Jagiellonia się spóźniła. Raków wygrał rywalizację
Karol Struski w latach 2022-2025 próbował swoich sił na Cyprze. Był ważną postacią Arisu Limassol, co pozwoliło mu nawet na debiut w reprezentacji Polski. Zeszłego lata zdecydował się na powrót do Polski. Za kwotę około 700 tysięcy euro sprowadził go Raków Częstochowa, z którym podpisał czteroletnią umowę.
Pierwsze miesiące Struskiego w ekipie Medalików nie są najlepsze. Długo nie mógł zapracować na względy Marka Papszuna i nawet myślał o odejściu. Z czasem jednak wywalczył miejsce w składzie, a Łukasz Tomczyk wiosną też regularnie z niego korzysta. W sumie ma na koncie 25 występów, w których zaliczył jedną asystę.
Teraz Struski zdradza, że Raków nie był jedynym polskim klubem, który chciał go u siebie. Zgłosiła się po niego chociażby Jagiellonia Białystok, ale zrobiła to zbyt późno. Pomocnik już był wtedy zdecydowany na projekt ekipy z Częstochowy.
– Raków wykazał zainteresowanie jako pierwszy zespół. Miałem już kontakt z klubem, gdy trwały jeszcze rozgrywki w Polsce i na Cyprze. To był dla mnie ważny sygnał. Przedstawiono mi bardzo szczegółowy plan rozwoju, bardzo szczegółowe informacje na temat klubu i modelu gry. Ta wizja mnie przekonała. Nie było wielkiego zainteresowania ze strony innych klubów Ekstraklasy, choć mój agent miał kilka telefonów. Między innymi z Jagiellonii Białystok. Natomiast telefon z Białegostoku pojawił się w momencie, gdy byłem już de facto dogadany z Rakowem – ujawnił Struski w wywiadzie dla TVP Sport.








