Traore: Szachtar faworytem w starciu z Lechem. Zimą miałem ofertę z Polski! [NASZ WYWIAD]

Lassina Traore jest ostatnio w doskonałej formie. Wcześniej napastnik Szachtara długo leczył kontuzję, ale powrót do gry ma znakomity. To oznacza, że w czwartkowym meczu obrona Lecha będzie musiała na niego bardzo uważać. Gracz z Burkina Faso udzielił przed tym starciem obszernego wywiadu goal.pl, w którym przyznał, że zimą miał ofertę z Polski!

Lassina Traore
Obserwuj nas w
René Nijhuis/Alamy Na zdjęciu: Lassina Traore

Przeszedł do historii ligi holenderskiej

25-letni obecnie Lassina Traore karierę zaczynał w ojczyźnie, w Burkina Faso. Tam szybko wypatrzył go Ajax Amsterdam, ale piłkarz wówczas był za młody, aby przenieść się do Europy. Trafił więc najpierw do RPA, do Ajax Cape Town, filialnego klubu giganta z Amsterdamu.

Potem przenósł się do Amsterdamu i zaliczył całkiem niezły pobyt w Ajaksie. Przeszedł zresztą do historii ligi holenderskiej, strzelając w jednym meczu… pięć goli i zaliczając trzy asysty.

Latem 2021 roku za 10 mln euro przeniósł się do Szachtara Donieck, w którym gra do dziś. W czwartek Ukraińcy zagrają z Lechem w Poznaniu w ramach ⅛ finału Ligi Konferencji UEFA. Przed tym spotkaniem Traore udzielił goal.pl obszernego wywiadu, mówiąc i o piłce, i o wojnie, która bardzo komplikuje funckjonowania Szachtarowi. Nie brakło też wątku transferu do Polski i… Prejuce’a Nakoulmy.

Piotr Koźmiński, goal.pl: Początek sezonu był dla ciebie bardzo nieudany, bo długo leczyłeś kontuzję. Za to powrót okazał się znakomity.

Lassina Traore: To prawda. Opuściłem bardzo wiele meczów na początku sezonu, to były trudne miesiące, ale udało mi się wrócić na finały Pucharu Narodów Afryki. Potem jeszcze przygotowywałem się na obozie zimowym Szachtara, a po wznowieniu rozgrywek forma faktycznie okazała się dobra.

No właśnie. Niedawno strzeliłeś 3 gole Karpatom Lwów, mimo że zagrałeś w tym meczu tylko 26 minut.

To spotkanie będę wspominał bardzo dobrze, bo to mój pierwszy hat trick w barwach Szachtara. Wygraliśmy pewnie 3:0, więc radość była pełna. W tamtym spotkaniu Szachtar bardzo potrzebował goli, a mi się udało je “dostarczyć”.  Ale to już historia. Świeża, ale historia. Teraz skupiamy się już tylko na starciu z Lechem.

Co wiesz o poznańskim rywalu?

Że to bardzo dobry zespół. Są mistrzami Polski, dobrze sobie radzą w Lidze Konferencji. To drużyna trochę podobna do nas. Widziałem kilka meczów Lecha. Tak jak Szachtar, Lech też lubi grać piłką. Woli ją mieć, wymieniać dużo podań. Mają też bardzo dobrego napastnika, który jest w klubie od lat i który strzela dużo goli. Oglądałem jego profil, ma bardzo duży wpływ na zespół. 

Pamiętasz jego nazwisko?

Niestety nie.

Mikael Ishak.

A tak. Ishak. Dużej klasy piłkarz. 

Mikael Ishak
SOPA Images Limited / Alamy Mikael Ishak budzi duże uznanie u Lassiny Traore

Szachtar ma większe doświadczenie

Kto jest faworytem tej rywalizacji?

