Mariusz Iwański, kandydat do zakupu Śląska: Moje zaangażowanie będzie poważne i długofalowe [NASZ WYWIAD]

Śląsk Wrocław niedługo ma zostać sprzedany. W mediach przewijało się kilka podmiotów zainteresowanych zakupem klubu, ale według nieoficjalnych informacji faworytem jest Mariusz Iwański, zajmujący się głównie produkcją dronów. W pierwszym wywiadzie na ten temat, dla goal.pl, Iwański mówi o swoich motywacjach związanych z tym projektem.

Piłkarze Śląsk Wrocław
Obserwuj nas w
fot. Piotr Front / Alamy Na zdjęciu: Piłkarze Śląsk Wrocław

Już niedługo zmiana właściciela?

Śląsk Wrocław już kilka razy miał trafić w prywatne ręce, ale do tej pory to nie nastąpiło. Wiele wskazuje jednak na to, że tym razem może się udać. Zainteresowanych było kilku, ale według nieoficjalnych informacjii z Wrocławia, faworytem jest biznesmen Mariusz Iwański.

O takiej możliwości pisał znany wrocławski dziennikarz Marcin Torz, a nazwisko Iwańskiego padło też w publikacji „Gazety Wrocławskiej”. Kim jest chętny na kupno Śląska? Iwański udzielił pierwszego wywiadu w tej sprawie, dla goal.pl, opowiadając o planach, nie tylko sportowych jakie ma wobec Wrocławia.

Dlaczego w ogóle pomyślał Pan o zakupie Śląska Wrocław?

Mariusz Iwański:

To nie była decyzja podjęta z dnia na dzień. Od lat miałem w głowie myśl, że chciałbym zainwestować w sport, ale musiał pojawić się klub, z którym naprawdę poczuję więź. W przypadku Śląska Wrocław zadziałało kilka elementów naraz – ogromna historia klubu, wspaniała baza w postaci stadionu, no i przede wszystkim kibice, którzy pokazali, że potrafią być z drużyną niezależnie od okoliczności.

Wrocław jest też wyjątkowym miastem – dynamicznie rozwijającym się, przyciągającym inwestycje, pełnym energii młodych ludzi. Pomyślałem, że właśnie tutaj można zbudować coś, co będzie łączyło sport z nowoczesnym podejściem do zarządzania i rozwoju. Dlatego Śląsk to dla mnie nie tylko klub piłkarski, ale projekt, w którym widzę potencjał na coś trwałego i dużego. Chciałbym, żeby Śląsk stał się symbolem profesjonalizmu i nowego otwarcia – klubem, który ma ambicję nie tylko w Polsce, ale i w Europie.

Żadne ze źródeł zajmujące się tym tematem nie informowało, aby kiedykolwiek był pan związany z piłką nożną w sensie zarządzania, czy ogólnie ze sportem. Jaki pod tym względem ma pan „background”? Jeśli kibicowski, to jak to wyglądało?

Piłka nożna towarzyszy mi od lat, choć nigdy wcześniej nie zarządzałem klubem. Kibicowsko zaczynałem od Legii Warszawa i Stomilu Olsztyn w czasach studenckich. To były ważne emocje i wspomnienia, ale dziś najbliżej serca mam Śląsk i tylko to się liczy. Szanuję wszystkie kluby, które dawały mi emocje i kształtowały mnie jako kibica i człowieka, ale całą energię i zaangażowanie kieruję dziś w stronę Śląska. Dodatkowo planuję rozwijać we Wrocławiu moje projekty biznesowe, więc moje związanie z tym miastem będzie wielowymiarowe – zarówno sportowe, jak i gospodarcze.

