Jop odsłonił kulisy wygranej Wisły. Nie wszystko mu się podobało

Wisła Kraków pokonała Raków Częstochowa (2:1), przedłużając zwycięską passę u siebie. Mariusz Jop wskazał mankamenty drużyny i wyjaśnił, co przesądza o jej sukcesach.

Mariusz Jop
Obserwuj nas w
fot. BEAUTIFUL SPORTS Pressphoto Agency / Alamy Na zdjęciu: Mariusz Jop

Wisła Kraków idzie jak burza

Wisła Kraków dopisała kolejne trzy punkty do swojego dorobku, wygrywając szósty mecz z rzędu na własnym stadionie. Zwycięstwo nad Rakowem Częstochowa nie przyszło jednak łatwo. Rywale skupili się na defensywie, a Krakowianie długo szukali sposobu na sforsowanie ich ustawienia. Ostatecznie gospodarze przechylili szalę na swoją stronę w końcówce, potwierdzając, że potrafią walczyć do ostatniego gwizdka. Mariusz Jop docenił wynik, ale nie ukrywał, że jego zespół ma jeszcze nad czym pracować.

– Bardzo się cieszę, że Wisła Kraków zawsze gra do końca i zawsze walczy o zwycięstwo. To bardzo cenne i chcemy to dalej pielęgnować. Wygraliśmy kolejny mecz u siebie. Nie jest łatwo zwyciężyć w sześciu spotkaniach z rzędu na własnym stadionie. (…) Jednocześnie jest kilka elementów, nad którymi musimy nadal mocno pracować, bo ten mecz nie był idealny w naszym wykonaniu. Cenimy jednak trzy punkty, bo ostatecznie to najważniejsze – mówił szkoleniowiec Białej Gwiazdy w trakcie pomeczowej konferencji prasowej.

REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie

Jednym z głównych problemów Wisły było zbyt wolne rozgrywanie piłki przeciwko nisko ustawionemu rywalowi. Jop przyznał, że jego zawodnicy nie zawsze potrafili odpowiednio wykorzystać przestrzeń i przyspieszyć ataki.

– Mieliśmy problem w ataku pozycyjnym. Rywal zachowywał się biernie. Nie wypychał nas aktywnie, tylko czekał we własnej strefie, ustawiony płasko w systemie 5-4-1. W takiej sytuacji trzeba grać szybciej, na jeden lub dwa kontakty, szukać zmiany strony i wbiegnięć w wolne korytarze za plecami obrońców, żeby rozerwać linię defensywną. Byliśmy trochę statyczni. Poza tym zbyt często dotykaliśmy piłki i za wolno zmienialiśmy stronę. To elementy, które absolutnie musimy skorygować w starciach z tak grającymi przeciwnikami – wyjaśnił trener.

Szczera opinia trenera

Szkoleniowiec ekipy z Krakowa odniósł się także do ryzyka związanego z rozegraniem piłki od tyłu i błędów Marcela Łubika. Nie zamierza jednak rezygnować z takiego sposobu budowania akcji.

– Myślę, że czasami wynika to z tego, że Marcel chce bardzo szybko wznowić grę. Kiedy człowiek się spieszy, zdarza mu się popełniać błędy. Liczę się z tym, że takie sytuacje czasami będą miały miejsce. Uważam jednak, że sposób gry Marcela i korzyści, które nam daje, ostatecznie się opłacają. Wiele akcji rozpoczynanych przez niego pozwala nam później stwarzać sytuacje w trzeciej tercji boiska. Jesteśmy w stanie ominąć większą liczbę przeciwników, wykorzystując właśnie Marcela. To jest wkalkulowane w nasz sposób grania i musimy to akceptować. Oczywiście chcemy ograniczać straty i minimalizować ryzyko, ale podejmując próby rozegrania piłki od tyłu, zawsze musimy liczyć się z pewnym zagrożeniem – podkreślił Jop.

Trener Wisły zabrał również głos w sprawie Juliusa Ertlhalera, który przedłużył kontrakt z klubem. Jop nie uważa, aby wcześniejsza niepewność dotycząca przyszłości miała wpływ na dyspozycję zawodnika.

– Julius to fantastyczny piłkarz pod względem zaangażowania, inteligencji boiskowej, a także relacji międzyludzkich. Naprawdę praca z takim zawodnikiem to duża przyjemność. Julius miał i nadal ma pewne problemy zdrowotne, a jego dyspozycja bywa z tym związana. Bardzo dużo poświęca, jeśli chodzi o zdrowie, żeby być gotowym do gry. Cenię go za to, ponieważ wszystko, co robi, robi z myślą o zespole. Bardzo ciężko pracuje w defensywie i fazach przejściowych. Oddaje serce i daje z siebie wszystko zarówno na treningach, jak i podczas meczów. To dla nas bardzo ważny piłkarz i jeden z liderów zespołu. Bardzo się cieszę, że zostanie z nami na dłużej, bo to świetny piłkarz i świetny człowiek – zaznaczył szkoleniowiec.

Raków potrzebuje odbudowy

Jop został też zapytany o trudną sytuację Rakowa i ewentualne rady dla Dawida Szwarca. Nie chciał jednak ingerować w sprawy rywala. Chociaż wskazał, co może pomóc Częstochowianom.

– Trener znajduje się w trudnej sytuacji. Przede wszystkim trzeba odbudować piłkarzy pod względem mentalnym, bo kiedy długo się nie wygrywa, bardzo trudno jest pokazywać swoje umiejętności. Raków na pewno potrzebuje przełamania i wiary w wizję, którą chce przedstawić trener. Jestem przekonany, że trener, jego sztab i wszyscy w Rakowie będą robili wszystko, żeby osiągnąć ten cel. Nie jest to jednak moja sprawa, żeby głębiej wchodzić w te kwestie – podsumował trener Krakowian.

Wisła kolejne spotkanie rozegra za tydzień. Zmierzy się wówczas na wyjeździe z Lechem Poznań. Mecz odbędzie się o godzinie 17:30 w sobotę 31 października.

POLECAMY TAKŻE