REKLAMA
REKLAMA

Marzenie fanów Barcelony spełnione. Co to oznacza dla Messiego i reszty?

dodał: Przemysław Langier  |  źródło: Goal.pl  |  29.10.2020 15:00
Marzenie fanów Barcelony spełnione. Co to oznacza dla Messiego i reszty?

Josep Maria Bartomeu  |  PressFocus

Nowy profil goal.pl na Facebooku!
Rezygnacja Josepa Marii Bartomeu gruchnęła we wtorkowy wieczór jak grom z jasnego nieba. Nikt po nim nie płakał, pewnie ze świecą można byłoby szukać (i nie znaleźć) kibiców Barcelony, którzy by go wspierali. Mowa przecież o człowieku, który obok Joana Gasparta uchodzi za najgorszego prezydenta w historii klubu. Ale koniec zawsze jest początkiem czegoś nowego, więc pytanie "co dalej?" nie dziwi.

Pierwsza odpowiedź musi być związana z Lionelem Messim, bo odejście Bartomeu zwiększa szanse na pozostanie Argentyńczyka w klubie. Następne są nieco bardziej skomplikowane, ale poszukał ich serwis "The Athletic".

Dlaczego Bartomeu odszedł?


Można by mówić o presji z zewnątrz, bo odejścia prezydenta domagali się dosłownie wszyscy. Trudno jednak uwierzyć, że Bartomeu zdecydowałby się na ten krok, gdyby jego stołek realnie nie był zagrożony. Zbliżał się termin referendum wszystkich członków klubu, a to mogłoby zmusić wszystkich ludzi prezydenta, z nim włącznie, do opuszczenia stanowisk.

Problemy klubu i jego szefostwa narastały właściwie nieprzerwanie od stycznia 2014 roku, gdy Bartomeu został prezydentem. Termin nie był planowany, Sandro Rosell nie dokończył swojej kadencji, a do rezygnacji zmusiło go śledztwo toczące się w sprawie przybycia do Barcelony Neymara. Dotyczyło to podejrzenia dokonania oszustwa podatkowego, ostatecznie Blaugrana zapłaciła hiszpańskim władzom grzywnę około 5 mln euro.

Później, już za kadencji Bartomeu, Neymar został sprzedany do Paris Saint-Germain za rekordowe 222 mln euro, ale pieniądze przejedzono. Sprowadzano na Camp Nou zawodników bardzo drogich, którzy w żaden sposób nie spłacali się grą - Ousmane'a Dembele, Philippe'a Coutinho i Antoine'a Griezmanna. Jednocześnie ludzi krytykujących ruchy klubu dyskredytowano w social mediach za pomocą wynajętej i opłaconej z klubowej kasy agencji (aktualnie toczy się w tej sprawie śledztwo).

Drużyna wciąż była w warunkach hiszpańskich bardzo mocna. Przez pięć lat zdobyła trzy tytuły mistrzowskie, ale jej stale obniżający się poziom wychodził przy okazji Ligi Mistrzów. Apogeum miało miejsce w Lizbonie podczas ostatniego turnieju Final Eight (jakże symbolicznie brzmi dla Bartomeu ta nazwa w kontekście porażki 2:8 z Bayernem), ale przecież regularną równię pochyłą obserwowaliśmy wcześniej, gdy Barca odpadała z Romą i Liverpoolem, mimo bardzo wysokich zwycięstw na swoim stadionie (odpowiednio 4:1 oraz 3:0). Dodatkowo wybuch pandemii obnażył ogromne kłopoty finansowe.

Złożenie wniosku o wotum nieufności stało się zatem formalnością, choć zarząd starał się grać na czas i odkładać referendum na wszelkie sposoby. Nie pomogło nic, na czele z groźbą odejścia z klubu Leo Messiego. Bartomeu wydawał się przyspawany do krzesła, jeszcze dzień przed rezygnacją zapewniał, że do głosowania w jego sprawie dojść nie może z przyczyn pandemicznych. I faktycznie nie doszło, bo w 45-minutowym wtorkowym przemówieniu sam ogłosił rezygnację ze skutkiem natychmiastowym.

Stos pod Bartomeu płonął od dawna, a wszystkie kolejne ruchy - chęć odejścia Messiego, niedawny wywiad Gerarda Pique - tylko podlewały go benzyną. "The Athletic" przytacza w swoim artykule także anonimowego piłkarza Barcy, który powidział wprost - zaufanie między gabinetami, a szatnią zostało całkowicie utracone". Na każdej płaszczyźnie klub działał źle, teraz nawet nie zdobył mistrzostwa kraju.

