Królewski zdradza plany transferowe Wisły. Nie być jak Widzew i Pogoń

Wisła Kraków uniknie rewolucji kadrowej po awansie do Ekstraklasy. Chce skupić się na punktowych wzmocnieniach drużyny. Jarosław Królewski w rozmowie dla LoveKrakow.pl ujawnił, jakiego podejścia Biała Gwiazda będzie unikać.

Jarosław Królewski
Obserwuj nas w
fot. Pressfocus Na zdjęciu: Jarosław Królewski

Wisła stawia na drużynę

Wisła Kraków zdecydowała, że to Mariusz Jop będzie w dalszym ciągu odpowiadał za jej wyniki. Po awansie do Ekstraklasy klub chce zagościć tam na stałe i szybko włączyć się do walki o wyższe cele. Sezon 2025/2026 zakończył się dużym sukcesem – udało się nie tylko wywalczyć awans, ale również pozostać na czele ligowej tabeli od pierwszej do ostatniej kolejki.

W klubie prowadzone są intensywne prace nad przygotowaniem kadry do przyszłego sezonu. Pierwsze decyzje już zapadły – kontrakty przedłużyli James Igbekeme oraz Wiktor Biedrzycki, a pożegnano choćby Josepha Colleya czy Kamila Brodę.

Teraz Wisła stawia na wzmocnienia, unikając przy tym rewolucji kadrowej. Jarosław Królewski wprost przyznaje, że jego zdaniem ważniejsza jest drużyna jako kolektyw, a nie indywidualności. Podaje przykłady Widzewa Łódź oraz Pogoni Szczecin jako projektów, których nie chce naśladować.

– W zeszłym sezonie przegrywaliśmy polski rynek, bo graliśmy w I lidze. Zawodnikom trudniej było wybrać Wisłę, nawet jak się miało wielki sentyment ze stadionu czy ze wszystkiego innego. Natomiast dzisiaj nie ma tego problemu i myślę, że mamy wszystkie karty po swojej stronie. Chcielibyśmy oczywiście, żeby proporcja między obcokrajowcami a Polakami została zachowana. To jest nasze chciejstwo, nasz pomysł. Natomiast może się skończyć na tym, że te siedem osiem nazwisk, które przyjdą, to będą jednak nazwiska zagraniczne. (…) Mamy swoje badania zrobione i jednym z wniosków jest, że czasem lepiej ściągnąć słabszych zawodników, ale pasujących do konfiguracji. To podejście inne niż miały Pogoń czy Widzew, które skautowały super zawodników, ale trochę bez kontekstu – podsumował właściciel Wisły dla portalu LoveKrakow.pl.

POLECAMY TAKŻE