kontrakt rozwiązany) |
2015/2016 | Nemanja Nikolić (28) | 28 | 3 mln € |
Katar i Indie zamiast TOP5
Nowi pracodawcy sporadycznie musieli płacić poprzedniemu klubowi zawodnika kwotę odstępnego. Królowie strzelców Ekstraklasy najczęściej odchodzili za darmo, a jednak byliśmy świadkami zaledwie trzech transferów wewnątrz polskiej ligi.
Na dalszą grę w Ekstraklasie zdecydował się Marcin Robak. Skonfliktowany z trenerem Nenadem Bjelicą napastnik mógł przebierać w ofertach, głównie od rodzimy klubów. 34-latek ostatecznie trafił do Śląska Wrocław za nieznaczną opłatą. Prawie pół mln euro za siedem lat młodszego Carlitosa zapłaciła Legia Warszawa. Hiszpan zdobył dla niej ponad 20 bramek, co kilka lat później zachęciło stołeczny klub do sięgnięcia po jego rodaka, Marca Guala. Ten trafiał do siatki nawet więcej razy od Carlitosa, ale serc fanów nie zdobył.
Lista kierunków, do których trafiali pozostali królowie strzelców Ekstraklasy, nie robi wrażenia. Arabia Saudyjska, Katar, Indie, USA, dwukrotnie Turcja oraz Włochy – w większości to miejsca bardziej do zwiedzenia, niż do grania w piłkę. Szczególnie że w wielu przypadkach był to drugi poziom rozgrywkowy. Czy to źle? Nie, każdy jest kowalem swojego losu i wybiera to, co jest najlepsze dla siebie lub rodziny. Szczególnie, gdy na stole leżą dwa mln euro netto rocznie.
Co znamienne, królowie strzelców nie zostają w Ekstraklasie długo. Najczęściej opuszczają ligę natychmiast po zdobyciu tytułu i to nie do wielkich klubów, ale tam, gdzie czeka szybka wypłata. Król w Polsce nie ma czasu panować – odchodzi, zanim kibice zdążą się nim nacieszyć.
Sezon | Król strzelców (wiek) | Liczba bramek | Kierunek transferu |
2024/2025 | Efthymis Koulouris (29) | 28 | Pogoń → Al-Ula FC (Arabia Saudyjska, 2. poziom rozgrywkowy) |
2023/2024 | Erik Exposito (27) | 19 | Śląsk→ Al-Ahli SC (Katar, 1. poziom rozgrywkowy) |
2022/2023 | Marc Gual (27) | 15 | Jagiellonia→ Legia (Polska, Ekstraklasa) |
2021/2022 | Ivi López (27) | 20 | został w Rakowie |
2020/2021 | Thomas Pekhart (31) | 22 | Legia → Gaziantep (Turcja, Super Lig) |
2019/2020 | Christian Gytkjaer (30) | 24 | Lech → Monza (Włochy, Serie B) |
2018/2019 | Igor Angulo (35) | 24 | Górnik Zabrze → FC Goa (Indie, 1. poziom rozgrywkowy) |
2017/2018 | Carlitos (27) | 24 | Wisła Kraków → Legia (Polska, Ekstraklasa) |
2016/2017 | Marcin Robak (34) Marco Paixão (32) | 18 | Lech→ Śląsk (Polska, Ekstraklasa) Lechia → Altay SK (Turcja, 2. poziom rozgrywkowy) |
2015/2016 | Nemanja Nikolić (28) | 28 | Legia→ Chicago Fire (USA, MLS) |
Królowie w małych królestwach
Koulouris spróbuje rozkochać w sobie serca saudyjskich kibiców. Patrząc na historię poprzednich królów strzelców Ekstraklasy, ma na to niemałą szansę. W Stanach Zjednoczonych sporego szumu narobił Nikolić, którego stać było nawet na bycie najlepszym strzelcem fazy zasadniczej MLS (24 bramki). Były piłkarz Legii był o dwa trafienia lepszy od dawnej gwiazdy Barcelony, Davida Villi z New York City FC. Rok później Węgier znów był najlepszym strzelcem Chicago Fire, ale w ogólnej klasyfikacji zajął siódme miejsce. Nikolić wrócił później do ojczyzny, a karierę zakończył na Cyprze.
Marco Paixao dorobił się statusu legendy w tureckim Altay SK. Portugalczyk czterokrotnie sięgnął po koronę króla strzelców zaplecza tureckiej ekstraklasy. Łącznie zdobył 108 bramek, co czyni do najlepszym strzelcem tego zespołu w historii. Na wyższy poziom sportowy wzbił się Gytkjaer, który może i nie podbił włoskiej elity, ale jeszcze w poprzednim sezonie grał w Serie A. Łącznie rozegrał w niej 51 meczów (trzy bramki i asysta).
