Najbliżej powrotu było w pierwszym roku po spadku, ale wtedy zabrakło przysłowiowej „kropki nad i”. W międzyczasie zdarzyły się oczywiście chwile absolutnie magiczne, których nikt nie odbierze – zdobycie Pucharu Polski czy niesamowita przygoda w europejskich pucharach, która rozpaliła serca kibiców. Jednak ten główny cel, sen o powrocie na najwyższy szczebel, wciąż pozostaje niespełniony, choć cała organizacja przeszła w tym czasie ogromną przemianę.
Futbol w rytmie algorytmów
Głównym architektem tej metamorfozy i postacią, która wzięła pełną odpowiedzialność za klub, jest Jarosław Królewski. To postać barwna i charakterystyczna, frontman projektu, który nie boi się głośno wyrażać swoich opinii, nawet jeśli idą one pod prąd tradycyjnemu myśleniu o polskiej piłce. Cała Polska słyszała o podejściu, w którym dużą rolę odgrywa analiza liczb i sztuczna inteligencja. Choć dla wielu to spore uproszczenie, faktem jest, że Jarosław Królewski wprowadził do Wisły model oparty na twardych danych i faktach. Dzięki temu Wisła jest dziś klubem posiadającym swój wyrazisty styl i konsekwentnie realizowaną wizję.
Między zachwytem a twardą rzeczywistością
Obecny sezon Wisła rozpoczęła w sposób imponujący. Porywające mecze ze Śląskiem Wrocław czy ŁKS-em Łódź sprawiły, że w mediach pojawiały się głosy o drużynie gotowej na Ekstraklasę. Choć te zachwyty mogły wydawać się przedwczesne, Wisła jest obecnie liderem z solidną przewagą nad resztą stawki, a awans wydaje się niemal przesądzony. Jednak pod tą sportową euforią kryje się trudna rzeczywistość finansowa. Problemy budżetowe nie są tajemnicą, a władze klubu mówią o nich otwarcie, przyznając, że sytuacja wciąż wymaga dużej ostrożności.
Powrót krakowskiego wizjonera
W tym kontekście na horyzoncie ponownie pojawia się temat, który w kuluarach przy Reymonta słychać od lat: Wojciech Kwiecień może zainwestować w klub. Właściciel sieci aptek Słoneczna to postać, która w krakowskim sporcie budzi wielkie emocje, zwłaszcza po sukcesach odniesionych z Wieczystą Kraków. Patrząc na tamten projekt, trudno nie odnieść wrażenia obserwowania kogoś, kto realizuje model znany z gier komputerowych: głośne transfery i ogromne kwoty, ale też duża niecierpliwość i częsta wymiana trenerów. Spekuluje się, że potencjalny inwestor miałby objąć 25 procent akcji za kwotę 15 milionów złotych. To bez wątpienia potężny zastrzyk finansowy, ale budzi on również pewne obawy o stabilność wypracowanego modelu.
Lekcja z przeszłości: era Bogusława Cupiała
Wszyscy przecież doskonale pamiętają czasy, kiedy do Wisły Kraków dołączył Bogusław Cupiał. Zgoda – to były lata seryjnie wywalczonych mistrzostw Polski i niezapomnianych meczów w europejskich pucharach, które do dziś są wspominane z ogromnym sentymentem. Jednak przy tym całym blasku i wielkich sukcesach, nie został zbudowany absolutnie żaden trwały fundament. W momencie, gdy panu Cupiałowi zaczęło się gorzej wieść pod względem biznesowym, Wisła stała się nagle jak człowiek, który z dnia na dzień został pozbawiony wszelkich środków do życia. Co z tego, że było kilka tłustych lat, skoro od piętnastu Wisła musi nieustannie zmagać się z ogromnymi problemami i wyciągać rękę po ratunek? To brutalna lekcja, która pokazuje, że bez solidnej bazy każdy sukces jest tylko chwilowy.
Gdzie w tym wszystkim jest młodzież?
Pieniądze są niezbędne, ale bywają też zgubne. Wisła w ostatnim czasie postawiła na odważne promowanie wychowanków akademii. Letkiewicz, Duda, Krzyżanowski, Kuziemka czy Kutwa to piłkarze, z którymi kibice mogą się utożsamiać. Jest oczywiście niepodważalna gwiazda w osobie Angela Rodado, ale ten miks młodości z jakością obcokrajowców stał się fundamentem nowej Wisły. Nasuwa się pytanie, czy pojawienie się inwestora nie zaburzy tej hierarchii? Czy do klubu nie zacznie zjeżdżać zaciąg przepłaconych zawodników z zagranicy, którzy zablokują drogę rozwoju dla młodych Polaków? Wojciech Kwiecień to wielki kibic Wisły, obecny na niemal każdym meczu, ale wejście w formalny skład właścicielski to wyzwanie wymagające zapanowania nad emocjami przy podejmowaniu decyzji.
Fundamenty zamiast kolosa na glinianych nogach
Nawet przy mniejszościowym udziale, wpływ tak silnej osobowości na klub będzie ogromny. Ważne, aby Wisła Kraków nie zboczyła z wybranej drogi – modelu opartego na danych, planowaniu i cierpliwości. Niepokojąca byłaby wizja powrotu do ery sukcesu na już, bez budowania trwałych podstaw. Idealnym wzorem do naśladowania pozostaje Lech Poznań, który dzięki sprawnej akademii regularnie promuje zawodników do pierwszej drużyny, a następnie sprzedaje ich za milionowe kwoty. To jedyna słuszna droga do zbudowania silnej organizacji. Niech powrót Wisły do Ekstraklasy będzie kolejnym krokiem w budowaniu wielkiego klubu, ale opartego na skale, a nie na glinianych nogach, które rozsypią się przy pierwszym kryzysie.
Kącik humorystyczny
Dwaj starzy, zapaleni kibice siedzą na ławce i dyskutują.
– Słuchaj, Zdzichu, myślisz, że w niebie grają w piłkę nożną?
– Nie mam pojęcia. Ale zawrzyjmy umowę: ten, kto pierwszy tam trafi, koniecznie daje znać drugiemu, jak to wygląda.
Mija kilka tygodni, jeden z nich umiera. Kilka dni później drugi z kibiców budzi się w środku nocy, słysząc w pokoju dziwny szept:
– Stasiu… To ja, Zdzichu.
– O rany! I jak, masz dla mnie jakieś wieści?
– Mam jedną dobrą i jedną złą. Dobra jest taka, że w niebie jest świetna liga, genialne boiska, zero spalonych i gramy w piłkę dosłownie codziennie.
– Fantastycznie! A ta zła?
– Zła jest taka, że jesteś wystawiony w pierwszym składzie na najbliższą sobotę.
Trzymajcie się i do następnego piątku.
Marcin Ryszka









