Pierwszy mecz w dywizji B i od razu problem. Polska zatrzymana przez Bośnię

Reprezentacja Polski rozpoczęła walkę o powrót do elity Ligi Narodów. Biało-czerwoni w piątkowy wieczór tylko zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 0:0 na PGE Narodowym.

Sebastian Szymański
Obserwuj nas w
fot. BEAUTIFUL SPORTS Pressphoto Agency / Alamy Na zdjęciu: Sebastian Szymański

Reprezentacja Polski zaczęła swoją misję od falstartu

Reprezentacja Polski w piątkowy wieczór po raz pierwszy w historii rozegrała mecz w dywizji B, zaczynając jednocześnie misję związaną z walką o powrót do elity. Wyzwanie było konkretne. Bośnia i Hercegowina co prawda grała bez swojej największej gwiazdy w postaci Edina Dzeko, ale Karim Alajbegović miał zadbać o to, że Biało-czerwoni nie będą nudzić się w obronie.

Pierwsza połowa na PGE Narodowym nie przyniosła goli, a długo również większych emocji. Pierwsze fragmenty rywalizacji należały do Bośniaków, którzy częściej utrzymywali się przy piłce i próbowali przenosić ciężar gry pod pole karne Polski. Najlepszą okazję mieli w dziewiątej minucie, gdy Ermedin Demirović uderzał z bocznego sektora pola karnego, ale posłał piłkę obok bramki. Biało-czerwoni z czasem przejęli inicjatywę i zaczęli dłużej przebywać na połowie rywala, jednak ich dośrodkowania najczęściej padały łupem gości.

REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie

Tymczasem w 24. minucie Jan Urban musiał dokonać wymuszonej zmiany. Z powodu urazu boisko opuścił Jakub Kamiński, a jego miejsce zajął Nicola Zalewski. Wprowadzenie zawodnika Atalanty nieco ożywiło poczynania reprezentacji Polski. Zalewski szybko dał się we znaki rywalom i w 38. minucie został sfaulowany tuż przed polem karnym. W każdym razie Biało-czerwoni nie zdołali zamienić rzutu wolnego na poważne zagrożenie. Polacy coraz mocniej zamykali Bośniaków na ich połowie, ale brakowało kropki nad „i”.

Na prawdziwy konkret trzeba było czekać aż do samego końca pierwszej połowy. Piotr Zieliński w 43. minucie zainicjował świetnie zapowiadającą się akcję, obsługując długim podaniem Matty’ego Casha. Ten zgrał piłkę do Michała Skórasia, ale skrzydłowy przy przyjęciu wypuścił ją sobie zbyt mocno. Chwilę później Sebastian Szymański dostał futbolówkę w polu karnym i oddał pierwszy celny strzał tego spotkania, lecz uderzył wprost w golkipera Bośniaków. To była zarazem ostatnia godna uwagi akcja przed przerwą.

Zmiany dały pozytywny impuls

Po zmianie stron gospodarze przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, co miało przełożenie na sytuacje strzeleckie. Sygnał do ataku dał w 55. minucie Cash, oddając mocne uderzenie z prawej nogi, ale bramkarz rywali był na posterunku. Chwilę później dobijał Sebastian Szymański, ale i tym razem czujny był golkiper Bośniaków.

Tymczasem w 58. minucie na niesygnalizowany strzał sprzed pola karnego pozwolił sobie Wiktor Nowak, który pojawił się na boisku w drugiej połowie w miejsce Bartosza Slisza. Decyzja debiutującego w kadrze pomocnika była bardzo dobra, ale zabrakło trochę precyzji, bo finalnie próba zawodnika Slavii Praga była niecelna.

Do końca zawodów ostatecznie żadnej ze stron nie udało się skierować piłki do siatki. Tym samym meczu Polaków z Bośniakami zakończyło się bezbramkowym remisem, co przy wygranej Szwedów z Rumunią (2:1) nie wróży dobrze Biało-czerwonym. Już w poniedziałek reprezentacja Polski zmierzy się ze Skandynawami. Z kolei ekipę Sergeja Barbareza czeka potyczka z Rumunią.

Polska – Bośnia i Hercegowina 0:0

POLECAMY TAKŻE