- Dawid Kudła ocenił zwycięstwo GieKSy Katowice nad Motorem Lublin i podkreślił znaczenie przełamania po wcześniejszych meczach bez wygranej
- Bramkarz w rozmowie z Goal.pl mówił o rosnącej formie zespołu, ofensywnym stylu gry i emocjonujących meczach pełnych goli
- W wypowiedzi nie brakuje też tematu walki o końcówkę sezonu, podejścia szatni i planów na kolejne spotkania
GKS patrzy w górę. Tabela zaczyna się zmieniać
Łukasz Pawlik (Goal.pl): Gratulacje po wygranej. To był dla Pana wyjątkowy mecz. Po pierwsze trzeba było zastąpić kontuzjowanego Rafała Strączka, a po drugie GKS znów zafundował kibicom prawdziwy „rock and roll”.
Dawid Kudła (GKS Katowice): – Wygrywamy bardzo ważne spotkanie i patrzymy już w górę tabeli. Tak się to wszystko ułożyło. Fajnie, że znów było dużo emocji. Dobrze, że się przełamaliśmy, bo z Rakowem się nie udało, z Lechem był remis, ale w końcu mamy zwycięstwo.
Kluczową postacią w Waszej drużynie był Eman Marković. Co się zmieniło w jego formie?
Nie wiem, nie siedzę u niego w domu, ale dwa ostatnie mecze i cztery bramki – wielki szacunek. Oby utrzymał tę formę jak najdłużej. Widać, że u każdego rośnie dyspozycja, jesteśmy rozpędzeni i groźni w każdym elemencie gry.
Szatnia bez odlotów. „Twarde stąpanie po ziemi”
Macie już 43 punkty. Można już wskazać cel na najbliższe tygodnie?
Znam naszą szatnię i wiem, że nikt nie będzie „odlatywał”. To ciężka praca z meczu na mecz. Zostało pięć spotkań, pięć finałów – tego się trzymajmy. Trzeba twardo stąpać po ziemi.
Takie mecze podobają się kibicom, ale dla bramkarzy to trudne spotkania?
Dużo emocji, więc coś za coś. Skoro pada dużo bramek, to coś się też traci. Najważniejsze są jednak trzy punkty. Liczy się drużyna.
Wasz styl jest bardzo ofensywny, ale zostawiacie przestrzeń z tyłu...
Dzisiejsza piłka na tym polega. Trzeba wysoko pressować i szybko atakować. Do tego dążymy. Mamy swoje braki, ale rozwijamy się z każdym treningiem.
Każdy mecz jak finał
Nie tak dawno w 1 Lidze popisaliście się świetnym finiszem, który skutkował awansem. Teraz możliwy jest podobny scenariusz?
Trudno to porównywać. Wtedy był kluczowy mecz z Arką, teraz wszystko może się wydarzyć. Tabela jest bardzo wyrównana.
Była szansa, aby mógł Pan zagrać przeciwko Górnikowi Zabrze w finale STS Pucharu Polski. Finalnie się nie udało. Ból po porażce z Rakowem Częstochowa jest jeszcze?
Powinniśmy być dumni z drużyny. Kibice są z nas dumni. Szkoda, ale nie chcę wracać do sędziowania. Najważniejsze są trzy punkty.
Od pucharowych emocji po wolne dni
Teraz chwila odpoczynku?
Mamy dwa dni wolnego, może będzie jeszcze jeden. Potem skupiamy się na kolejnym meczu.
Wyróżnia się koszulka, w której Pan wystąpił. Proszę opowiedzieć o niej w kilku słowach.
Dostałem ją od córek, własnoręcznie robioną. To dla mnie wyjątkowa pamiątka. Grałem w niej przy otwarciu stadionu i wtedy też wygraliśmy.









