Wisła Kraków chciała go u siebie. „Dałem słowo Widzewowi”

Rafał Gikiewicz ujawnił, że w 2024 roku Wisła Kraków chciała sprowadzić go do siebie. Bramkarz był już jednak dogadany z Widzewem Łódź, do którego ostatecznie dołączył.

Jarosław Królewski
Obserwuj nas w
fot. BEAUTIFUL SPORTS Pressphoto Agency / Alamy Na zdjęciu: Jarosław Królewski

Widzew wyprzedził Wisłę. Gikiewicz był już dogadany

Rafał Gikiewicz po latach spędzonych w Niemczech, a następnie krótkim epizodzie w Turcji, w 2024 roku zdecydował się na powrót do Polski. W lutym wzmocnił Widzew Łódź, gdzie spędził 1,5 sezonu. Podczas zeszłorocznego lata dołączył do Zagłębia Lubin, a obecnie pozostaje bez klubu. Ma za sobą trudny czas, bowiem w minionym sezonie był tylko rezerwowym.

Gdy Gikiewicz wracał do Ekstraklasy, cieszył się zdecydowanie większym zainteresowaniem. W Bundeslidze dawał rade, dlatego transfer Widzewa był uważany za hitowy. Co ciekawe, doświadczony bramkarz mógł wówczas wzmocnić inny polski zespół. Zabiegała o niego również Wisła Kraków, która występowała jeszcze na zapleczu Ekstraklasy. Do Gikiewicza zadzwonił sam Jarosław Królewski, ale ten był już wstępnie dogadany z Widzewem.

– Gdy rozwiązywałem kontrakt z Ankaragocu w Turcji dałem słowo dyrektorowi Wichniarkowi i prezesowi Rydzowi, że bez żadnych podpisanych dokumentów przyjeżdżam do Łodzi i negocjujemy kontrakt. Siedziałem przy stole i w tym samym momencie dzwoni do mnie prezes Wisły Kraków. Który po tym jest trochę obrażony dla mnie, bo mówił: „Przyjdź do Wisły, zrobimy awans, to jest największy klub w Polsce”. Powiedziałem: „Pełna zgoda, ale dałem słowo Widzewowi”. (…) Trzymałem się tego słowa – powiedziałem, że jeżeli się nie dogadamy, to wsiądę w samochód i przyjadę do Wisły Kraków. Nawet nie rozmawiałem, czy dadzą mi więcej, czy mniej, bo dałem słowo, a to było dla mnie ważniejsze, niż podpisana umowa – ujawnił Gikiewicz w programie Kanału Sportowego.

POLECAMY TAKŻE