Nudy, nudy i jeszcze raz nudy w meczu Motoru z Górnikiem
Na początek niedzielnej serii gier w PKO Ekstraklasie, czekała na nas rywalizacja pomiędzy Motorem Lublin a Górnikiem Zabrze. Wszystko wskazywało na to, że czeka nas bardzo ciekawe spotkanie. Gospodarze ostatnio są przecież w dobrej formie, a Trójkolorowi to jedna z lepszych ekip tej kampanii. Oczekiwania jednak zdecydowanie rozminęły się z rzeczywistością.
Pierwsze minut należy do gości z Zabrza, którzy stworzyli zagrożenie po jednym z rzutów rożnych. Wówczas świetnie w polu karnym odnalazł się jeden z graczy, który oddał pierwszy – i jak się później okazało, długo jedyny celny strzał w tym meczu. Kolejne minuty można podzielić na dobry drugi kwadrans Motoru, w którym mieli oni optyczną przewagę szczególnie pod względem posiadania piłki i trzeci kwadrans, w którym to goście byli lepsi. Powiedzieć jednak, że obie drużyny stworzyły jakiekolwiek zagrożenie byłoby jednak sporym nadużyciem.
Po zmianie stron obraz meczu nadal utrzymywał się taki sam. To znaczy, Motor sporo rozgrywał w środku, był częściej przy piłce, ale gdy dochodziło co do czego, to piłka zazwyczaj była zagrywana bardzo niedokładnie. To zresztą dotyczy także Górnika, który także słabo radził sobie z celnością podań. Dopiero ostatnie 15 minut przyniosło nieco więcej emocji – choć słowo nieco – to naprawdę spore określenie w tym przypadku. Groźną akcję przeprowadził bowiem Bartosz Wolski oraz Thomas Santos, ale ten drugi znacząco się pomylił.
W ostatnich minutach meczu groźny strzał oddał jeszcze Erik Janża, ale pewnie zachował się Ivan Brkić. Co więc więcej napisać na temat tego spotkania? Można była nieco lepiej spożytkować te półtorej godziny.
Zobacz także: Papszun posadzi go na ławce. Kluczowa zmiana w Legii Warszawa









