Atalanta czekała za rogiem. Tego Klemenz nie zamierzał pudrować

GKS Katowice wygrał z Hapoelem Tel Awiw (2:1), ale nie odrobił strat z pierwszego spotkania i pożegnał się z europejskimi pucharami. Lukas Klemenz uważa, że GieKSa zbyt późno pokazała swoje prawdziwe oblicze.

Lukas Klemenz
Obserwuj nas w
fot. Tomasz Karczewski / Alamy Na zdjęciu: Lukas Klemenz

GieKSa mogła napisać historię. Zamiast tego został ogromny niedosyt

GKS Katowice pożegnał się z europejskimi pucharami. Chociaż w rewanżu z Hapoelem Tel Awiw zrobił wszystko, aby do ostatnich sekund podtrzymać nadzieję na awans. Katowiczanie przegrywali 0:1, ale w końcówce zdobyli dwie bramki i byli o jedno trafienie od doprowadzenia do dogrywki. Ostatecznie izraelski zespół wygrał dwumecz 3:2 i to on zmierzy się w kolejnej rundzie z Atalantą.

Wynik rewanżu może jednak pozostawić w Katowicach szczególny niedosyt. GieKSa pokazała bowiem w ostatnich kilkunastu minutach, że Hapoel był do ruszenia. Lukas Klemenz nie miał wątpliwości, że jego drużyna mogła zaprezentować się zdecydowanie lepiej.

REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie

– Na pewno możemy być lepsi. Myślę, że druga połowa, szczególnie końcówka, czy 15 czy 20 minut, pokazała, że przeciwnik nie jest taki straszny, jakby się wydawało. Myślę, że w Miszkolcu nie pokazaliśmy swojego prawdziwego oblicza, ale tutaj, poza tym błędem przy straconej bramce, to rywale mogli mieć z dwie groźne sytuacje. Reszta to były takie gdzieś tam strzały czy interwencje Kobiego. Także na pewno szkoda, że tak późno się obudziliśmy – mówił defensor GieKSy w rozmowie z Goal.pl.

Zabrakło tego wcześniej. GieKSa obudziła się dopiero w końcówce

Przez długi fragment spotkania GKS miał problemy z przełamaniem dobrze zorganizowanej defensywy Hapoelu. Goście prowadzili po golu Stava Turiela i przez wiele minut kontrolowali sytuację. GieKSa zaczęła naciskać zdecydowanie mocniej dopiero w końcowej fazie meczu. W 83. minucie Ilja Szkurin doprowadził do wyrównania, a chwilę później Arkadiusz Jędrych wykorzystał rzut karny. Wówczas Nowa Bukowa uwierzyła, że wydarzy się coś wyjątkowego. Do odrobienia pozostawała już tylko jedna bramka. Czasu było jednak coraz mniej. Klemenz zwrócił uwagę, że w takich spotkaniach nie można pozwolić sobie na tak późne wejście na właściwe obroty.

– Wydaje mi się, że w takich meczach trzeba wychodzić od samego początku zorganizowanym, skoncentrowanym, z charakterem i wolą walki. Przede wszystkim tego nigdy nie może zabraknąć. Nie chcę powiedzieć, że nam tego zabrakło, ale długo wchodziliśmy w ten mecz – przekazał nam piłkarz śląskiej drużyny.

– Na pewno w Miszkolcu w ogóle nie weszliśmy w spotkanie do końca, a tutaj długo wchodziliśmy i dopiero kiedy w końcówce nikt już nie patrzył na błędy, na ustawienie, na to, komu podać, jakie schematy, tylko graliśmy swoją piłkę, to pokazało, że możemy z przeciwnikiem nawiązać równorzędną walkę. Szkoda, bo naszym kolejnym rywalem mogła być Atalanta. W każdym razie teraz nie ma co już gdybać, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Stało się. Fajnie się grało w Europie. Chciałoby się do niej wrócić, także będziemy robić wszystko, żeby wrócić do europejskich pucharów za rok – zaznaczył Klemenz.

Obrońca wskazał problem GieKSy

Czy GKS-owi zabrakło odwagi? To jedno z pytań, które po spotkaniu nasuwało się samo. Klemenz nie odrzucił takiej diagnozy. Niemniej podkreślił, że w rewanżu było więcej odważnej gry niż podczas pierwszego spotkania.

– Odwagi mogło zabraknąć, ale wydaje mi się, że graliśmy dużo odważniej niż w pierwszym meczu. Zabrakło gdzieś utrzymania przy piłce na połowie rywala, zagrania z pierwszej piłki, z klepki, zaskoczenia tym rywali – podkreślił piłkarz.

Europa smakuje. Katowiczanie chcą więcej

Mimo że GKS nie awansował do IV rundy kwalifikacji Ligi Konferencji, jego europejska przygoda nie była bezwartościowa. Katowiczanie pokonali w rewanżu Hapoel, wcześniej wyeliminowali również MSK Żylinę, a przede wszystkim zdobyli doświadczenie, którego wielu zawodnikom brakowało. Sam piłkarz przekonuje, że dla zespołu apetyt na Europę dopiero się pojawił.

– Jeśli chodzi o naszą szatnię, jesteśmy takimi facetami, którzy chcą więcej. Na pewno jeśli teraz ktoś z nas powie, że chciałby wrócić do Europy, to wiem, że zrobimy wszystko, żeby do tej Europy wrócić. Wiem również, że cały klub od dyrektora sportowego, prezesa po panią sprzątaczkę, każdy chce być w Europie. Widać, że to niesie i widać, że chce się więcej. Chce się grać o najwyższe cele. Tym razem nie udało, ale mam nadzieję, że do Europy wrócimy – powiedział Klemenz.

Powrót do ligowej rzeczywistości

Teraz jednak nie ma czasu na rozpamiętywanie. GKS musi błyskawicznie przestawić się na ligową rzeczywistość. Już w niedzielę Katowiczanie zagrają na wyjeździe z Motorem Lublin. Dla defensora GieKSy to jasny sygnał: europejski rozdział można zamknąć, a energię trzeba przekuć w kolejne zwycięstwa.

– Nie ma teraz co rozgrzebywać. Myślę, że teraz przed nami mecz z Motorem. Można jeszcze coś przeanalizować, co trzeba poprawić, co zrobiliśmy dobrze, co trzeba powielać i tak dalej. Musi być już jednak pełna mobilizacja na Motor. Jedziemy do Lublina, aby wygrać. Ostatnie spotkania na wyjeździe nie wychodzą nam zbyt dobrze. Teraz chcemy tę swoją plamę przełamać – rzekł obrońca.

Atalanta była na wyciągnięcie ręki. Czy GieKSa ją wypuściła?

  • Tak, to ogromny niedosyt
  • Nie, Hapoel zasłużył na awans
  • Zabrakło doświadczenia
  • Zabrakło czasu
  • Tak, to ogromny niedosyt
  • Nie, Hapoel zasłużył na awans
  • Zabrakło doświadczenia
  • Zabrakło czasu

0 Votes

Europejska przygoda GieKSy skończyła się zatem na trzeciej rundzie kwalifikacji, ale niekoniecznie musi być końcem ambicji. Hapoel zabrał Katowiczanom możliwość rywalizacji z Atalantą, jednak pozostawił im coś równie ważnego: świadomość, że na europejskim poziomie można walczyć jak równy z równym.

Tylko u nas