Według mnie jednak Szachtar. Nie to, żebym lekceważył Lecha, nie, jest wręcz przeciwnie, jak powiedziałem, to bardzo dobry zespół. Ale myślę, że jesteśmy faworytem ze względu na to, że mamy większe europejskie doświadczenie niż Lech. Szachtar to regularny uczestnik Ligi Mistrzów, zespół, który kiedyś zdobył europejskie trofeum. Grał więcej dużych meczów niż Lech.

OK, teraz gramy w Lidze Konferencji, ale wielokrotnie mój klub występował w Champions League. Pod tym względem mamy przewagę nad Lechem. Z drugiej strony nie można zapominać, że oba mecze odbędą się w Polsce. I choć uważam Szachtar za faworyta, to zanosi się na ciężką przeprawę. 

Czyli, nie 50 na 50, a bardziej 60 do 40 dla Szachtara?

Tak, myślę, że coś w tym stylu. Ale jeszcze raz podkreślam: zanosi się na bardzo ciężki dwumecz.

Jako gospodarze gracie w Krakowie. Jak się czujesz w Polsce, gdy przychodzi wam tu grać mecze? Zobaczyłeś u nas coś poza stadionem, hotelem, czy lotniskiem?

Wcześniej mecze Ligi Mistrzów graliśmy w Warszawie. Wtedy miałem okazję trochę poznać miasto. Warszawa jest wspaniała. Co do Krakowa, to szans na zobaczenie czegoś było do tej pory mniej, ale też czujemy się tu świetnie. Generalnie dobrze nam się gra w Polsce i należą się wam podziękowanie za przyjęcie ukraińskich drużyn. 

To miłe i ważne, że sąsiad Ukrainy tak nas przyjął, dał możliwość grania u siebie. To wsparcie dało się też odczuć w trakcie meczów. Pamiętam, że zwłaszcza z Besiktasem bardzo wielu polskich kibiców nas dopingowało.

Kijów – Warszawa, czyli uciążliwe podróże

Jak się funkcjonuje w czasie wojny? Do takiej rzeczywistości można się w ogóle przyzwyczaić?

Do końca na pewno nie. Bardziej chodzi o to, że musisz się jakoś nauczyć funkcjonować w takich realiach, jakoś w nich żyć. Ale nikt chyba nie powie, że to normalne warunki. Tak naprawdę jest ciężko, weźmy choćby te podróże. To bardzo uciążliwe.

Nieraz jechaliśmy z Kijowa do Warszawy autokarem…Czy z Kijowa do Krywbasu. Ukraina to bardzo duży kraj. Gdy grasz na dwóch frontach i na obu chcesz być konkurencyjny, to te podróże nie pomagają. Są ciężkie fizycznie, mentalnie, utrudniają też zadanie trenerowi, który ma mniej czasu na przygotowanie drużyny. A piłkarze mniej czasu na regenerację.

Ile to godzin zajmuje?

Z Kijowa do granicy polsko-ukraińskiej osiem godzin. Potem ponad godzina na granicy. I dalej, do Warszawy trzy godziny. W sumie to 12-13 godzin. Generalnie właśnie podróże są jednym z najbardziej uciążliwych aspektów naszej wojennej rzeczywistości.

Nad Ukrainą nie da się latać, więc zostaje ci autobus. A mentalnie, jak wiadomo, też łatwo nie jest. Na szczęście w tym przypadku podróż wygląda nieco inaczej, bo do Poznania lecimy prosto ze Stambułu. Tym razem jest więc łatwiej.

Byłeś jedynym cudzoziemcem który po wybuchu wojny wrócił na Ukrainę, do Szachtara. Wszyscy inni odmówili powrotu. Dlaczego się zdecydowałeś? To była trudna, czy łatwa decyzja?

To była decyzja podjęta sercem. Wiele Szachtarowi zawdzięczałem. Klub zawsze był bardzo w porządku względem mnie. Kiedy miałem kontuzję, super się mną opiekował. Mogłem na nich liczyć w każdej sytuacji. Dlatego nie miałem wątpliwości.

