Wisła i GieKSa od początku stworzyły widowisko. Emocji nie brakowało
Wisła Kraków po czterech sezonach przerwy wróciła w niedzielny wieczór do PKO BP Ekstraklasy. Biała Gwiazda przystępowała do nowej kampanii z ambicjami, aby namieszać w ligowej stawce. Już na inaugurację czekało ją jednak niezwykle wymagające wyzwanie, bo na drodze beniaminka stanęła GKS Katowice.
Przed startem rozgrywek w obu zespołach doszło do kilku zmian kadrowych. Wisłę wzmocnili między innymi Marcel Łubik, Thody Elie Youan oraz Jeremy Bruno Guillemenot. Z kolei do drużyny ze Śląska trafili Gabriel Kobylak, Pau Resta, Bartosz Wolski, Szymon Bartlewicz i Maciej Kikolski. Oba kluby postawiły jednak przede wszystkim na stabilizację, uzupełniając składy o zawodników mających podnieść jakość rywalizacji.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Ciekawostką jest fakt, że krakowski zespół zmierzył się z GKS-em Katowice w PKO BP Ekstraklasie po raz pierwszy od 2005 roku. Ostatnie oficjalne spotkania obu ekip miały natomiast miejsce w sezonie 2023/2024 na zapleczu elity i dostarczyły kibicom mnóstwo emocji. Wisła zwyciężyła w Krakowie 3:2, natomiast GieKSa zrewanżowała się efektowną wygraną 5:2 na stadionie przy ulicy Bukowej.
Od pierwszego gwizdka na Synerise Arena Kraków nie brakowało emocji. Na trybunach wyraźnie dało się odczuć wzajemną niechęć kibiców obu ekip, którzy przez całe spotkanie tworzyli gorącą atmosferę. Tymczasem na murawie oba zespoły od początku pokazywały, że zamierzają grać o pełną pulę. Już w ósmej minucie na listę strzelców mógł wpisać się Bartosz Nowak, ale jego uderzenie w kapitalnym stylu obronił Marcel Łubik.
Z kolei w 10. minucie szczęścia próbował Eman Marković, jednak i tym razem czujny między słupkami Białej Gwiazdy był były bramkarz Górnika Zabrze. Odpowiedź ze strony krakowskiego zespołu miała natomiast miejsce w 28. minucie. W roli głównej wystąpił Federico Duarte, ale Gabriel Kobylak nie dał się zaskoczyć i skutecznie interweniował. Portugalczyk jeszcze raz był bliski zdobycia bramki w 42. minucie, jednak tym razem Katowiczan uratował nie tylko ich bramkarz, ale również słupek.
Marko Bozić i Jordi Sanchez dali sygnał do ataku
Na pierwszego gola przyszło czekać fanom do 56 minuty. Wówczas w roli głównej wystąpił Marko Bozić. Austriak wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Marcina Wasielewskiego. Na tym jednak Wisła nie zamierzała poprzestać. Już w 60. minucie prowadzenie Krakowian podwyższył Jordi Sanchez, który popisał się celnym strzałem głową po centrze Raoula Gigera.
Z kolei w 64. minucie miała miejsce powtórka akcji z 60 minuty. Ponownie na listę strzelców wpisał się hiszpański napastnik, a dogrywał mu Szwajcar. Tym samym duet Giger-Jordi Sanchez mógł znokautować rywali. Finalnie jednak sędzia po weryfikacji VAR anulował to trafienie, dopatrując się faulu w ataku piłkarza 13-krotnych mistrzów Polski. Tym samym goście mogli mieć jeszcze nadzieje na korzystny wynik.
Ekipa prowadzona przez Rafała Góraka złapała kontakt w 79. minucie. Szymon Bartlewicz wykorzystał sytuację na debiutanckie trafienie w nowych barwach i końcówka starcia w Krakowie była bardzo emocjonująca. Finalnie rezultat już się nie zmienił i gospodarze wywalczyli trzy oczka. W następnej kolejce Wisła zagra na wyjeździe z Piastem Gliwice. Z kolei GieKSę czeka potyczka z Radomiakiem. Zanim jednak do tego dojdzie, to jeszcze w czwartek zespół Rafała Góraka zmierzy się w rewanżu z MSK Ziliną.
Wisła Kraków – GKS Katowice 2:1 (0:0)
1:0 Marko Bozić 56′ (k.)
2:0 Jordi Sanchez 60′
2:1 Szymon Bartlewicz 79′