A z zagranicznych drużyn inspirowała mnie Barcelona – za wartości, które reprezentowała, Juventus – od czasów Bońka, Liverpool – za „You’ll Never Walk Alone”. Natomiast mieszkając w Monako siłą rzeczy śledzę też losy AS Monaco – klubu, który świetnie pokazuje, jak sport może być wizytówką miasta na całym świecie. Dziś moim miejscem jest Wrocław i Śląsk – i tutaj zbuduję klub, z którego kibice będą dumni.

Śląsk nie może zostać w tyle

Różne kwoty krążyły co do tego ile potencjalni zainteresowani chcieliby zainwestować w Śląsk. To jak to dokładnie wygląda? W pana przypadku krążyła kwota 50 mln zł przez 5 lat. Czy to prawda czy jednak pod tym względem wygląda to zupełnie inaczej?

Kwoty, które pojawiają się w mediach, to najczęściej spekulacje. Dopóki proces nie zostanie zakończony i moja oferta nie zostanie ostatecznie wybrana, nie chcę mówić o szczegółach. Przyjdzie na to czas – i wtedy wszystkie warunki zostaną jasno przedstawione. Mogę natomiast podkreślić jedno: jeśli ktoś poważnie myśli o budowaniu silnego klubu, musi być gotowy na poważne nakłady. Widzimy, jak szybko rozwija się polska piłka – jeszcze niedawno tylko Raków był w stanie zapłacić milion euro za piłkarza, a dziś takie możliwości mają Legia, Widzew, Pogoń, Jagiellonia, Cracovia, Motor…

To pokazuje, że tempo inwestycji rośnie i Śląsk nie może zostać w tyle. Dlatego moje podejście jest jasne: inwestycje muszą być odpowiedzialne i mądrze zaplanowane, tak aby każdy milion wzmacniał klub – sportowo i organizacyjnie. Konkretne liczby podam w odpowiednim momencie, ale kibice mogą być pewni, że to będzie zaangażowanie poważne i długofalowe.

Jakiego zaangażowania oczekuje pan od miasta Wrocław? W sensie materialnym i nie materialnym?

Od początku traktuję miasto nie jako stronę transakcji, ale jako partnera w tym projekcie. Śląsk jest częścią tożsamości Wrocławia i nie wyobrażam sobie, żeby klub funkcjonował w oderwaniu od miasta i jego mieszkańców.
Jeśli chodzi o materialne wsparcie – na tym etapie nie chciałbym podawać szczegółów, bo rozmowy nadal trwają. Przyjdzie czas, kiedy wszystkie warunki zostaną jasno przedstawione.

Ale równie ważne jak pieniądze jest zaangażowanie niematerialne – czyli atmosfera wokół klubu, wsparcie instytucjonalne, obecność miasta przy kluczowych projektach infrastrukturalnych czy młodzieżowych. Śląsk ma potencjał, by być wizytówką Wrocławia nie tylko w Polsce, ale i w Europie. To wymaga współpracy, wzajemnego zaufania i transparentności.
Moja ambicja jest taka, aby Śląsk był klubem profesjonalnym, stabilnym i samodzielnym finansowo, ale z silnym wsparciem miasta jako naturalnego sojusznika. Tylko w takim modelu możemy rozwijać się długofalowo i budować wielki Śląsk.

Gdzie pan widzi Śląsk w przyszłym sezonie pod pana przywództwem? Spokojnie, jak sie nie uda awansowac,to też nic się nie stanie, czy stawialby pan na awans za wszelką cenę?

Moja filozofia jest prosta: skupienie na najbliższym meczu i podporządkowanie wszystkiego temu, żeby go wygrać. Nie myśleć o tabeli w listopadzie czy w maju, tylko o tym, żeby dać z siebie 100% w kolejnym spotkaniu. Jeśli taki sportowy duch – skupienie na zwyciężaniu tu i teraz – będzie obecny w całym klubie, wśród piłkarzy, trenerów, pracowników i kibiców, to jestem przekonany, że sukces przyjdzie szybciej, niż wielu się spodziewa.