Skoro oni byli ze mną, gdy u mnie nie było dobrze, bo miałem uraz, to ja chciałem być z nimi, gdy ich sytuacja stała się nieciekawa. Chciałem wrócić. Coś jeszcze z Szachtarem osiągnąć. Oczywiście, dużo ciężej było wytłumaczyć rodzinie, że to dobry pomysł.

Kto w rodzinie stawiał największy “opór”?

Mama i moja partnerka, Wiadomo, kobiety w takiej sytuacji są zawsze ostrożniejsze, zawsze bardziej się martwią, przejmują. Ale w końcu bliscy zrozumieli dlaczego tak postępuję i zaakceptowali moją decyzję.

Mieszkańcy Burkina Faso pokochali Kijów!

Bliscy to jeszcze pół biedy, bo mogłeś im wytłumaczyć, ale na przykład znajomi z Burkina Faso… Oni to się dopiero musieli dziwić…

To prawda. Wiadomo jak to jest. Znajomi wiedzę o tym co się dzieje na Ukrainie czerpali głównie z telewizji. A tam były i są przede wszystkim wojenne obrazy. Bombardowania i tak dalej. Wyobrażenie było więc takie, że wojna jest na całej Ukrainie, że zaczyna się w zasadzie tuż za granica, że cała Ukraina płonie. I oczywiście musiałem tłumaczyć, że tak nie jest. Ale to było na początku. Teraz sami chętnie mnie odwiedzają.

Gdzie?

W Kijowie!

Znajomi z Burkina Faso odwiedzają cię w Kijowie?

Tak.

To jak się tam dostają? Skoro nie ma lotów, to pewnie przez Polskę. 

Dokładnie tak! Lądują w Warszawie albo w Rzeszowie, stamtąd jadą samochodem do granicy, ktoś ich odbiera, a potem prosto do Kijowa. I Kijów bardzo im się podoba!

A w trakcie tej wojny, przez te cztery lata, miałeś jakieś niebezpieczne sytuacje, czy udawało się ich uniknąć?

Wiadomo, że całkiem uniknąć się ich nie da. Kiedy niedaleko ciebie przelatuje rakieta, czy dron, kiedy słyszysz nieopodal hotelu detonacje, to wiadomo, że obawy się pojawiają. Albo kiedy musisz biec do schronu, bo wyje alarm i nie możesz zostać tam, gdzie jesteś.

Spędzasz tam całą noc, a na drugi dzień masz mecz. Niestety takie sytuacje też się zdarzają. Ale tak, kilka razy bałem się bardziej niż zwykle. Wtedy, gdy detonacje były bardzo blisko hotelu czy mojego samochodu.

Zawsze pytam rozmówców z Ukrainy o sens sportu w trakcie wojny. Jak ty to widzisz? Ktoś powie, że teraz Ukraina ma ważniejsze sprawy na głowie, ale ktoś inny, że sport daje wytchnienie, pozwala zapomnieć niektórym o koszmarze wojny.

Dokładnie tak to widzę. Że sport ma tu swoją rolę do odegrania. Zwróć uwagę, że czy to przy meczach ukraińskich drużyn, czy przy walkach Usyka, czy przy meczach ukraińskiej tenisistki… Zawsze wokół pojawiają się ukraińskie flagi. To jest po pierwsze sygnał dla samych Ukraińców, ale i dla świata.

To przekaz, że Ukraina wciąż funkcjonuje, wciąż walczy. Stoi i nie upada. Według mnie sport jest po prostu częścią walki Ukrainy o przetrwanie. Pokazywanie światu, że wciąż jesteśmy.

