GieKSa rzuciła się do walki. „Każdy w to głęboko wierzył”

GKS Katowice zakończył europejską przygodę w kwalifikacjach do Ligi Konferencji po dwumeczu z Hapoelem Tel Awiw. Po środowym starciu Marcel Wędrychowski nie krył niedosytu.

Marcel Wędrychowski
Obserwuj nas w
fot. SOPA Images Limited / Alamy Na zdjęciu: Marcel Wędrychowski

GKS Katowice odpadł z Ligi Konferencji

GKS Katowice nie zdołał odrobić strat z pierwszego spotkania z Hapoelem Tel Awiw i pożegnał się z Ligą Konferencji. Katowiczanie długo nie potrafili znaleźć sposobu na izraelskiego rywala, ale ostatnie minuty rewanżu przyniosły prawdziwe emocje. Gospodarze zdobyli dwie bramki, a przy stanie 2:1 pojawiła się jeszcze nadzieja na odwrócenie losów rywalizacji.

Ostatecznie zabrakło czasu. Marcel Wędrychowski po spotkaniu nie ukrywał rozczarowania, ale jednocześnie podkreślał, że GieKSa może być dumna z tego, jak zareagowała w najtrudniejszym momencie.

– Tak jak to w piłce, zawsze brakuje kilku metrów, może kilku minut więcej. Tak naprawdę czasami wystarczy, żeby stoper gdzieś dołożył nogę albo dobrze się ustawił. No, to jest piłka i tak to niestety wygląda. Dzisiaj odpadamy, ale na koniec oczywiście jestem bardzo dumny z drużyny. Cieszę się, że pokazaliśmy w tej końcówce charakter i pokazaliśmy, jak to powinno wyglądać – usłyszał Goal.pl od zawodnika śląskiej ekipy.

GieKSa obudziła się za późno

Katowiczanie długo mieli problem z narzuceniem Hapoelowi własnych warunków. Goście dobrze bronili dostępu do własnej bramki i skutecznie ograniczali możliwości gospodarzy. Przełom nastąpił dopiero w końcowej fazie spotkania. Wtedy jednak atmosfera na stadionie zrobiła się wyjątkowa.

– Uważam też, że problemem było to, że straciliśmy tę bramkę jako pierwsi. Inaczej by to wyglądało, gdybyśmy pewnie strzelili ją pierwsi. To już jest jednak nieważne. Trudno, tak wyszło – stwierdził piłkarz.

Mimo odpadnięcia Wędrychowski zwrócił uwagę na atmosferę panującą wokół zespołu. GieKSa po raz kolejny pokazała, że na własnym stadionie potrafi stworzyć warunki do niezwykłych zwrotów akcji.

– Przegrywając 0:2, wróciliśmy tutaj do Katowic i w szatni nikt nie pękał. Widać było, że każdy chciał wyjść i wygrać ten mecz. Naprawdę wydaje mi się, że każdy w to głęboko wierzył i zabrakło nam naprawdę niewiele – przekonywał zawodnik.

Europejskie puchary dały ważną lekcję

Dla wielu zawodników GKS-u były to pierwsze tak poważne doświadczenia na europejskiej arenie. Katowiczanie najpierw wyeliminowali MSK Żylinę, a następnie trafili na Hapoel Tel Awiw. co prawda przygoda zakończyła się szybciej, niż wszyscy w klubie oczekiwali, Wędrychowski uważa, że zdobyte doświadczenie będzie procentować.

– Grać w pucharach to jest coś naprawdę świetnego. Grać w GKS-ie to, uważam, zaszczyt. Każdy mecz powinno się traktować jak ostatni i dawać z siebie zawsze maksa. Uważam, że dzisiaj tego maksa pokazaliśmy – mówił były piłkarz Pogoni Szczecin.

Teraz czas na Ekstraklasę i Puchar Polski

GieKSa nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie porażki. Sezon dopiero się rozpoczął, a przed zespołem kolejne wymagające spotkania w Ekstraklasie oraz rywalizacja o STS Puchar Polski. Wędrychowski jasno wskazał, że ambicje Katowiczan sięgają wysoko.

– Chcemy na pewno poprawić nasz wynik z zeszłego roku, bo na pewno tę drużynę stać na więcej niż półfinał Pucharu Polski. Wydaje mi się, że naszym celem jest pojechać na PGE Narodowy i wywieźć z niego puchar, a w Ekstraklasie zająć jak najwyższe miejsce – zapowiedział zawodnik.

Okazja na kolejne zwycięstwo pojawi się już w niedzielę. Wówczas w ramach czwartej kolejki PKO BP Ekstraklasy katowicki zespół zmierzy się w roli gościa z Motorem Lublin. Pierwszy gwizdek sędziego zabrzmi o godzinie 14:45.

Tylko u nas