Nie chcę mówić o awansie za wszelką cenę, bo awans nie robi się na papierze, tylko na boisku. Ale jeśli każdy w klubie będzie miał mentalność: „gramy, żeby wygrać następny mecz”, to będziemy mogli świętować wielkie rzeczy już w przyszłym roku. To właśnie w tym duchu chcę budować Śląsk.

Jeśli ktoś pisał o panu w kwestii Śląska to pisał „tajemniczy” biznesmen. To skończmy z tą nutką tajemniczości, bo takie deale lubią transparentność. Jak by pan opisal siebie kibicom Śląska? Kim jest Mariusz Iwański?

Nie czuję się tajemniczym biznesmenem – po prostu do tej pory działałem w obszarach, które nie były tak medialne jak piłka nożna. A futbol to inny świat – tutaj każdy krok przyciąga uwagę i to dla mnie nowa sytuacja. Kim jestem? Jestem przedsiębiorcą i inwestorem od lat związanym z technologią, IT i przemysłem. Mieszkam w Monako, ale sercem jestem w Polsce. Rozwijałem różne projekty – od nowoczesnych technologii po przemysł – a dziś koncentruję się przede wszystkim na innowacjach, w tym na dronach, które znajdują zastosowanie także w sektorze bezpieczeństwa.

Prywatnie jestem osobą, która stawia na szczerość, konsekwencję i długą wizję. Jestem też ojcem i kibicem, który wierzy w to, że sport potrafi jednoczyć ludzi i dawać emocje na całe życie. Śląsk jest dla mnie projektem szczególnym – bo łączy sport, biznes i wspólnotę. I właśnie to chcę tutaj budować – klub, z którego będziemy dumni wszyscy.

Drony to nie tylko innowacja

Mówiac o biznesie – najczesciej pojawia sie pan właśnie przy okazji produkcji dronów…

Drony to dziś nie tylko innowacja, ale przede wszystkim bezpieczeństwo – w tym ochrona naszych granic. Jest takie stare powiedzenie: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Dlatego pracujemy nad unikalnymi rozwiązaniami właśnie w obszarze ochrony granic, bo to ma strategiczne znaczenie dla Polski i całej Europy. Zastosowania dronów są coraz szersze – od bezpieczeństwa, przez logistykę, aż po monitoring infrastruktury.

Polska ma ogromny potencjał, by być światowym liderem w tej branży. Dlaczego? Bo jako naród mamy wyjątkowe tradycje i kompetencje: wychowaliśmy się na legendzie Dywizjonu 303 i kochamy lotnictwo, mamy genialnych informatyków – w światowej czołówce niemal w każdej technologii, mamy znakomitych specjalistów od łączności – wielu z nich zaczynało od pasji krótkofalarskiej i słuchania Radia Wolna Europa.

To wszystko razem sprawia, że Polska jest idealnym miejscem, by rozwijać technologię dronową i uczynić z niej produkt eksportowy. Jestem przekonany, że to dopiero początek nowej ery, w którą Polska powinna inwestować. I my już to robimy.

Biznes to sukcesy, ale i porażki. Co pan uważa za swój największy sukces biznesowy, a co za najwiekszą porażkę?

W biznesie nauczyłem się, że sukces i porażka to dwie strony tej samej monety. Za największy sukces uważam historię firmy Simplicity, którą stworzyłem od zera i przez siedem lat intensywnie rozwijałem. Byliśmy docenieni i wybrani jako jedyny integrator w Polsce w paneuropejskim projekcie digitalizacji oferty Ricoh, a ostatecznie firma została sprzedana właśnie tej japońskiej korporacji. To dla mnie dowód, że polska firma, jeśli działa konsekwentnie i innowacyjnie, może z powodzeniem konkurować na rynku międzynarodowym.

Porażki też były – kilka razy inwestowałem w projekty, które nie wypaliły, bo były za wcześnie na rynku albo brakowało odpowiednich partnerów. Ale każda z tych sytuacji była dla mnie lekcją.

