Szok w Zabrzu
We wtorkowe popołudnie Marcin Borzęcki, dziennikarz Kanału Sportowego, podał informację, którą większość odbiorców prawdopodobnie sprawdzała kilka razy, aby się upewnić, czy to nie fejk. Otóż wspomniany reporter przekazał, że z jego ustaleń wynika, iż Patrik Hellebrand, a więc czołowy gracz Górnika Zabrze jest bliski przejścia do Korony Kielce.
Minęło kilka godzin i wszystko się potwierdziło. Korona ogłosiła pozyskanie Czecha, a w Zabrzu, wśród kibiców zapanowała konsternacja.
Większość fanów wicemistrza Polski podkreślała w mediach społecznościowych duży zawód zachowaniem zawodnika, który nieraz deklarował przywiązanie do klubu i miał szansę zagrać z nim w pucharach. Owszem, kibice liczyli się z jego odejściem, ale jeśli już to w innym kierunku.
600 tysięcy euro rocznie?
Tak czy inaczej, sprawa jest jasna. Hellebrand podpisał kontrakt z Koroną na trzy lata i nie ma co ukrywać: aspekt finansowy miał w tej historii znaczenie. Spore znaczenie. O jakich więc pieniądzach mówimy?
Z naszych informacji wynika, że roczne zarobki Hellebranda w Kielcach mogą oscylować w granicach 600 tysiecy euro netto. A jedno ze źródeł przekonuje nas, że kwota jest nawet wyższa.
1,7 mln euro dla Górnika
Jak więc ma się to do jego zarobków w Górniku? Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że to ponad dwa razy więcej niż zarabiał ten zawodnik na Górnym Śląsku.
Na odejściu czeskiego pomocnika zabrzanie mają zarobić 1,7 mln euro, bo tyle wynosi klauzula Hellebranda w przypadku przejścia do innego polskiego klubu.
To oczywiście najwyższy transfer w historii Korony i jeden z najwyższych w historii transakcji między klubami Ekstraklasy.
Bursaspor i Widzew? Tylko zainteresowanie
Natomiast jedno jest pewne: Górnik nie zamierza robić kominów płacowych. A o tym jakich piłkarzy chce mieć w klubie mówił w długim wywiadzie dla goal.pl Lukas Podolski, a więc nowy właściciel 14-krotnych mistrzów Polski.
I jeszcze jedno: wcześniej mówiło się o możliwym przejściu Hellebranda do Bursasporu lub Widzewa Łódź. Dlaczego więc Korona? To akurat proste: bo ani Turcy, ani łodzianie nie przeszli od zainteresowania do czynów.
Owszem, były wideo konferencje w jednym z tych przypadków, było sondowanie tematu, ale na tym się w obu przypadkach skończyło.