Mówię “my” bo ten kraj w jakimś sensie stał się moim drugim domem. Dużo się w tym czasie wydarzyło w moim życiu. Moje pierwsze dziecko urodziło się, gdy już byłem piłkarzem Szachtara. Ożeniłem się już jako piłkarz Szachtara…

Ołeksandr Usyk
PA Images/Alamy Zdaniem Traore sport ma swoją rolę do odegrania w trakcie wojny. Usyk „daje świadectwo” o Ukrainie

Kolega śledzący Szachtara podpowiedział mi, że przed meczem śpiewałeś ukraiński hymn…

To prawda. To z mojej strony też wyraz szacunku dla Ukrainy, dla moich kolegów. Jak mówiłem, ten kraj stał się moim drugim domem. Staram się coraz lepiej poznawać słowa hymnu, aby umieć jak najlepiej go zaśpiewać. 

Do Szachtara przeszedłeś z Ajaksu. Jak podsumujesz pobyt w tym klubie?

Było super! Ajax był moim pierwszym europejskim klubem, był dla mnie jak rodzina. OK, byłem bardzo młody, dopiero wchodziłem do drużyny, ale mam stamtąd naprawdę dobre wspomnienia. Grałem ze świetnymi piłkarzami, sporo się nauczyłem.

Przed nim był Marco van Basten

Chyba zwłaszcza jeden mecz musiał ci utkwić w pamięci…

Tak, bo nieczęsto się zdarza, że piłkarz strzela pięć goli w jednym spotkaniu. Nawet Messi czy Ronaldo za często tego nie robią. A ja wtedy strzeliłem pięć bramek VVV Venlo i miałem trzy asysty. Wiadomo, że takich spotkań się nie zapomina.

Wygraliśmy 13:0 co jest rekordem wszech czasów holenderskiej ekstraklasy. To był ważny moment. Bo mieliśmy za sobą słabe występy, a przed nami był bardzo ważny mecz Ligi Mistrzów z Atalantą Bergamo. Potrzebowaliśmy więc występu, który przywróciłby nam pewność siebie. I bez wątpienia to się udało.

A pamiętasz który piłkarz przed tobą strzelił pięć goli w jednym meczu ligi holenderskiej?

Marco van Basten.

Prawda. A skoro w Ajaksie było ci tak dobrze, to czemu odszedłeś do Szachtara?

To była trudna decyzja. Został mi wtedy rok do końca kontraktu. W Ajaksie wciąż byłem piłkarzem aspirującym do gry, nie wiodącym, takim, który musiał czekać na swoją szansę. Skoro więc pojawił się projekt, też bardzo ambitny, w którym miałem odgrywać większą rolę, to się nim zainteresowałem. 

Mój warunek był wtedy taki, że muszę trafić do klubu, który podobnie jak Ajax regularnie gra w europejskich pucharach. A Szachtar niewątpliwie takim był i nadal jest. Mimo trudnej wojennej rzeczywistości.

Poza tym odpowiadała mi osoba trenera, którym wówczas zostawał Roberto De Zerbi. On mnie przekonał do tego projektu. Oczywiście, rozmawiałem też z dyrektorem, Darijo Srną.  Klub robił też wtedy inne duże transfery, przyszedł Pedrinho z Benfiki Lizbona, czy Marlon. Ten wybór był według mnie bardzo logiczny.

Propozycja z Polski była atrakcyjna

Miałeś kiedyś propozycję z Polski? Zadaję to pytanie bardziej z obowiązku, bo nie sądzę, aby tak było.

A właśnie że było!

Serio?

Tak. Choć nie wiem, czy powinienem o tym mówić, czy to nie zbyt poufne.

Śmiało! 

Tej zimy chciała mnie pozyskać Legia.. 

Poważnie?! 

Tak. I wyglądało to dla mnie atrakcyjnie. Byłem na to otwarty. Bo to wielki klub. Mimo obecnej sytuacji w tabeli. Ostatecznie jednak z kilku powodów do tego transferu nie doszło.

A jakie to były konkretnie powody?