Dlatego dziś patrzę na moje doświadczenia tak: sukcesy dają satysfakcję, a porażki dają mądrość. Każda porażka to lekcja. Oba elementy są potrzebne, żeby tworzyć coś trwałego – i to doświadczenie chcę teraz przenieść do Śląska Wrocław.

Jak pan trafil do Monako? Bo o ile się nie mylę jest pan rezydentem księstwa?

To prawda, od kilku lat jestem rezydentem Monako. Trafiłem tam w naturalny sposób – rozwijając międzynarodowe projekty biznesowe i szukając miejsca, które daje dobre warunki do prowadzenia działalności na poziomie globalnym. Monako jest takim miejscem – stabilnym, bezpiecznym i otwartym na przedsiębiorców.

Choć zawsze powtarzam jedno: mieszkam w Monako, ale sercem jestem Polakiem. To tutaj są moje korzenie, rodzina i wartości, które mnie ukształtowały. Dlatego wiele z moich inwestycji i planów – w tym te związane ze Śląskiem Wrocław – realizuję właśnie w Polsce.

Chciałbym być pomostem pomiędzy kapitałem z Monako i świata a polskimi innowacjami. I podobnie – pomiędzy Śląskiem a AS Monaco, które ma jedną z najlepszych akademii piłkarskich na świecie. Uważam, że takie połączenia dają ogromną wartość – bo dzięki nim możemy wprowadzać do Polski najlepsze rozwiązania, wiedzę i kontakty, a jednocześnie pokazywać światu potencjał polskiego futbolu i technologii.

Wrocław europejską stolicą dronową?

Czy wejście w Śląsk oznacza też z Pana strony poza sportowe inwestycje we Wroclawiu? Czytalem o pomyśle budowy dronów, ale nie wiem czy to prawda…

To prawda – moje wejście w Śląsk nie ogranicza się tylko do sportu. Równolegle rozwijam projekty biznesowe, a jednym z kluczowych planów jest budowa fabryki dronów we Wrocławiu. To inwestycja, która oznacza nowe miejsca pracy, transfer technologii i trwałe związanie się z miastem oraz regionem.

Drony to dziś coś znacznie więcej niż technologia – to także bezpieczeństwo, ochrona granic, logistyka, energetyka czy infrastruktura krytyczna. Wierzę, że Wrocław ma potencjał stać się Europejską Doliną Dronową – jednym z największych centrów kompetencyjnych i produkcyjnych na świecie.

Dlatego moje podejście jest całościowe – sport i biznes się uzupełniają. Silny klub może być wizytówką miasta, a silny przemysł i innowacje dają mu stabilność i wsparcie. Wrocław ma ku temu wszystkie atuty, dlatego właśnie tutaj chcę łączyć te dwa światy. To nie jest chwilowa decyzja, tylko długofalowa strategia.

Na jakim etapie jest kupno Śląska przez pana, bo mam wrażenie, że tu też nie do końca jasno jest to komunikowane w przestrzeni publicznej.

Liczę na to, że decyzje zapadną lada moment, ale jestem bardzo zadowolony z przebiegu rozmów – są konstruktywne i otwierają drogę do naprawdę dużego projektu. To przedsięwzięcie na lata, dlatego nie ma tu miejsca na pośpiech. Obecnie przebywam w USA, gdzie prowadzę poważne rozmowy biznesowe. Wracam po 15 września. Chciałbym spotkać się najpierw z kibicami, bo to oni są dla mnie najważniejsi i to im osobiście przedstawić wizję Śląska. Obiecuję, że zrobię to w sposób przejrzysty i wyczerpujący, tak aby każdy kibic wiedział, jak krok po kroku będziemy budować wielki Śląsk. Mam nadzieję, że już niedługo wszyscy usłyszą symboliczne here we go.