Co słychać u pozostałych snajperów? Robak i Angulo jeszcze przez trzy/cztery lata postrzelali odpowiednio w Polsce i Indiach, a potem skończyli karierę. Ponowną grę w Legii wybrali Carlitos i Pekhart. Drugie podejście nie było jednak tak udane, jak pierwsze. Może to wskazówka dla Guala, aby nie kusić losu? Exposito niezmiennie trafia do siatki w Katarze, a Ivi Lopez stanowi o sile Rakowa.
Większość królów strzelców Ekstraklasy wybrała kontrakty życia i pewnie nie żałuje. Warto zapewnić sobie jednak taką gażę, aby nie trzeba było dorabiać w Polsce. Kilku z nich zaznaczyło swoją obecność w różnych rejonach światach. Zdarzyła się nawet jedna przygoda w lidze z TOP5. Generalnie, bez szału.
Gdzie leży problem?
Paradoks polega na tym, że największe transfery z Ekstraklasy wcale nie dotyczą królów strzelców. Dlaczego tak się dzieje? Powody są minimum trzy.
Po pierwsze – wiek. Ostatnie lata należały do młodych zawodników: Ante Crnaca, Ernesta Muciego, Kacpra Kozłowskiego, czy Jakuba Kamińskiego. To oni byli sprzedawani za dziesiątki mln euro do solidnych europejskich klubów. W ich przypadku nie liczyła się liczba goli, ale wiek, perspektywa rozwoju i potencjał na dalszą sprzedaż. Wystarczy wspomnieć Krzysztofa Piątka, który był blisko, ale nie zdobył korony strzelców w Polsce, ale i tak wyjechał za granicę i chwilowo zrobił furorę w Serie A.
Promocję daje występ w europejskich pucharach albo sam fakt młodego wieku. Nawet piłkarz, który nie błyszczy w statystykach, może zostać sprzedany za duże pieniądze, jeśli ma odpowiedni paszport i metrykę. Na polskim podwórku król strzelców to często piłkarz po 27. roku życia, czyli już poza wiekiem, w którym zachodnie kluby inwestują duże pieniądze. To niejako z automatu przekreśla szansę na transfer do czołowych lig europejskich.
Przeczytaj także: Sensacyjny zwrot w sprawie Pululu? To byłaby niespodziewana decyzja! [NOWE INFORMACJE]
Po drugie – jakość ligi. Dla najlepszych w Europie Ekstraklasa wciąż uchodzi za rozgrywki o niewystarczającym prestiżu, które nie są realnym sprawdzianem dla napastników. Dzięki sukcesom polskich klubów w europejskich pucharach sytuacja powoli zmienia się na lepsze, ale to proces, który wymaga czasu i kontynuacji progresu.
Po trzecie – mentalność. Wielu zawodników woli stabilizację i wysoki kontrakt w egzotycznym miejscu niż sportowe ryzyko w mocnej lidze. Nie można mieć pretensji o to, że któryś zawodnik woli być ustawionym na całe życie, aniżeli podjąć próbę wywalczenia składu w średniej jakości klubie z ligi TOP5. Sukces takiego gracza byłby dobrą promocją dla Ekstraklasy, ale na to już nie mamy wpływu.
Ale jest jeszcze inny aspekt. Królowie strzelców Ekstraklasy to często piłkarze, którzy próbowali wcześniej swoich sił w silnych ligach, a do Polski trafili, aby się odbudować. Strzelają dużo, ale ich sufit rozwojowy został dawno osiągnięty. Dlatego zachodnie drużyny traktują ich raczej jako krótkotrwałe wzmocnienia niż inwestycję.
Złoty bilet donikąd
Co naprawdę daje dziś w Polsce tytuł króla strzelców? Poza wpisem w Wikipedii i krótkim błyskiem medialnym coraz częściej nic. W teorii to nagroda dla najgroźniejszego napastnika ligi, która powinna przyciągać uwagę menedżerów i skautów z zagranicy. W praktyce jednak przypomina błyszczącą statuetkę z plastiku. W Polsce nie jest to przepustka do czegoś więcej. Zamiast otwierać drzwi do poważnych transferów, od lat pozostaje jedynie ciekawostką statystyczną.
Kolejne sezony pokazują, że gole w Ekstraklasie rzadko stanowią walutę, którą ktoś jest gotów zapłacić na zachodzie. To raczej znak, że piłkarz dobił do szczytu swoich możliwości w naszym środowisku, a stąd zwykle prowadzi tylko droga na finansowe emigracje. Koulouris ze swoim rekordowym dorobkiem i transferem do Arabii Saudyjskiej tylko potwierdził ten trend.
Pytanie pozostaje otwarte: czy doczekamy się jeszcze kiedyś króla, którego gole zamiast do Kataru czy Indii poprowadzą do wielkiej piłki? Na razie ta korona wygląda jak złoty bilet donikąd.