Było ich kilka. Jednym z nich był fakt, że Szachtar przekonywał mnie do pozostania. A mam tu jeszcze pół roku kontraktu. Szachtar  nie chciał w przerwie zimowej tracić napastnika, zwłaszcza, że wciąż gra w pucharach.

Zawsze to lepiej mieć trzech napastników niż dwóch, czy jednego. Poza tym do pozostania przekonało mnie właśnie to, że wciąż gramy w rozgrywkach europejskich.. 

Legia w pucharach już nie gra, a w tabeli polskiej ekstraklasy jej sytuacja nie jest dobra. I to jest delikatne określenie.

Nie jest dobra, ale spokojnie. Jak mówiłem, to wielki klub. Obudzą się.

Wygrać Ligę Konferencji UEFA

Wracając do Szachtara. Jaki jest wasz cel w tym sezonie Ligi Konferencji? Słyszałem, że jest nim wygranie tego pucharu. Pytanie czy w obecnej sytuacji to realne.

A dlaczego nie? Jak mówiłem, Szachtar potrafił sobie poradzić w Lidze Mistrzów, kiedyś zdobył europejski puchar, ma duże europejskie doświadczenie, więc uważam, że jak najbardziej powinniśmy celować w wygranie Ligi Konferencji UEFA. Zresztą po fazie grupowej, którą skończyliśmy w top 8, taki cel sobie założyliśmy.

Masz swój ulubiony moment w Szachtarze?

Wszystkie te, które wiążą się z ważnymi wygranymi. Mistrzostwa Ukrainy, Superpuchar, udane występy w Lidze Mistrzów, jak na przykład remis z Realem Madryt.

Ulubiony gol?

Z meczu o Superpuchar z Dynamem Kijów.

Wtedy, o ile pamiętam, strzeliłeś dwa.

Tak, ale mówię o tym pierwszym..

Jakie masz piłkarskie marzenia? Co by się musiało wydarzyć, żebyś po zakończeniu kariery powiedział sam do siebie: jest dobrze, to co chciałem, to osiągnąłem.

Chciałbym wygrać z Burkina Faso Puchar Narodów Afryki, zdobyć afrykańską Złotą Piłkę, a z Szachtarem wygrać europejskie trofeum.

Celnik rozmawiał z Nakoulmą

To tego ci życzę. A jeszcze jedno. Znasz swojego rodaka, Prejuce Nakoulmę?

Czasem mam okazję o nim rozmawiać na granicy polsko-ukraińskiej. 

Na granicy?

Tak. Kiedyś na granicy celnik sprawdzał mój paszport i widząc “Burkina Faso” zaczął mówić o Nakoulmie. Bardzo ciepło, wyrażał się o nim niezwykle pozytywnie. No to wziąłem telefon i zadzwoniłem do Prejuce’a.

Panowie pogadali chwilkę na video łączeniu, było bardzo sympatycznie.Zawsze, gdy ktoś w Polsce słyszy Burkina Faso, to zaczyna mi opowiadać o Nakoulmie. Widać, że Polska o nim nie zapomniała.

Na koniec zapytam o rodzinne inspiracje, bo jesteś ciekawym przykładem. W 99 procentach, jeśli już, to synowie idą w ślady ojca, a tymczasem ty

Poszedłem bardziej w ślady mamy. Grała zawodowo w piłkę, występowała we Francji, była też kapitanem kobiecej reprezentacji Burkina Faso. Tata również był zawodowym piłkarzem, poza Burkina Faso grał w Algierii i w Belgii, ale bardziej byłem związany z mamą. 

Taty często nie było, właśnie ze względu na zawodowe obowiązki. A ja zawsze kręciłem się przy mamie, w szatni również. Dlatego uważam, że pod względem piłkarskim więcej wziąłem od niej niż od taty. Również dlatego, że tata skończył karierę zanim się urodziłem. A mama grała jeszcze wtedy, gdy ja już byłem na świecie.

Tylko u nas