Tymczasowy zarząd


Statut klubu daje jasność w takim przypadku - tymczasowe szefostwo przejmie Carlos Tusquets, który w chwili ogłoszenia odejścia przez Bartomeu był przewodniczącym komisji finansowej. Ma niemałe doświadczenie - był już członkiem zarządu pod rządami Josepa Lluisa Nuneza. Nowy zarząd musi mieć siedmiu członków pochodzących z dotychczasowych komisji. To ci ludzie będą odpowiedzialni za zorganizowanie nowych wyborów przed końcem stycznia następnego roku.

Stołek, o który będzie toczyć się walka, jest gorący, ale atrakcyjny, więc pierwsi kandydaci już się zgłosili - Victor Font, Toni Freixa, Agusti Benedito, Jordi Farre, Lluisa Fernandez i Xavier Villajoana. Ten ostatni jest "nowością" na liście, choć w klubie nikt nie nazwie go anonimem - był członkiem zdymisjowanego właśnie zarządu Bartomeu, ale w stosunku do ex-prezydenta nie krył krytycznego podejścia. Trzykrotnie składał rezygnację, jednak Bartomeu tyle też razy ją odrzucał. Kim są pozostali?

Font, uchodzący za faworyta, buduje swoją pozycję na podstawie szacunku do legend. Pierwszą rzeczą, jaką zrobi - jak zapowiada - będzie przedłużenie kontraktu z Messim. Planuje też głośne powroty na Camp Nou, chce przekonać do tego i Josepa Guardiolę, i Xaviego. Freixa to były sojusznik Bartomeu i Rosella. W przeciwieństwie do Benedito, który przez lata krytykował władze klubu. Farre był głównym inicjatorem wniosku o wotum nieufności wobec poprzedniego prezydenta, a Fernandez to lokalny biznesmen (kandydatem może być każdy socio, który spełni odpowiednie warunki - uzyska podpisy wspierające jego kandydaturę oraz zapewni odpowiednie gwarancje bankowe).

Jest jeszcze "tylnie siedzenie", na którym podobno wciąż siedzi Sandro Rosell. Nigdy nie przestał mieć wpływów w klubie, a teraz podobno będzie chciał "przepchnąć" kandydaturę Jordiego Roche, byłego prezydenta Girony i szefa katalońskiej federacji piłkarskiej.

Wynik wyborów jest niemal nie do przewidzenia, a kandydatom odpada jeden ze stałych punktów programu - ze względu na niestabilną sytuację finansową, nie będą mogli obiecać wielkich transferów. Strata, jaką ogłosiła Barca za poprzedni sezon, sięgnęła 100 mln euro.

- Jakie transfery? Tusquets musi po prostu zapłacić za światło, wodę i gaz i ogłosić wybory - mówi anonimowo jedno ze źródeł "The Athletic".

Co z Messim?


Ta sprawa wydaje się priorytetowa. Argentyńczykowi kontrakt kończy się w czerwcu, więc już w styczniu będzie mógł podpisać umowę z nowym klubem. Jego decyzja w dużej mierze zależy od tego, kto wygra wybory, bo trudno oczekiwać entuzjazmu wroga Bartomeu, jeśli wygra któryś z "jego ludzi". Wątpliwe, że Messi zaakceptuje też kogoś związanego z Rosellem.

Dla Barcelony pozytywne na pewno jest to, że sam Messi nie pali się do odejścia. Wielokrotnie powtarzał, że chciałby zostać na Camp Nou i sięgać po kolejne trofea. Problemem jest oczywiście jego gigantyczna pensja, ale za podobne pieniędze Blaugrana przecież nie znajdzie nikogo o takiej klasie.

Barcelonę musi czekać rewolucja. W kadrze zespołu znajduje się zbyt wielu piłkarzy o wątpliwej klasie. Mamy z jednej strony zaawanowane wiekowo legendy, które lepsze już nie będą (Pique, Jordi Alba, Sergio Busquets), z drugiej bardzo drogie zakupy o wątpliwej jakości (Dembele, Coutinho i Griezmann). Przebudowa może okazać się zadaniem trudniejszym, niż zatrzymanie Messiego.

Bartomeu naprawdę odszedł?


Tak, ale w gabinetach jego nazwisko będzie pojawiać się jeszcze długo. Kolejne źródło "The Athletic" podało, że na samym początku pracy nowego zarządu zostanie przeprowadzone dochodzenie w sprawie kont klubu. Ewentualne dowody przestępstwa, takie jak niewłaściwe wykorzystanie funduszy lub oszustwo, zostaną przekazane władzom. Wciąż toczy się dochodzenie związane z oczernianiem w social mediach piłkarzy i osób związanych z Barcą.

- Głównym problemem jest to, że nie znamy dokładnej sytuacji klubu, ponieważ wszystko, co robił Bartomeu, działo się poza zasięgiem wzroku. Dopiero nowy prezydent będzie mógł podjąć jakiekolwiek działania - kończy rozmówca "Athletic".

Źródłem tekstu był artykuł Dermota Corrigana zamieszczony 28 października w serwisie "The Athletic".


OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 0 komentarzy